Artykuły dla tagu — chrześcijaństwo

 

Wartości dumy narodowej nie buduje się na pomniejszaniu innych. Wartość buduje się na ubogacaniu siebie otwartością na innych. Dotyczy to także katolicyzmu, w tym katolików z Polski.

Wakacyjnie

Andrzej Cichoń

Wakacje to czas odpoczynku od codzienności i czas urlopowych wyjazdów. Ponieważ po naszej pięknej Polsce sporo podróżuję z racji obowiązków zawodowych, od wielu lat na wakacje wybieramy zagranicę. Niniejsze słowa piszę z Teneryfy - to najdalej od naszego domu położone miejsce, w jakim dotychczas byłem. Zwykle poruszam się w obrębie Europy, a poza nią byłem trzykrotnie w Izraelu i raz w islamskiej Jordanii. Dlaczego o tym wspominam? Bo myślę, że „podróże kształcą”. Choć nie wszystkich. Podróże kształcą pod warunkiem, że podróżujący ma w sobie pewne minimum otwartości na innych. *** Planując wakacje czy inne podróże, a potem je przeżywając, staram… Czytaj dalej »

Co może to zmienić? Nie list i nie petycja, ale realny spadek poparcia dla tych, którzy ksenofobię niosą na sztandarach.

Kilka dni temy upubliczniono przewidziany na tę niedzielę List pasterski kard. Grzegorza Rysia. Ważny, bo podejmuje dwa palące tematy. Zacznę od drugiej części, czyli od kwestii Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele katolickim. Otóż kardynał powiedział - wprost i publicznie - że powierzenie dalszych prac bp. Oderowi ma zapewne na celu zmianę koncepcji tejże Komisji. Bo to oznacza eleganckie słowo „przemodelowanie”. Ponieważ jednak kardynał widzi potrzebę powstania Komisji w takim kształcie, i powstania jej teraz, nie za lat kilka, tworzy taką w swojej diecezji. I uważam, że to ważny krok. Nie tylko dla archidiecezji… Czytaj dalej »

Nie jest obojętne w jakim środowisku się obracamy. Możemy mu się przeciwstawić, a możemy się w nim jakoś urządzić. Ale to ma swoje konsekwencje.

W Księdze Wyjścia czytamy jak to faraon, który już nie znał Józefa, doszedł do wniosku, że trzeba zredukować liczbę Żydów, by nie zagrażali bezpieczeństwu Egiptu podczas wojny. Można to potraktować jako decyzję rozsądnych i odpowiedzialnych władców. Wymyślono zatem dla ludu synów Izraela ciężkie roboty. „Ale im bardziej go uciskano, tym bardziej się rozmnażał i rozrastał, co jeszcze potęgowało wstręt do Izraelitów” (Wj 1,12). Zatem zaczęto jeszcze mocniej dociskać im śrubę, aż doszło do zabijania niemowlaków. Otoczenie faraona usprawiedliwiało swoją surowość racją stanu, ale stopniowo ci sumienni ludzie doszli to wydawania zbrodniczych rozkazów. Nasuwa się skojarzenie z „efektem Lucyfera”. Czyli wnioskiem z… Czytaj dalej »

Trzeba zawsze wracać do Ewangelii. Tam można znaleźć odpowiedzi, jak należy traktować innych ludzi, niezależnie czy są imigrantami, politykami czy biskupami.

Można witać się słowami „Szczęść Boże” i jednocześnie kłamać w sposób obrażający ofiary najpodlejszych zbrodni w historii ludzkości? Można. Można być biskupem, klęczeć przed Czarną Madonną i modlić się słowami politycznej propagandy? Można. Można promować piękno chrześcijańskiego życia, a chwilę później rozpowszechniać treści rasistowskie? Można. Dożyliśmy ciekawych czasów. Szkoda, że w znaczeniu starożytnego przekleństwa.  *** W czasach „słusznie minionych” świat był prosty. Kto trzymał się Kościoła, miał zasady, nie poddawał się partyjnej propagandzie, stał po dobrej stronie mocy. Kto zapisywał się do PZPR, skarżył na sąsiadów i wierzył, że zagrażają nam zachodni imperialiści był zły. Dopiero po latach okazało się,… Czytaj dalej »

Rząd jest od tego, by ukrócić takie praktyki, a nie flirtować z bojówkami. Państwo, które tego nie rozumie najczęściej podlega destabilizacji.

W okolicach Limanowej krąży uzbrojony człowiek, który już zabił i być może dalej chce się mścić za zeznania wykazujące jego przemocowe zachowania. Ostrzegano przed tym, co może się stać. I stało się. A jednak policja nie tylko nie wzywa do „pospolitego ruszenia”, lecz wręcz ostrzega przed podejmowaniem działań na własną rękę. Nie chce prowokować bezładnego polowania na człowieka i strzelaniny zagrażającej poszukującym go i postronnym. A także: ryzykować wzięcia zakładników przez ściganego. Używanie przemocy, a tym jest ściganie kogoś z bronią w ręku, powinno być zarezerwowane nie tylko dla fachowców od strzelania, ale też dla ludzi odpowiednio przeszkolonych i zaprzysiężonych… Czytaj dalej »

Wszyscy upadamy. Kwalifikacja moralna to umiejętność właściwego reagowania na zło, które pojawia się w moim życiu.

