Bywają takie związki, w których jedna strona funkcjonuje po części jako opiekun, druga - jako ta, którą należy się zaopiekować. Jedna - jako strona decyzyjna, druga - jako ta, która wymaga prowadzenia. Taki układ może doskonale funkcjonować latami. Póki nie pojawi się po którejś ze stron potrzeba relacji partnerskiej. Ktoś chce być w końcu traktowany poważnie. Ktoś nie chce lub nie może już dźwigać na sobie całego ciężaru. To olbrzymie wyzwanie dla funkcjonującego między nimi systemu. Jeśli nie zdołają go przebudować w sposób satysfakcjonujący obie strony, może to być koniec łączącej ich więzi. I mam nieodparte wrażenie, że jako Kościół… Czytaj dalej »
Jako Kościół stoimy właśnie przed takim zagrożeniem. Nasza wspólnota jest pełna relacji skośnych. Pracy, jaką jest przebudowa tego systemu nie da się wykonać jednostronnie.
