Artykuły dla tagu — chrześcijaństwo

 

Gdy rzesze gorliwych rzymskich katolików wytykają światu jego drzazgi w oku, pomyślmy, czy ta solidna belka w oku Kościoła nie fałszuje nam perspektywy?

Me królowanie nie jest z tego świata (J 18,36) Zasadniczo wiadomo, że Jezus w Ewangeliach wyrzekł się władzy politycznej. Jednocześnie kościelnych liderów nie od wczoraj urzekają sojusze z tronem, a rzymski katolicyzm uległ wręcz pokusie zawłaszczenia „świeckiego miecza”, tworząc państwo kościelne. Do dziś wielu z nas trwa w przekonaniu o konieczności narzucania Boskich praw odgórnie, egzekwowania ich z pozycji siły. Jednak problem z władzą, jaki mamy w chrześcijaństwie, tkwi znacznie głębiej. Wciąż nie umiemy przyswoić teologii, którą ucieleśnia Jezus. Tej wizji Boga, którego Objawieniem jest Nazarejczyk. Ewangeliczny autoportret Króla królujących i Pana panujących (1Tm 6,15) zdradza odmienne pojmowanie władzy jako… Czytaj dalej »

Świadome inspirowanie się innymi i podejmowanie decyzji, pewnie nieraz błędnych, daje okazję, by dawać Bogu odpowiedź z naszego w pełni zaangażowanego w relację z Nim "ja".

Moda na własne zdanie na każdy z możliwych tematów i wolność w wyborze stylu życiu dobrze się ma od dość długiego już czasu. Jest to też niewątpliwie obszar starć między pokoleniami. Starsze - chętnie czy niechętnie - więcej przejmowało od przodków, młodsze, sprawia wrażenie, jakby koniecznie wszystko musiało zaczynać od początku.  Ową modę można chyba podzielić na dwa etapy. W pierwszym doszło do powszechnego wybierania sobie autorytetów, a następnie na podstawie ich wypowiedzi formułowano własne poglądy. Słynne stwierdzenie: „mam swoje zdanie na ten temat” najczęściej jednak wyrastało z opinii innych czy innego. Jako przykład można tu podać szereg zagadnień czy… Czytaj dalej »

Bo czy ktoś, kto widzi cierpiącego (lub, nie daj Boże, szydzi z niego), przeżywa szczęście, którym warto żyć?

Dlaczego Pan Jezus tak bardzo upiera się przy uzdrawianiu w szabat? Można przecież było to tak zorganizować, by chorzy przychodzili następnego dnia. Albo zaraz po zachodzie słońca. Aż tak pilne te uzdrowienia nie były, skoro choroby trwały często całe lata. Kilka godzin niewiele by zmieniło. Jednak Jezus wyraźnie idzie na konfrontację z uczonymi w Prawie i faryzeuszami. Doprowadza ich do szału, gdy śledząc Go widzą, jak uzdrawia w szabat. Robi to ostentacyjnie i jeszcze podkreśla słowami, a zwłaszcza pytaniami, przez co muszą zająć jakieś stanowisko. Pułapka przez nich samych zastawiona staje się pułapką, w którą sami wpadają.  Ale też prawdą… Czytaj dalej »

Bo przecież oni robią krzywdę tylko sobie. Nie chcą nikogo uderzyć, zranić, tylko siebie. Bo przecież lepiej, jak się zrobi coś sobie niż innemu.

Kilka dni temu podczas katechezy usłyszałam pytanie: Czy samookaleczanie się to grzech? I za chwilę dopowiedzenie: Bo przecież nikomu innemu nie robię krzywdy, tylko sobie… To pytanie i dyskusja toczona z młodzieżą – pacjentami oddziału psychiatrycznego pozostały mi w głowie do tej pory. Bo przecież oni robią krzywdę tylko sobie. Nie chcą nikogo uderzyć, zranić, tylko siebie. Bo przecież lepiej, jak się zrobi coś sobie niż innemu. Szukano u mnie potwierdzenie prawdziwości tych słów. A ja po raz kolejny zderzyłam się z nieścisłością logiczną w naszym chrześcijańskim i ludzkim wychowaniu. „Trzeba być dla innych dobrym”. „Trzeba pomóc drugiej osobie”. „Należy… Czytaj dalej »

Z życiem w obecności Bożej jest podobnie jak z każdą inną relacją. Ona po prostu jest. My jesteśmy z Nim, a On z nami.

Co to znaczy żyć w Bożej obecności? Jak widzieć swoje życie w perspektywie Bożego działania, Jego miłości? I czy czasem nie traktujemy Pana Boga trochę jak "zapchaj dziurę”? Tam, gdzie my nie potrafimy znaleźć wytłumaczenia, tam dopatrujemy się nadzwyczajnej ingerencji Boga? To istotne pytania. Bo co mamy zrobić, jeśli nie widzimy w swoim życiu tych nadzwyczajnych interwencji Bożych? Czy coś z nami jest nie tak? A może akurat myśmy się Bogu i Jego działaniu gdzieś wymknęli?  Pomocą w rozważaniu tego problemu niech będą słowa św. Pawła z Dziejów Apostolskich, kiedy tłumaczył Ateńczykom, że "w Nim żyjemy, poruszamy się i jesteśmy". … Czytaj dalej »

Być może Daria Dugina była postacią podobnie odrażającą, jak ojciec. Czy to wystarczający powód, by wolno było ją zabić? A jego?

