Misje to coś, co Kościół ożywia. To nauka życia pośród różnych kultur, tradycji i języków. A także innych uwarunkowań społecznych, kościelnych praktyk i wizji. Misje stają się szansą na odnowę.

Zakończył się kolejny Tydzień Misyjny. Obchodzony był pod hasłem: "Pielgrzymi nadziei". Tak naprawdę to tylko jeden z wielu specjalnych tygodni czy dni w Kościele. Ma swoje hasło, być może któraś parafia zaprosi do siebie również misjonarza lub misjonarkę, odbędą się katechezy misyjne. I oczywiście zbierze się ofiarę na rzecz misji. I tak do kolejnego roku… Zastanawiam się, czy my faktycznie potrzebujemy specjalnego tygodnia poświęconego misjom, czy może bardziej poszerzenia horyzontów i przypomnienia, że Kościół z natury swej jest misyjny. Głoszenie Ewangelii słowem i czynem powinno być naszą codziennością, nie tylko zadaniem poszczególnych osób. Oczywiście: powołanie misyjne jest jednym z powołań… Czytaj dalej »

Napięcie między wypychaniem a integrowaniem nigdy nas nie opuści. Herezja manicheizmu ciągle trąci kwasem faryzeuszów.

W kontekście pielgrzymki na Jasną Górę ludzi, którzy czują, że są na obrzeżach Kościoła, a nawet (jak to pokazały reakcje publicystów mających się za arcykatolickich) są z niego wypychani, stajemy wobec pytania o nasze miejsce we wspólnocie. W Kościele jesteśmy u siebie czy nie u siebie? A może ciągle jeszcze nie u siebie? Lub jeszcze u siebie, ale powoli coraz mniej? Takie dylematy to nic nowego i niestety również nic starego. To znaczy: nie odeszły do lamusa. W Polsce są boleśnie aktualne. Byłem kiedyś proboszczem we Wrocławiu przy Al. Pracy. Podczas stanu wojennego gromadziły się tam tłumy ludzi popierających Solidarność.… Czytaj dalej »

Powtórzę jeszcze raz: te erzace ludzie kupują. My zaś w Kościele mamy do zaoferowania pełen pakiet. Co więc robimy nie tak?

Bazylika Grobu w Jerozolimie. Foto: Andrzej Cichoń

Mamy „do sprzedania" najlepszy news świata w jego całej historii. Mówimy o rzeczach najważniejszych, dotykających każdego człowieka bez wyjątku. Nie ma nikogo, absolutnie nikogo, kogo ta wiadomość by nie dotyczyła. Twierdzimy, że głosimy Dobrą Nowinę, a... niewielu chce słuchać. Czy ludzi naprawdę to nie obchodzi? W TV lecą kolejne reklamy. Wspaniałe wakacje w tropikach. Przez półtora tygodnia poczujesz się, jak w raju. Preparat przeciwzmarszczkowy, kolagen - coś tam, lśniące zęby, itd. spowodują, iż będziesz wyglądał dziesięć lat młodziej. Ćwiczenia na siłowni, poranne biegi, joga albo suplementy diety i lekarstwa dadzą ci poczucie, że będziesz zdrowszy, sprawniejszy i bardziej zadowolony z… Czytaj dalej »

Z punktu widzenia wiary jesteśmy jedną rodziną dzieci Bożych i dlatego nie możemy nie oglądać się na los najuboższych, gdy wybieramy ich i naszą przyszłość.

Nowa adhortacja papieża Leona XIV „Dilexi te” mocno uderza w krytyków opcji na rzecz ubogich w Kościele katolickim. Jest odczytywana jako krytyka neoliberalizmu, jakże często odwołującego się do chrześcijaństwa, a jednocześnie zostawiającego najsłabszych samym sobie. Trudno nie zgodzić się z papieżem przytaczającym Biblię oraz Tradycję Kościoła, by mocno potwierdzić uprzywilejowane miejsce ubogich w sercu naszej wiary. Jednak to odwołanie się do tradycji jako efekt uboczny sprawia, że w tym tekście nie znajdujemy niczego specjalnie nowego czy zaskakującego. Pewnie o to chodziło. By właśnie tradycja zamknęła usta tradycjonalistom. A przynajmniej skłoniła ich do zrewidowania sposobu rozkładania akcentów. Jednak głębszym celem nie… Czytaj dalej »

Dylematy napięcia między strachem a miłością, między szczerością a kupowaniem sobie przychylności, potrzebują perspektywy zmiany.

Jedni drugich staramy się skłonić do konkretnych postaw poprzez strach. Teraz na przykład do wzmożonych wydatków na uzbrojenie. Jeśli boimy się wojny, to jesteśmy bardziej skłonni do zaakceptowania mniejszych nakładów na opiekę zdrowotną. Wielu ludziom wydaje się też, że strach przed karą powstrzyma ewentualnych przestępców, a także że dzieci karane będą bardziej posłuszne. Dochodzi nawet do tego, że myślimy, iż kara nie tylko się należy, ale wręcz jest wyrazem miłości. Dlatego nie dziwi, że ludzie w tym kluczu postrzegają świat i Boga. Ja powinienem być ukarany czy ukarana. Zasługuję na to. Ale jednocześnie boję się kary. Boję się tego, że… Czytaj dalej »

Osoby publiczne, które wiedzą, że ich słowa i czyny inspirują innych, muszą liczyć się z tym, że ktoś zapyta, dlaczego się to skończyło. I że jakąś część informacji powinien uzyskać.

