Ekstremalna Droga Krzyżowa

Każda Droga Krzyżowa jest ekstremalna. Nie ma znaczenia, czy idziesz nocą czterdzieści kilometrów, czy jesteś w kościele na tradycyjnym nabożeństwie. Albo myślisz o męce i śmierci Zbawiciela w zupełnie innych okolicznościach życia.

Ekstremana Droga Krzyżowa

Andrzej Cichoń

Kilka dni temu otrzymałem od znajomego zaproszenie na Ekstremalną Drogę Krzyżową – wersja czterdzieści kilometrów. Odpisałem, że chyba mnie z kimś pomylił. Ja – co prawda – jestem osobą dość religijną i chętnie w Drodze Krzyżowej wezmę udział, ale raczej nie jestem w stanie przejść czterdziestu kiometrów. Ostatni raz na pielgrzymce do Częstochowy, gdzie chodziło się mniej więcej takie dystanse, byłem grubo ponad trzydzieści lat temu. Owszem, w poprzedni weekend w górach (ależ było pięknie!) zrobiłem ponad jedenaście km i trochę więcej dałbym jeszcze radę. Ale nie czterdzieści. 

Byłem w poprzedni piątek Wielkiego Postu u nas w kościele na zwykłej, choć też ekstremalnej Drodze Krzyżowej. Ludzi było tak w sam raz. Organista grał tradycyjne pieśni, opowiadające archaicznym językiem sytuacje przy każdej ze Stacji. Ministranci z krzyżem i świecą przemieszczali się na tyłach kościoła. Tak się złożyło, że siedziałem akurat pod III Stacją Drogi Krzyżowej, więc mogłem z pobożnością spojrzeć na krzyż, gdy podeszli do mnie. Ksiądz czytał refleksje. My wstawaliśmy na pieśni, klękaliśmy na „Kłaniamy Ci się, Panie Jezu Chryste”. Nic nadzwyczajnego. A jednak każda Droga Krzyżowa jest ekstremalna przez to co się stało: Jezus Chrystus – nasz Bóg i Pan cierpiał i został zamordowany w haniebny sposób.

***

Kilka lat temu, gdy jeszcze było to możliwe, miałem okazję przeżywać Drogę Krzyżową w Jerozolimie. Z pewnością to też było ekstremalne wydarzenie. Jeśli ktoś tam był, to wie, że tamta Droga Krzyżowa nie ma wiele wspólnego z kościelnym pobożnym nabożeństwem. Jest odprawiana na uliczkach miasta. Wszędzie gwar, stragany, sklepiki. Ktoś trąbi swoim skuterem i trzeba mu zrobić przejazd. Ktoś krzyczy na całe gardło, bo tam mieszkają raczej głośne nacje. Z jednej strony ludzie są przyzwyczajeni do kolejnych grup chrześcijańskich pielgrzymów, ale z drugiej każdy – w muzułmańskiej dzielnicy, przez którą się przechodzi – jest zajęty własnymi sprawami.

Pamiętam, że miałem wtedy taką myśl, że ta Droga Krzyżowa jest najbardziej zgodna z oryginalną. Gdy Skazańca prowadzono na krzyż dwa tysiące lat temu też ludzie żyli swoim życiem. Może ktoś z ciekawości przystanął – prowadzą kolejnego złoczyńcę. Może ktoś został, jak Szymon z Cyreny, przypadkowo wciągnięty w sprawę. Gdzieś tam Maryja i inne kobiety bezsilnie patrzyły na to, co się dzieje. A żołnierze rzymscy wykonywali swoje rozkazy. Dopiero na koniec wchodzi się do Bazyliki Grobu, gdzie nad Golgotą zbudowano piękną świątynię.

***

A teraz tak mi się zdarzyło, że powaliła mnie jakaś grypa. Zatem nawet gdybym zdecydował się na – choćby łagodniejszą – wersję Ekstremalnej Drogi Krzyżowej, nie byłem w stanie na nią wyruszyć. Nawet do kościoła bym nie doszedł na zwyczajne nabożeństwo. Wszystko mnie boli, siły nie mam na nic. Ledwo żyję (wiecie, jak to jest z grypą u faceta). I pomyślałem sobie, że to jest najlepszy moment, by odprawić – jakże ekstremalną – Drogę Krzyżową. Być może w trakcie kilka razy się zdrzemnąłem. Być może pomyliłem jakieś stacje. Ale gdy człowiek sam chory potrafi jakoś lepiej współczuć Temu, który poniósł śmierć na Golgocie. 

Każda Droga Krzyżowa jest ekstremalna. Nie ma znaczenia, czy idziesz nocą czterdzieści kiometrów, czy jesteś w kościele na tradycyjnym nabożeństwie. A może odprawiasz ją w Jerozolimie lub jakimkolwiek innym miejscu. Albo myślisz o męce i śmierci Zbawiciela w zupełnie innych okolicznościach życia. Tu przede wszystkim ekstremalna jest Miłość. Miłość Boga do człowieka.

Dosłownie ekstremalna. Nie ma większej.

***

Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.