Nie modlę się za grzeszników. W szczególności nie modlę się za zatwardziałych grzeszników, „a zwłaszcza za nieprzyjaciółmi Kościoła Świętego”. Dlaczego? Nie, nie chcę oceniać innych. Wierzę, że pobożni ludzie modlą się w tych intencjach z czystą intencją.
Dlaczego ja się tak nie modlę? Bo w moim umyśle, tworzy się wtedy zaczątek pychy. Jeśli inni są grzesznikami i ja się za nich modlę, to znaczy, że ja jestem lepszy. Nie tylko lepszy, ale jeszcze ja ich swoją modlitwą z ich zatwardziałości próbuję wyciągnąć. Ależ jestem wspaniały. Zobacz Boże: „Boże, dziękuję Ci, że nie jestem jak inni ludzie, zdziercy, oszuści, cudzołożnicy, albo jak i ten celnik. Zachowuję post dwa razy w tygodniu, daję dziesięcinę ze wszystkiego, co nabywam” (Łk 18, 11-12).
Jeszcze gorzej, gdy słyszę intencję „za nieprzyjaciół Kościoła”. Niestety, mam wtedy silne poczucie, że to nie jest modlitwa za ateistów, nawet tych wojujących, komunistów czy członków partii, z którą nam nie po drodze. Bo kto jest największym nieprzyjacielem Kościoła? Niestety mogą być nimi ci, którzy w tym Kościele pełnią ważne funkcje, a są powodem zgorszenia, są przyczyną niszczenia życia tych, których winni prowadzić do Boga.
Wreszcie ja sam też jestem nieprzyjacielem Kościoła Świętego za każdym razem, gdy popełniam grzech. A popełniam, bo jestem grzesznikiem.
Za nas
Tak, modlę się za grzeszników, ale wtedy, gdy jest to modlitwa też za mnie: „…módl się za nami grzesznymi teraz i w godzinę śmierci naszej”. Albo: „…miej miłosierdzie dla nas i całego świata”. Wtedy czuję się Kościołem, gdy wraz z innymi grzesznikami proszę Boga o wybaczenie, o Jego łaskę, o zaradzenie mojemu grzechowi.
Mam poczucie swojej grzeszności. Chcę uczyć się z Ewangelii: Natomiast celnik stał z daleka i nie śmiał nawet oczu wznieść ku niebu, lecz bił się w piersi i mówił: „Boże, miej litość dla mnie, grzesznika!” (Łk 18, 13).
Kolejny raz zachwycił mnie śp. Papież Franciszek, gdy pisał w swojej Autobiografii:
„Jestem grzesznikiem. To najwłaściwsze określenie, a nie figura retoryczna, dialektyczny zabieg, gatunek literacki czy teatralna poza. (…) Niektórzy wyrażają zdumienie, że tak często przypominam, iż jestem grzesznikiem. Dziwię się im, gdyż naprawdę czuję się grzesznikiem i jestem tego pewien. Jestem grzesznikiem, na którego Pan spojrzał z miłosierdziem. (…) Nadal popełniam błędy i grzeszę, a do spowiedzi przystępuję co dwa, trzy tygodnie. Spowiadam się, ponieważ muszę czuć, że Bóg wciąż otacza mnie swym miłosierdziem”.
Mam bardzo podobne doświadczenie mojej wiary. Ciągle jestem grzesznikiem. Nie łudzę się, że kiedyś nie będę. Nawet po kolejnym nawróceniu, niezależnie jaki poziom świętości kiedykolwiek osiągnę, zawsze będę grzesznikiem. Jak każdy człowiek na ziemi, z wyjątkiem Maryi.
Czy to przytłacza? Nie. Co mnie ratuje? Boże miłosierdzie.
Bóg, który patrzy na mnie z miłością, który jest większy od mojego grzechu, który się mną nie brzydzi – ON jest moim zbawieniem. Jemu ufam – nie sobie.
***
Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

Mąż, ojciec i dziadek. Ślązak. Inżynier. Chrześcijan. Katolik. W Kościele – Nadzwyczajny Szafarz Komunii Świętej.
