Żyję w takim środowisku, w którym wielu ludzi kiedyś ochrzczonych i praktykujących swoją wiarę, dziś już do kościoła nie chodzi.
Jakie są tego przyczyny? Pewnie jest ich wiele. Każdy człowiek ma swoją historię.
Być może jest tak, że niektórzy nigdy specjalnie w Kościele nie byli zakorzenieni. To co ich trzymało, to rodzinna tradycja, zwyczaj lub presja środowiska. Choć presja to złe słowo. Bardziej chodzi o poddawanie się szerokiemu prądowi. Wszyscy chodzili na religię, w niedzielę do kościoła i czasem do spowiedzi, to ja też chodziłem. Dziś, gdy już – trzeba to sobie jasno powiedzieć – większość ludzi nie jest praktykującymi katolikami, też poddają się pod powszechne trendy.
Zrażeni
Inni ludzie dziś nie chcą mieć wiele wspólnego z Kościołem, bo coś ich w Kościele zraziło. Oczywiście tu też każda historia jest inna. Nie będę wspominał spraw najbardziej drażliwych, jak wykorzystanie seksualne przez osoby duchowne. Szczerze mówiąc – Bogu dzięki – nigdy ze zbyt drastycznym przypadkiem nieludzkiego traktowania świeckich się nie spotkałem. Oczywiście wiele osób, nawet jeśli nie zetknęło się z tą zbrodnią bezpośrednio, bywa zgorszonych sposobem, w jaki polski Kościół próbuje te sprawy załatwiać (czasem ma się wrażenie, że nie załatwiać). Te kwestie mogą być dość powszechnym powodem rozstania się wielu ludzi ze swoją wcześniejszą wiarą.
Jakaś część moich znajomych i obawiam się, że to największa grupa, rozstała się z Kościołem z… przyczyn politycznych. Jeśli w swojej parafii, w swojej diecezji czy z części katolickich mediów zamiast Dobrej Nowiny słyszą głównie przekaz polityczny pod konkretną partię albo przeciw tej drugiej, to właściwie nie ma się czemu dziwić. Sam miałem ostatnio taki przypadek, gdy w pewnym kościele, gdzie przypadkiem trafiłem na wieczorną Mszę Św., podczas homilii usłyszałem dość prymitywny przekaz ideologiczny. Bogu dziękuję, że w mojej parafii takie rzeczy się nie zdarzają.
Jest pewnie i taka grupa, która – trzeba to z bólem przyznać – przestała chodzić do kościoła na skutek mojego własnego antyświadectwa. Patrząc na mnie, nie potrafią dostrzec Chrystusa. Obserwując moje życie, nie widzą, by było ono jakoś inne z racji mojej wiary. W tej grupie mogą być również najbliżsi.
Są wreszcie i tacy, którzy kiedyś byli związani z Kościołem i z Bogiem, ale dziś zupełnie świadomie porzucili swoją wiarę. Na skutek swoich przemyśleń, poszukiwań, lektury odrzucili koncepcję Boga. Określają siebie ateistami.
Czy tęsknią?
Czasem, choćby obserwując wpisy ludzi na portalach społecznościowych, mam wrażenie, że przynajmniej część z dawnych katolików nawet nieświadomie, zwyczajnie tęskni za Kościołem. Bo w sumie co powiedzieć o kimś, kto z jednej strony bardzo często atakuje Kościół i jest pierwszy, by udostępnić kolejną aferę, z drugiej niemal codziennie komunikuje, że nie chce mieć z Kościołem nic wspólnego? Gdyby faktycznie nie chciał mieć nic wspólnego, to przestałby się tą wspólnotą interesować. Czy za zbyt częstym powtarzaniem sobie 'jak to dobrze, że już nie chodzę do kościoła” nie leży jednak tęsknota? Nie wiem.
Chciałbym tym wszystkim ludziom, którzy dziś wyłączyli się bardziej lub mniej z Kościoła powiedzieć, że bardzo za nimi tęsknimy. Że bez nich Kościół jest niepełny, uboższy, jakoś dziurawy. Waszego miejsca w Kościele nikt nie zajął. Ono pozostaje puste i czeka na Was. Nie czekajcie do momentu, gdy Kościół będzie idealny, bez wad, bez afer, grzechów. Bo na ziemi nigdy taki nie będzie. Co nie znaczy, że nie powinien się zmieniać na lepsze czy poprawiać. W tym systemowo. Każdy z nas, budujących Kościół, winien się nawracać.
Wróćcie do Kościoła. Jestem przekonany, że zaprasza nas wszystkich do siebie Jezus. Zaprasza nas razem, niezależnie od tego, gdzie dziś jesteśmy.
Wróćcie!
***
Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

Mąż, ojciec i dziadek. Ślązak. Inżynier. Chrześcijan. Katolik. W Kościele – Nadzwyczajny Szafarz Komunii Świętej.