Collateral damage. Szkody uboczne. Zwrot, pierwotnie używany w kontekście wojskowym, obecnie wszedł do codziennego języka. Oznaczał przypadkowe ofiary lub zniszczenia spowodowane działaniami wojennymi. Mogło chodzić o ludność cywilną lub zniszczenia, mogło chodzić o wojska własne czy sojusznicze. To „szkody uboczne”. W domyśle: musimy je zaakceptować. Zdarza się. Ten eufemizm sprawia, że znika z oczu sedno: konkretni ludzie i ich tragedia. Bo przecież mamy wojnę. I wojenną moralność. Trzeba ograniczyć swój humanitaryzm… [Inspiracją do tego tekstu był m.in. ten podcast Witolda Jurasza. Nie zgadzam się z autorem w wielu kwestiach, ale generalnie kanał polecam.] Czy Daria Dugina była celem, czy jedynie… Czytaj dalej »

Częściej usłyszymy co powinniśmy zrobić, aby Jezus był z nas „zadowolony”, niż co zrobić, aby w ogóle zacząć z Jezusem żyć.

Jestem wyczulona na kościelną narrację, w której zachęta do postępowania za Jezusem oparta jest o wzbudzanie poczucia winy. Zastanawiam się, na ile chrześcijaństwo oparte o ciągłe powinności, ostrzeżenia, że za mało się staramy, że coś zaniedbujemy, czegoś nie przestrzegamy jest życiodajne? Na ile rodzi frustrację z powodu ciągłego niespełniania wysokich wymagań? Za dużo oglądamy telewizji a za mało się modlimy. Spędzamy czas w internecie a nie chodzimy do kościoła. Mamy czas na znajomych, ale nie mamy na różaniec. Przykłady mogłabym mnożyć. Problem w tym, że telewizja, spotkania towarzyskie czy internet nie są niczym złym. Kształtowanie wiary, praktyk religijnych w opozycji… Czytaj dalej »

Mam poczucie, że wielokrotnie w dyskusji nadużywamy nieomylności jako argumentu. Kościół tak uczy. Koniec dyskusji. Koniec nawet myślenia!

Możemy czasem usłyszeć ze strony katolików kategoryczne stwierdzenie, że nauczanie Kościoła w jakiejś kwestii jest nieomylne i niezmienne. Możemy też spotkać się z kpiną, bo komuś wydaje się, że katolicy uznają za nieomylne każde słowo papieża. Nieomylność to kategoria wyjątkowo niezrozumiana, a pojawia się co chwila,. Co więcej, moim zdaniem bardzo przez ludzi Kościoła nadużywana. Warto więc do niej wrócić. Zwyczajne-i-powszechne Po pierwsze. Nieomylne jest stałe nauczanie Kościoła, choćby nigdy nie zostało formalnie orzeczone. To tak zwane magisterium zwyczajne-i-powszechne (ta nierozdzielność obu członów jest sednem!). Nie ma dogmatu, że Chrystus zmartwychwstał. Nikt tego nie orzekał, bo nie było takiej potrzeby. Kościół… Czytaj dalej »

Konserwatyzm i chrześcijaństwo nie mają ze sobą nic wspólnego. Poza tym, że ten pierwszy lubi tego drugiego używać do własnych celów. Aż w końcu zabije w nim całkiem smak, zostawiając tylko konwenans, lęk i nudę.

„Edukacja rzekomo chrześcijańska”. To był pierwszy wątek w wypowiedziach Franciszka w Kanadzie, który mnie poruszył. W istocie, pojawił się w przemówieniu na spotkaniu z rdzenną ludnością i członkami wspólnoty parafialnej w Edmonton, już pierwszego dnia pielgrzymki. Papież komentował oczywiście działalność szkół rezydencjalnych. Z pewnością: osoby, które je zakładały i prowadziły miały najlepsze intencje. Ale wiemy, co jest wybrukowane dobrymi chęciami. Edukacja musi zawsze zaczynać się od poszanowania i promowania talentów, które już istnieją w człowieku. Nie jest ona i nigdy nie może być czymś, co można odgórnie narzucić, bo wychowanie to przygoda wspólnego poznawania i odkrywania tajemnicy życia. Papież mówi… Czytaj dalej »

Franciszek mówi nie tylko o przeszłości. Do Europy właśnie przybywają imigranci. To też jest szansa. Żeby nie była klęską...

Papież, gdy przepraszał za krzywdy wyrządzone w szkołach rezydencjalnych, nie mówił tylko o wykorzystaniu seksualnym i przemocy. Zaczął od utraconej okazji. Gdy biali przybyli do Nowego Świata i zastali tam rdzenną ludność była szansa na spotkanie kultur, na wzajemne obdarowanie dziedzictwem. Zamiast tego doszło do tzw. integracji, rozumianej jako „cywilizowanie” tubylców. Chciano z nich zrobić lojalnych poddanych imperium. Uważano, że jest to ich „podnoszenie” - ze stanu prymitywnego do wyższego. W tym celu należało odciąć ich od korzeni własnej kultury, rozumianej jako gorsza. Dlatego odbierano dzieci rodzicom i umieszczano w szkołach zamkniętych. Wychowankowie nie mieli kontaktu tam ze swoimi bliskimi,… Czytaj dalej »