Gdy dobieramy sobie kogoś na towarzysza drogi zastanawiamy się, czy ma odpowiednie kwalifikacje. Dotyczy to zawierania małżeństwa, powoływania na urząd, powierzania komuś dzieci, szukania pracownika lub pracodawcy. Sprawdzamy wykształcenie, doświadczenie, pytamy o dokonania. Próbujemy również ocenić kwalifikacje moralne. Zwłaszcza interesuje nas uczciwość, zdolność do rozwoju, chęć polepszania naszej wspólnej drogi. I bywa, że kandydatka lub kandydat próbuje się zaprezentować jako osobnik bez wad. Doskonały. Niemający żadnych problemów. Rozsądek każe nam nie wierzyć w takie zapewnienia. Są nie tylko podejrzane, lecz również brzmią groźnie. Bo ktoś, kto nie dostrzega swoich wad, jawi się jako faryzeusz. Niebezpieczny, ponieważ bezkrytyczny. Lub jest po… Czytaj dalej »

Judasz miał tylko jeden poważny problem. I zresztą Piotr miał podobny. Na przeszkodzie stało to, że Jezus nie miał zamiaru stawać się władcą w sensie politycznym.

Złodziej

Pixabay

Judasz, jak wiadomo, był złodziejem. Dlatego sądzimy, że wydał Jezusa z chciwości. Ale czy to znaczy, że połakomił się na trzydzieści srebrników? Ta teoria jakoś nie pasuje do tekstu ewangelicznego. Bo przecież Judasz - mając pieczę nad wspólnym trzosem komuny, czyli wspólnoty idących za Jezusem - mógł systematycznie podkradać nieco dla siebie. I robił to. Można to nazwać stałym dochodem. Miałby z niego zrezygnować wydając Jezusa na śmierć? Jednorazowy łup, nie jakoś specjalnie okazały, przekreśliłby stałe korzystanie z sum być może drobniejszych, jednak zapewniających systematyczne wzbogacanie. Musielibyśmy go podejrzewać o plan zarżnięcia kury znoszącej złote jajka. To raczej mało prawdopodobne.… Czytaj dalej »

Może są rzeczy, których bronić nie warto? Albo wręcz: są nie do obrony? I czy na pewno każdy sposób obrony jest godny zastosowania?

Żyjemy w czasie strachu. Potencjalnie nowych zagrożeń. Nieprzewidywanych dotąd sytuacji i konieczności zmian. Albo ryzyka zmian. Na wydarzenia dziejące się w światowej polityce - na decyzja Trumpa czy Putina - nasz wpływ jest niewielki, żeby nie powiedzieć żaden. Choć przecież nas jakoś dotykają. Ale zmian w naszym życiu jest więcej, znacznie bardziej namacalnych. Ot, choćby fakt, że w naszym kraju w ciągu ostatnich kilku lat drastycznie wzrosła liczba obcokrajowców. Mamy ich za sąsiadów. Pracują obok. Spotykamy ich w przychodniach i urzędach.  Jest inaczej. Chrześcijaństwo, a już na pewno katolicyzm, jest dziś dość powszechnie utożsamiany z konserwatyzmem. A zatem: z postawą… Czytaj dalej »

Żyjemy w czasach, które skłaniają do konstatacji, iż zmienił się wektor ewangelizacji. Staje się ona działaniem do wewnątrz Kościoła. To my potrzebujemy ciągłego nawracania się w konfrontacji z Ewangelią.

Pani Monika Białkowska po rozwiązaniu z nią umowy o pracę napisała:  W ten sposób zakończyła się moja osiemnastoletnia przygoda z „Przewodnikiem Katolickim” - przygoda, w której oddawałam całe swoje serce, swój czas, swoje umiejętności i marzenia. Naprawdę wierzyłam, że razem możemy docierać do tych w Kościele, których nikt już nie szuka, że możemy rozmawiać z myślącymi i poszukującymi, że możemy być przystanią dla tych, którzy zadają pytania. Nie udało się.  Nie usłyszałam „dziękuję”. Usłyszałam za to, że „wciąż jesteśmy razem w Kościele”.  Czytamy tutaj o docieraniu do tych w Kościele, których już nikt nie szuka. Sporo w ostatnich dekadach mówi… Czytaj dalej »

Mówić, że cierpienie na sens, to jak mówić, że to, co się stało, było może złe, ale potrzebne. No, nie. To bzdura o potencjalnie bardzo poważnych konsekwencjach.

To wraca jak echo. „To”, czyli próby wyjaśniania cierpienia i powtarzanie że ma ono jakiś ukryty sens. Może więc trzeba powtórzyć: cierpienie nie ma żadnego sensu. Poza prostym komunikatem, że dzieje się zło. Cierpienie jest po prostu reakcją na zło. Czasem na to uczynione przez nas, czasem przez innych. Zło, które dotknęło nas lub kogoś obok. Mówić, że cierpienie na sens, to jak mówić, że to, co się stało, było może złe, ale potrzebne. No, nie. To bzdura o potencjalnie bardzo poważnych konsekwencjach. Dwie drogi Natomiast faktem jest, że cierpienie - nasze czy czyjeś - żąda od nas reakcji. Podstawowe… Czytaj dalej »