Od jakiegoś czasu zastanawiam się, dlaczego nasze świadectwo wiary jest dziś tak mizerne.
W czasach pierwotnego Kościoła, pomimo trudności, prześladowań i braku przygotowania teologicznego, wiara w Chrystusa – od pierwszych Dwunastu Apostołów i dzięki ich działalności – rozprzestrzeniła się w niewiarygodnym tempie na miliony wyznawców. Dziś, przynajmniej w naszej części świata, chrześcijaństwo jest w odwrocie. Nie potrafimy zachwycić innych swoją wiarą i nie pociągamy swoim życiem. Nie głosimy Dobrej Nowiny albo głosimy ją w taki sposób, że nikt nie bierze jej za dobrą.
Szczególnie jest to widoczne w Polsce. Według opublikowanego ostatnio badania łączny odsetek osób, które deklarują zaufanie do Kościoła katolickiego, spadł z 58 proc. we wrześniu 2016 r. do 35,1 proc. we wrześniu 2025 r. To spadek o 22,9 punktu procentowego.
Oczywiście sama ocena społeczna Kościoła jeszcze nie musi o niczym świadczyć. Jezus w „referendum” przed Piłatem też poniósł znaczącą klęskę na rzecz Barabasza. Nie przeszkodziło mu to dokonać kosmicznego przewrotu dającego nam Zbawienie. Coś jednak faktycznie z nami dziś jest nie tak. Trzeba uderzyć się we własne piersi.
Przekaz
Jaki jest dziś znaczący przekaz Kościoła, przynajmniej jako instytucji? Religia w szkole, a właściwie walka o przywrócenie zabranych godzin. Edukacja zdrowotna, czyli jak bardzo ci drudzy chcą zdeprawować nasze dzieci. Polityka. Pieniądze. Wskazywanie, kto nas chce odcinać od chrześcijańskich korzeni.
Może to tylko moje wrażenie, ale jakby ucichły ostatnio hasła o konieczności nowej ewangelizacji. Czy doszliśmy do wniosku, że raczej trzeba za wszelką cenę ratować to, co nam zostało niż zapraszać do czegoś nowego? Zresztą może to i dobrze. Ja bym był raczej za tym, by wrócić do starej ewangelizacji. Najlepiej bardzo starej – takiej ewangelicznej. Jezusowej i potem głoszonej przez Apostołów i św. Pawła.
Jezus, choć był Mesjaszem, nie wdawał się w politykę. Głosił, że Jego Królestwo nie jest z tego świata. Wzywał: „Oddajcie więc Cezarowi to, co należy do Cezara, a Bogu to, co należy do Boga” (Mt 22,21). Jednocześnie rozmawiał nawet z Piłatem, gdy wiedział, że rozmowa ma sens. Nie odezwał się natomiast słowem do Heroda, gdy ten chciał jedynie zrobić sobie z Niego pośmiewisko. Najmocniej krytykował, czasem bardzo ostro, przywódców religijnych. Rodakom zadufanym w sobie, że są – a przecież byli – Narodem Wybranym, wskazywał przykłady wiary pogan. Do każdego, a szczególnie do tych najmniejszych, najbiedniejszych, poranionych, podchodził ze szczególną miłością.
Czy dziś możemy powiedzieć, że zachowujemy się podobnie? Czy naśladujemy Mistrza?
Zachwyt
Po Zesłaniu Ducha Świętego Apostołowie dogłębnie zrozumieli na czym polega Królestwo Boże. Głosili Jezusa i wiarę w Jego zbawczą śmierć i zmartwychwstanie. Nie zajmowali się wyzwalaniem Izraela. Nie walczyli o swoje prawa w Rzymie. To o pierwszych chrześcijanach poganie mówili (jak zapisał Tertulian): „Patrzcie, jak oni się miłują”.
Czy dziś ktoś, patrząc na polskich katolików, mógłby się nami podobnie zachwycić?
Może tak musi być. Może musimy boleśnie się przekonać, że nasze chrześcijaństwo jest jałowe. Może nasze chrześcijaństwo kulturowe, historyczne, polityczne, instytucjonalne musi obumrzeć.
Może musimy przegrać wszystkie walki ideologiczne. Może musimy stracić majątek Kościoła, doczekać zamykania świątyń, braku księży, tęsknoty za Liturgią.
Wtedy do nas dotrze, że jedynym Zbawicielem jest Jezus Chrystus, że tylko ON jest nadzieją. W Nim będziemy żyć. O Nim będziemy mówić innym z zachwytem.
Kiedy będzie to „wtedy”? Ono jest dziś – teraz.
***
Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

Mąż, ojciec i dziadek. Ślązak. Inżynier. Chrześcijan. Katolik. W Kościele – Nadzwyczajny Szafarz Komunii Świętej.
