Martwi mnie, że Kościół nieustannie próbuje mnie wpakować w szufladkę. Licząc, że dam się zamknąć. No, nie. Ze względu na moją godność ludzką i chrzcielną: nie.

Z ciekawością czekałam na pierwsze wystąpienie nowego arcybiskupa katowickiego z Piekar Śląskich. Trzeba przyznać, że to nowa jakość. I nie tylko z powodu braku powitań polityków i słów skierowanych do polityków, od których Kościół w osobie biskupa takich czy innych postaw w przeszłości oczekiwał.Tym razem - i rozumiem, że tak zostanie - słowo biskupa poprzedziło odczytanie Ewangelii, a samo wystąpienie bardziej dotyczyło wiary i Kościoła niż spraw społecznych. Ale nie o tym chcę dziś pisać. Pielgrzymka kobiet, zatem i sporo mówiono do kobiet i o kobietach. Usłyszałyśmy, że arcybiskup zauważa głosy kobiet, które czuja się w Kościele „źle traktowane, jakby… Czytaj dalej »

Trzeba nam poznać, jak Jezus reaguje na różne wonie. Pokochać te Jego reakcje i naśladować je. To wcale nie musi być łatwe.

Nie doceniamy zapachów, gdy się modlimy. Ewentualnie służą tylko miłej atmosferze - stąd np. kadzidełka. A duchowość ignacjańska wśród zmysłów wewnętrznych, czyli wyobrażeniowych, które powinniśmy zastosować podczas kontemplacji, wymienia oprócz wzroku, słuchu, dotyku i smaku także powonienie. Ignacy zachęca nas byśmy „wchodząc” w sceny biblijne i biorąc w nich udział nie tylko patrzyli, słuchali i rozmawiali, dotykali i smakowali, ale także byśmy wąchali. Możemy sobie np. wyobrazić, jak pachnie lub cuchnie stajenka. Sytuacje opisane w Ewangeliach mają swoją atmosferę. Aby ją poczuć, aby być jak najbliżej tego, co przeżywali bohaterowie tych wydarzeń, trzeba słuchać słów i tego, jak są wypowiadane.… Czytaj dalej »

Moje wydawnictwo wiedziało, że bełkot odrzuca. Nikt go nie przeczyta, nikt nie będzie kupował. Najwyraźniej ci, którzy zlecają tłumaczenia tego nie wiedzą. A może zupełnie ich to nie obchodzi?

Za nieco ponad miesiąc rozpocznie się pierwsza sesja Synodu. Sięgnęłam więc niedawno do Instrumentum laboris. Najprościej w polskim tłumaczeniu. Po przeczytaniu dwóch akapitów stwierdziłam, że bez wersji włoskiej się nie obejdzie. Nie rozumiem sensu, a niektóre sformułowania robią wrażenie błędnie przetłumaczonych. Bo co to znaczy: "usuwa komunię z emocjonalnej zmienności”? Kontekst sugeruje, że mogłoby chodzić o jakiś rodzaj ochrony tejże komunii (w sensie: jedności, oczywiście), ale to sformułowanie nic o ochronie nie mówi… No to zerknijmy do oryginału. „Chroni (ratuje) komunię od emocjonalnej doraźności” (ew. improwizacji? spontaniczności, jak w wersji angielskiej?). Przy okazji zdanie dalej, „szał indywidualnych roszczeń” okazuje się szałem… Czytaj dalej »

Wielu ucieka od totalnej inwigilacji. A przynajmniej tak się im wydaje. Chcieliby „boga”, który stworzył system, ale nas nie obserwuje. A jak już patrzy, to chciałoby się przed nim schować.

Totalne oko

Reinhardhauke, CC BY-SA 3.0, Wikimedia Commons

Oko opatrzności Bożej, spoglądające na nas w wielu kościołach np. odwiedzanych podczas wakacyjnych wędrówek, skłania do refleksji nad naszym wyobrażeniem o Opatrzności. Czy rzeczywiście potrzebujemy takiej wizji Boga? I jak się ma ona do tego, czym żyje współczesny świat? Wielu ludzi deklaruje wiarę w Boga, ale niespoglądającego w naszą stronę. Stwórca, który nie ingeruje w losy świata. Bywa, że jest to sposób na bronienie Boga, a w zasadzie jego dobroci. Chodzi o to, by nie przypisywać Mu całego zła, które nas dotyka, a zwłaszcza tego, które nie zależy od naszej wolnej woli. Chcą, by Bóg był dobry, dlatego trzymają Go… Czytaj dalej »

Każda chwila ma swoją (czasem niełatwą do przyjęcia) łaskę i swój sposób wchodzenia w nią. Trzeba tylko uważności na Ducha Mistrza.

