Gdzie się kończy katolicyzm?

Czy nie lepiej by było, by ci, którzy przewodzą dziś Kościołowi - przede wszystkim biskupi w swoich diecezjach - zajmowali bardziej jednoznaczne stanowisko w sprawach naszej wiary?

Medjugorje

CJ, CC BY 2.0 / Wikimedia Commons

Nie jestem teologiem. Choć i teolodzy miewają różne zdania na te same tematy i podają różne rozwiązania podobnych problemów religijnych. Nie jestem też religioznawcą, by potrafić tu zdefiniować kwestie, które dzieją się w sprawach przeżywania wiary przez różne społeczności. Moje wykształcenie jest bardziej techniczne niż humanistyczne. Może dlatego zadaję sobie matematyczne, czy wręcz geometryczne pytanie: gdzie się kończy katolicyzm? Gdzie są jego limes, jego granice?

***

Czytam w internetach, że według dokumentów ujawnionych przez włoskiego dziennikarza Davida Murgię większość uczestników watykańskiej komisji z 2016 r. miała opowiedzieć się przeciwko uznaniu nadprzyrodzonego charakteru wydarzeń w Medjugorje. No i zrobił się raban. Mam wrażenie, iż część z nas katolików bardziej wierzy codziennym przesłaniom wizjonerów z Bośni-Hercegowiny niż papieskim encyklikom. A już z pewnością te drugie rzadziej czyta. I żeby nie było wątpliwości: w roku 2024 Dykasteria Nauki Wiary, za zgodą papieża Franciszka, opublikowała dokument „Królowa Pokoju” i przyznała związanej z Medjugorje duchowości status „nihil obstat”. Oznacza to, że wierni mogą w sposób roztropny korzystać z tego doświadczenia duchowego i że dozwolony jest publiczny kult. Jednocześnie Watykan zaznaczył, że nie oznacza to uznania nadprzyrodzonego charakteru objawień. 

Osobiście nigdy w Medjugorju nie byłem. Nie bardzo lubię tego typu miejsca. Mój rodzaj duchowości nie bardzo potrafi zachwycać się rzeczami dziwnymi, niewyjaśnionymi, zagadkowymi i niejasnymi. Z drugiej strony potrafię zrozumieć ludzi, którzy tego typu zjawisk potrzebują. I tak: zrozumieć potrafię. Jednocześnie chciałbym jednak, by osoby odpowiedzialne za Kościół – kardynałowie, biskupi, teolodzy – bardziej precyzyjnie i jednak ciut szybciej (rzekome objawienia trwają od 1981 roku) wskazywali co jest ziarnem prawdy, a co nim nie jest.

I nie chodzi mi o kategoryczne powiedzenie, czy objawienia w Medjugorje są prawdziwe, czy też nie. Przede wszystkim chciałbym jasno i wyraźnie usłyszeć, że wszelkie objawienia prywatne, nawet te uznane już przez Kościół, jak Fatima czy Lourdes, nie należą do kanonu wiary. Mogą one być dla kogoś przydatne w jego drodze do zbawienia, ale katolik nie ma obowiązku w nie wierzyć. Naprawdę, podstawowe znaczenie dla nas katolików ma (albo powinna mieć) wiara w zmartwychwstanie Chrystusa i to, co wyznajemy w Credo Nicejsko-Konstantynopolitańskim. Czy i co Maryja powiedziała lub nie do widzących z Medjugorje, a nawet do św. Bernadetty Soubirous nie ma większego znaczenia. Serio.

***

Inna ciekawostka, którą ostatnio przeczytałem. Gorliwa katolicka rodzina zakupiła posiadłość, która należała do zmarłego w niewyjaśnionych okolicznościach zbrodniarza seksualnego Jeffreya Epsteina. Tak, tego od dokumentów, które kompromitują wielu z pierwszych stron gazet na całym świecie. To, że rodzina posiadłość kupiła, nie jest niczym niezwykłym. Zadziwiła mnie jednak informacja, iż Zorro Ranch w Nowym Meksyku (bo tak się to miejsce nazywa) zostało poddane trzydniowemu obrzędowi egzorcyzmu. Nowi właściciele wynajęli księdza, który oczyszczał teren z „duchowego dziedzictwa krzywd wyrządzonych tam kobietom i nieletnim”. Mówią, że jako katolicy wierzą w demony i szatana, którzy są dla nich bardzo realni i stąd takie podejście.

I znowu. Potrafię nawet zrozumieć tych ludzi. Trafili do miejsca, gdzie działo się wiele potwornego zła. Jakoś trzeba sobie z tym poradzić. Jednocześnie mam spore wątpliwości, czy trzydniowe egzorcyzmy – trzydniowe, bo kapłan musiał odprawić swoje obrzędy w każdym z pomieszczeń ogromnej posiadłości – to jeszcze katolicyzm, czy już powrót do wierzeń pogańskich. Tam właśnie za pomocą dymów, szeptów i niezrozumiałych gestów wypędzano duchy, upiory i straszydła, by uchronić ludzi od zła.

Gdzie są więc granice naszego katolicyzmu? Czy nie lepiej by było, by ci, którzy przewodzą dziś Kościołowi – przede wszystkim biskupi w swoich diecezjach – zajmowali bardziej jednoznaczne stanowisko w sprawach naszej wiary? Często potrafią mówić o polityce, o gospodarce, o sprawach społecznych i o wielu innych. Czy nie powinni zwracać też (a może przede wszystkim) uwagi na te rzeczy wśród nas wiernych, które są na granicy wiary katolickiej?

Foto: CJ, CC BY 2.0, via Wikimedia Commons

***

Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.