Ostatnie dni przyniosły informację o - kolejnym już - odejściu z zakonu i ze stanu duchownego znanego zakonnika. Mnie osobiście także ta informacja dotknęła, jako że zdarzało mi się czasem go słuchać lub czytać. Wiemy tylko, że najpierw zawieszono jego publiczną działalność, a potem, że odszedł i zakon nie ponosi już za niego odpowiedzialności. Oczywiście - odejścia się zdarzają. A ludzie nie muszą być informowani o prywatnym życiu kogokolwiek. Ale uważam, że o powodach zawieszenia już tak. Inaczej zostają domysły, które nigdy nie są zdrowe, wywołują zamieszanie i plotki. Jeśli wspólnota wiele lat czerpała korzyści z działalności danej osoby staje… Czytaj dalej »

Nie wystarczy potępić obecne główne potwory polityki światowej. Trzeba czuwać, bo my też możemy stać się potworami. A nawet wyhodować potwory.

„Światem zaczęły rządzić potwory” – tak miał powiedzieć, według Agnieszki Holland, jeden z bohaterów jej filmu „Obywatel Jones”. Chodziło o czas przed II Wojną Światową. Wtedy poszczególne kraje zaczęły wybierać sobie koalicje tak, by po wojnie znaleźć się w obozie zwycięzców. Pół biedy, gdy kierowały się potencjałem gospodarczym. Niestety, trzeba było też wybierać między Hitlerem a Stalinem. A to oznaczało sojusz z potworem posługującym się obozami masowej zagłady, reedukacją za pomocą tortur, pogardą dla wolności i praw obywatelskich i w ogóle demokracji. Wybory nie były wcale tak oczywiste, jak się nam teraz wydaje. Wystarczy przytoczyć historię polskiego obozu koncentracyjnego. Tak,… Czytaj dalej »

Może tak musi być. Może musimy boleśnie się przekonać, że nasze chrześcijaństwo jest jałowe. Może nasze chrześcijaństwo kulturowe, historyczne, polityczne, instytucjonalne musi obumrzeć.

Od jakiegoś czasu zastanawiam się, dlaczego nasze świadectwo wiary jest dziś tak mizerne. W czasach pierwotnego Kościoła, pomimo trudności, prześladowań i braku przygotowania teologicznego, wiara w Chrystusa - od pierwszych Dwunastu Apostołów i dzięki ich działalności - rozprzestrzeniła się w niewiarygodnym tempie na miliony wyznawców. Dziś, przynajmniej w naszej części świata, chrześcijaństwo jest w odwrocie. Nie potrafimy zachwycić innych swoją wiarą i nie pociągamy swoim życiem. Nie głosimy Dobrej Nowiny albo głosimy ją w taki sposób, że nikt nie bierze jej za dobrą. Szczególnie jest to widoczne w Polsce. Według opublikowanego ostatnio badania łączny odsetek osób, które deklarują zaufanie do… Czytaj dalej »

Zastanawiam się, co bym odpowiedziała. Myślę, że tak zadane pytanie jest proste tylko dla osób patrzących na Kościół z zewnątrz. Jeśli jest się w środku, poziomów odpowiedzi robi się dużo więcej.

Opublikowany niedawno sondaż wskazujący na (kolejny) spadek zaufania do Kościoła spowodował falę komentarzy. Z pewnością jest to spore utrudnienie dla misji Kościoła. W końcu głoszenie Ewangelii od samego początku opiera się na wiarygodności dających świadectwo. Zaufanie to nie jest sprawa błaha, którą można lekceważyć. Co ten wynik oznacza? W dużej mierze z pewnością odbija zaufanie do instytucji i jej publicznie (medialnie) widocznych elementów. A tu w oczy rzuca się Konferencja Episkopatu Polski, od lat wizerunkowo strzelająca sobie jak nie w stopę to w kolano. I żeby to jeszcze chodziło tylko o wizerunek… Niestety, chodzi też o uwikłanie po jednej stronie… Czytaj dalej »

Żeby kościoły nie świeciły pustkami nie wystarczą bezkrytyczni fanatycy. Potrzeba też przestrzeni na krytyczną dyskusję dla zawiedzionych, a jednak kochających.

Kiedy człowiek traci czyjeś zaufanie zazwyczaj oznacza to, że oszukiwał. Podobnie jest z instytucją. Utrata zaufania może również wynikać z kręcenia. Wyjaśnienia są tak zagmatwane, że trudno im zaufać. Rzecznik jakiejś instytucji przyłapany na oszustwie traci rację bytu. Powinien zostać natychmiast zwolniony. Jednak są i takie „organizacje”, które stopniowo tracą zaufanie. Na przykład dzieci często dają rodzicom kolejną szansę. Jeśli kogoś kochamy i jest nam bliski, to chcemy mu wierzyć. Tłumaczymy go, nawet wbrew faktom. Ale w końcu przychodzi czas, gdy trwamy w związku, choć już nauczyliśmy się nie wierzyć osobie niegodnej zaufania. Taki związek nazywamy toksycznym. Ale z drugiej… Czytaj dalej »