W ostatnich tygodniach różnie bywało.
Zmarły (na banicji, niby z innego powodu) kilka lat temu biskup, doczekał się powołania zespołu do historycznego zbadania zgłoszenia związanego z osobami przez niego potencjalnie skrzywdzonymi. Przykre szczególnie, że znałem go osobiście.
Gość Niedzielny – tygodnik, z którym też jakoś tam jestem związany, jako czytelnik i choćby przez szacunek do kilku redaktorów tam zatrudnionych, krzyczy okładką „Ukraina potrzebuje nawrócenia”. Nawet nie mam ochoty tego komentować.
Całe szczęście na wysokości zadania, a właściwie na poziomie chrześcijaństwa, stanęli nasi kardynałowie, publikując „Wspólne oświadczenie w sprawie relacji polsko-ukraińskich”.
Różnie więc bywa z Kościołem, który współtworzymy. Czasem to, co dzieje się w naszej wspólnocie wiary potrafi boleśnie ranić, głęboko zasmucić albo zwyczajnie zdołować.
***
Ale potem zdarza się coś takiego:
W sobotę poszedłem w naszej parafii na ślub. Usiadłem z tyłu, w ostatniej ławce i tak patrzyłem na ludzi przede mną. Przed ołtarzem siedzieli radośni, piękni Nowożeńcy. Ona dotychczas była moderatorką grupy Dzieci Maryi. Jej lata zaangażowania, entuzjazm, pomysłowość spowodowała, że dziś grupa liczy ponad setkę dzieciaków. To chyba ewenement na skalę kraju. On również przez wiele lat stanowił trzon grupy ministrantów. Zawsze w służbie przy ołtarzu na najwyższym poziomie. A jako animator wprowadzał w arkana liturgii kolejne pokolenia ministrantów.
Eucharystii przewodniczył nasz były wikary – swego czasu opiekun Dzieci Maryi właśnie. Pięknie mówił o miłości Młodej Pary – prosto z serca, bo przez lata pracy w naszej parafii, miał okazję się z nimi zaprzyjaźnić. Przy ołtarzu nie zabrakło też naszego proboszcza – on sam najlepiej wie, jak dobrze mieć takie skarby w parafii. Przy ołtarzu swoją posługę realizował też diakon stały – przecież to wujek Młodej Pani. W ławkach siedziała jego żona, synowie oraz wnuki. Po prawej stronie ode mnie, na schodach, choć przecież już rozpoczęły się wakacje, zgromadziła się spora grupa Dzieci Maryi, która uświetniła ślub swoim śpiewem.
Wśród innych gości Nowożeńców mogłem zauważyć wiele młodych rodzin z małymi dziećmi, których rodziców znam od lat z parafialnych grup Ruchu Światło-Życie, ministrantów, scholi albo po prostu z kościoła. Kilka rzędów przede mną siedziała poprzednia moderatorka Dzieci Maryi, dziś już z własnymi dziećmi. Obok niej modlili się jej rodzice – osoby na (wcześniejszej) emeryturze. A przecież też jeszcze pamiętam, że i oni byli opiekunami Dzieci Maryi – ile to już lat temu trzydzieści czy czterdzieści? A propos wieku, wśród najbliższej rodziny Pani Młodej można było zauważyć jej Dziadków. Znam ich doskonale od dziecka, bo moja Mama przyjaźni się z Babcią Pani Młodej od ponad… 70 lat.
***
Wszyscy ludzie w kościele pięknie się modlili. Można było wyczuć atmosferę ogromnej życzliwości dla biorących ślub, ale też ludzi pomiędzy sobą. Oczywiście wiary nie da się zmierzyć, ale tam wszyscy ufali Bogu, że to On jest dawcą prawdziwej Miłości.
Siedziałem w ostatniej ławce. Modliłem się. Dziękowałem Bogu – bo tym jest Eucharystia. I pomyślałem sobie, że ta wspólnota, która jest przede mną to Kościół, który kocham.
***
Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

Mąż, ojciec i dziadek. Ślązak. Inżynier. Chrześcijan. Katolik. W Kościele – Nadzwyczajny Szafarz Komunii Świętej.
