Jeszcze mamy październik

Eucharystia nam spowszedniała, bo jest cały rok? A różaniec jest bardziej atrakcyjny, bo tylko w październiku? Przecież to pomylenie pojęć.

Różaniec

A.Cichoń

Pochodzę, byłem chrzczony i do dziś mieszkam w parafii pod wezwaniem Matki Bożej Różańcowej. Śmieję się z siebie, że różaniec zatem wyssałem z mlekiem matki.

Różaniec jest modlitwą i łatwą, i bardzo trudną jednocześnie. Z jednej strony lubię to „klepanie” różańca, jego powtarzalność. Lubię jego rytm, szczególnie w wersji po łacinie – a takiej się kiedyś nauczyłem. Różaniec jest dla mnie najczęściej modlitwą w drodze: za kierownicą lub z ręką w kieszeni podczas spaceru. Pozwala się wyciszyć, oderwać od natłoku myśli. Tak, jest trudną modlitwą, bo może nużyć, bo może być mechanicznym, bezsensownym powtarzaniem słów. I często tak mam, że na koniec modlitwy zdaję sobie sprawę, że było w niej tylko jedno wielkie rozproszenie. Czy była jakaś relacja z Bogiem?

Z drugiej strony myślę, że jeśli choć przez ułamek sekundy pomyślałem o choćby najmniejszej tajemnicy różańca np. że Maryja z Józefem ofiarowali Pana Jezusa w świątyni, to już ta modlitwa miała sens. Czy pomyślałbym o tym bez złapania za paciorki?

Lubię też te październikowe wieczory modlitwy różańcowej w kościele. Choć przyznaję, że nie zdarza mi się to zbyt często. Gdy w gronie parafian można wsłuchać się w rozważania tajemnic różańcowych, często powiązanych z odczytaniem fragmentu Ewangelii. Gdy ksiądz czy ktoś inny prowadzi różaniec i wypowiada pierwszą część „zdrowasiek”, a reszta ludzi dopowiada drugą część. Tworzy się wtedy bardzo specyficzny klimat dialogu wiernych. Wbrew pozorom – przynajmniej takie są moje doświadczenia i to z bardzo różnych parafii w różnych częściach Polski – na różaniec przychodzi całkiem sporo ludzi. To dobrze.

***

Niestety, zauważam też pewien smutny obraz październikowego czasu. I wcale nie chodzi o to, że zaczyna się jesień, jest coraz zimniej, ciemniej i bardziej deszczowo. Zazwyczaj jest tak, że różaniec odprawiany jest w parafiach przed wieczorną Eucharystią. Kończy się nabożeństwo i… znaczna większość ludzi wychodzi. Idzie do domu. 

Kiedyś byłem bardziej radykalny i pisałem: „Nie chodźcie na różaniec!”. Oczywiście, była to prowokacja, by uzmysłowić, że jednak to Msza Święta jest najcenniejsza. Dziś powiem w wersji łagodniejszej: jeżeli różaniec jest dla nas kroplą łaski, to Eucharystia jest oceanem. I to nie jest przesada. Jeśli w różańcu, w cudownych jego tajemnicach przywołujemy Śmierć, Zmartwychwstanie i utworzenie Najświętszego Sakramentu, to dlaczego wychodzimy, gdy to właśnie się ma dziać na ołtarzu? To tak, jakby narzeczony przez całe popołudnie zachwycał się zdjęciem narzeczonej, ale pięć minut przed jej przyjściem do niego, wyszedł z domu, by się z ukochaną nie spotkać. Albo ktoś zaproszony na odświętny obiad do dobrej restauracji wypił aperitif na zaostrzenie apetytu, ale wyszedł przed podaniem dania głównego. Przecież to zupełnie bez sensu.

***

Kiedyś, dawno temu, w czasach oazy młodzieżowej, po raz pierwszy usłyszałem, że „Eucharystia jest źródłem i szczytem życia Kościoła”. Może wtedy jeszcze tego nie rozumiałem. Ale zostało we mnie. Dziś mam tego dużo większą świadomość. Nie ma tu na ziemi ważniejszej modlitwy, ważniejszej rzeczywistości bycia Boga z człowiekiem. Całe nasze życie, bo my jesteśmy Kościołem, najpełniej czerpie ze źródła Eucharystii. I nie ma wspanialszej modlitwy niż Eucharystia – to jest szczyt. Nic wyższego nam Bóg nie zostawił, niż Swojego Syna w kawałku chleba.

Zastanawiam się tylko, dlaczego chyba nigdy o tym nie usłyszałem na kazaniu, w homilii czy w innych wystąpieniach duchownych. Jakoś próbuję zrozumieć, że ksiądz nie chce ryzykować i woli się nie narażać. Bo jak powie, że Msza Św. po różańcu jest ważniejsza niż różaniec, to mu ludzie nazajutrz na różaniec też nie przyjdą. Eucharystia nam spowszedniała, bo jest cały rok? A różaniec jest bardziej atrakcyjny, bo tylko w październiku? Przecież to pomylenie pojęć.

Myślę, że jeśli dziś dość powszechnie zastanawiamy się, co nam nie wychodzi w przekazywaniu wiary, to z pewnością mamy spory problem z katechezą liturgiczną. Z katechezą eucharystyczną. „Eucharystia jest źródłem i szczytem całego życia chrześcijańskiego” potwierdził w Duchu Świętym w roku 1964 Sobór Watykański II. Ciągle tego nauczania wystarczająco nie przyswoiliśmy.  A ono jest od ponad 2000 lat nieustannie aktualne. Również w październiku. 

***

Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.