Po Bożym Ciele wybraliśmy się z żoną na cztery dni do Dubrownika. NIe wiedziałem o tym, ale patronem tego przepięknego chorwackiego miasta jest św. Błażej (sveti Vlaho). Można go tam spotkać na każdym kroku. Jego figura, pomnik, obraz znajduje się na miejskich bramach, na murach, na placach i budynkach, w muzeach i w każdym kościele, przede wszystkim w tym jemu poświęconym. Pół żartem pół serio pomyślałem, że to dobry moment by ze św. Błażejem… się pogodzić.
Mam kilku ulubionych świętych, mam też takich, którzy jakoś mnie do siebie nie przekonali. Do tych ostatnich należał Błażej właśnie, i to od dzieciństwa.
***
Jako dziecko byłem dość chorowitym chłopcem. Regularnie przechodziłem anginy, grypy, przeziębienia, z wysoką gorączką, kaszlem, katarem i innymi atrakcjami. I kiedyś usłyszałem, że św. Błażej jest patronem leczącym z chorób gardła. Po Bożym Narodzeniu (bo wspomnienie świętego jest 3 lutego) u nas w kościele można było podejść do specjalnego błogosławieństwa św. Błażeja, którego ksiądz udzielał przy pomocy skrzyżowanych świec. Wykrzesałem ze swojego wtedy małego, niewinnego serduszka wszelką możliwą pobożność i byłem tak pewien, że św. Błażej właśnie mnie uwalnia od znienawidzonej choroby, że chyba nigdy później, już nawet w dorosłym życiu, nie miałem tak silnej wiary w cud. I już po kilku dniach… kolejny raz leżałem w gorączce, z kaszlem, że wydawało się, że zaraz płuca wypluję. Zapamiętałem to św. Błażejowi.
Dziś, po latach już nie mam żalu i stwierdziłem, że nie ma lepszej lokalizacji, by się pogodzić, niż Dubrownik. Poszedłem do jego kościoła, który jest zlokalizowany na głównym placu miasta, niedaleko katedry. Wiedziałem, że w ciągu dnia jest zamknięty, ale wyczytałem, że otwierają o 16.30. Wchodzę na schody świątyni około 17.20 – zamknięte. To ja tu przychodzę w dobrych zamiarach, a św. Błażej dalej się ze mną droczy? I schodząc ze stopni mijam księdza, który… wyciąga z kieszeni klucze i otwiera drzwi. Miałem więc okazję uklęknąć, pomodlić się, podziwiać złoty relikwiarz świętego, powiedzieć mu, że już się nie gniewam (czy „porządny” katolik może się gniewać na świętego?) i wyjść pogodzony.
***
Z jednej strony można moją historię traktować z lekkim przymrużeniem oka. Z drugiej strony chciałem też dopowiedzieć coś bardzo na serio dotyczącego mojej wiary i chyba wiary, jako takiej.
Oczywiście od dzieciństwa moja wiara się rozwijała, dojrzewała, przechodziła przez różne lepsze i gorsze okresy. Sytuacja ze św. Błażejem, która dość mocno we mnie została, nauczyła mnie przede wszystkim tego, że wiara to nie magia, to nie automat. To tak nie działa, że jak się dobrze pomodlisz, to święci, z Matką Bożą na czele, a i sam Bóg spełnią twoją prośbę.
Warto tu jeszcze dodać jeden aspekt. Czasem można gdzieś (również z ambony) usłyszeć, że jeśli Pan Bóg nie wysłuchał twojej modlitwy to znaczy, że się źle modliłeś, a może nie całkiem o coś dobrego lub że miałeś zbyt małą wiarę. To pułapka, a czasem nawet rodzaj szantażu czy – powiedzmy to wprost – przemocy duchowej.
Wiara i modlitwa nie polega na tym, by Bóg spełniał moją prośbę. ON wie lepiej, co jest mi potrzebne do Życia. Piszę tu z premedytacją z dużej litery, bo chodzi o Życie, które już mam w Zmartwychwstałym, a które, jak wierzę, będzie rozciągnięte na wieczność. Wiara i modlitwa (również modlitwa prośby – która jest jak najbardziej cenna) polega na tym, bym to ja uczył się spełniać pragnienie Boga, a nie by ON spełniał moje życzenia.
A jakie jest pragnienie Boga? Bym chciał przyjąć Jego dary, bym chciał Żyć w Jego obecności.
***
Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

Mąż, ojciec i dziadek. Ślązak. Inżynier. Chrześcijan. Katolik. W Kościele – Nadzwyczajny Szafarz Komunii Świętej.