…Troszczysz się i kłopoczesz o wiele, a jedno jest potrzebne. (Łk 10,41-42) Słowa Jezusa do goszczącej Go Marty, która „kręciła się (periespato) wokół rozlicznej posługi” (Łk 10,40), podczas gdy jej siostra siadła posłuchać Mistrza, bywały rozumiane jako stwierdzenie wyższości kontemplacji nad działaniem. Takie podejście każe cenić modlitwę, lekturę i refleksję wyżej niż prace fizyczne lub aktywność na forum publicznym. Jednak sam Jezus praktykował życie czynne, najpierw jako wiejski rzemieślnik, a następnie wędrowny kaznodzieja i uzdrowiciel. Tam, dokąd zachodził, poświęcał się przyjmowaniu potrzebujących pomocy tak intensywnie, że On i uczniowie nie mieli czasu na posiłek (por. Mk 3,20; 6,31). Owszem, oddawał… Czytaj dalej »

Czy gotowość do wypuszczenia z rąk własnego życia, by dawać życie innym, nie powinna być jednym z głównych pól naszego chrześcijańskiego świadectwa? Czy nie jest najbardziej kontrkulturowa?

Uczciwiej byłoby zalegalizować eutanazję - usłyszałam od znajomej. Rozmawiałyśmy (obie pracujemy w medycynie) o możliwościach pomocy osobom starszym, chorym, niepełnosprawnym. A raczej: o permanentnym braku możliwości.  Owszem, instytucje istnieją. Owszem, czasem stają na głowie, by coś jednak dla człowieka zrobić. Ale w tych ramach, które zostały stworzone, przy tej dostępności usług, cały ciężar opieki spada na rodzinę. O ile jest. Jeśli jej nie ma, jeśli pracuje za granicą, jeśli jest niewydolna, zaczyna się dramat. A o niewydolność nietrudno, jeśli w grę wchodzi opieka i pielęgnacja 24h/dobę, bez szans na odpoczynek. Już nawet pomijając inne jej przyczyny. Do czego dążymy? :(… Czytaj dalej »

Magazynowanie to zabezpieczanie się na „jutro”. Tak zaczyna się dysproporcja. Kwiaty na łące pytają nas, co wolimy: przepych dworu królewskiego czy ich prostotę?

Na wakacyjnych szlakach natykamy się na łąki pełne polnych kwiatów czy kościoły wymalowane we florystyczne wzory (jak np. ozdobiona przez Wyspiańskiego bazylika franciszkanów w Krakowie). Nie sposób wtedy nie wspomnieć słów Pana Jezusa o liliach polnych, których pięknu nie mógł sprostać nawet Salomon w całym swym przepychu. Widok polskich kwiatów w świątyni pod wezwaniem św. Franciszka z Asyżu siłą rzeczy przywołuje wyzwania ekologiczne. Zmiany klimatu przyczyniają się do zanikania gatunków. Szkoda byłoby tych roślin, których wizerunki Wyspiański z taką pieczołowitością przeniósł na ściany kościoła. Prowadził w tym celu specjalne zielniki. Co prawda, Jezus mówił o tej kwitnącej trawie, że będzie… Czytaj dalej »

Ile jest osób takich jak ja? Pragnących Boga, a jednocześnie obserwujących świat i rzeczywistość nieco zza szyby? Dla których podręczniki duchowości i dobre rady są raniące, bo przecież tak bardzo poza zasięgiem?

Różańce gubiłam kilkanaście razy. Obecnie w domu powinnam mieć kilka sztuk. Niestety, nie wiem gdzie. Czasem odmawiam go na palcach. Po dziesięciu minutach potrafię złapać się na tym, że od połowy czasu robię już coś zupełnie innego... Czasem nie wytrzymuję ciszy, jednej pozycji. A czasem zapachu kadzidła, świateł i większej ilości ludzi w kościele. Niekiedy chciałabym wyjść ze Mszy świętej i robić coś innego. Jak byłam mała, liczyłam lampki czy ludzi w czapkach, rozmawiałam i wierciłam się. Wtedy - niegrzeczne dziecko. Teraz - mało pobożna czy wyciszona dorosła. Wiele lat próbowałam być jak inni. Rozwijać duchowość na podstawie książek, świadectw… Czytaj dalej »

Samo to, że czegoś nie lubimy nie chroni nas automatycznie. Niejeden piewca wolności miał zapędy dyktatorskie. A wyznawcy ubóstwa (od hippisów po zakonników) potrafili umościć sobie wygodne posadki.

Godny pochwały jest Salomon rozpoczynający swoje rządzenie od modlitwy o mądrość. I nie chodzi tylko o to, że każdy król był wtedy również sędzią, a zatem potrzebował umiejętności rozstrzygania sporów. Najciekawsze jest to, że Dawid ojciec Salomona był anty-przykładem roztropnego sędziego. Absolutnie nie miał do tego głowy. Sędzia beznadziejny Owszem był dzielnym wojownikiem. Wiara pomagała mu zwyciężać w beznadziejnych sytuacjach, jak podczas pojedynku z Goliatem, czy przy zdobywaniu Jerozolimy. Jako wódz i wojownik zdał egzamin i to z nawiązką. Ale jako sędzia był beznadziejny. Sprawę swojego najstarszego syna Absaloma poprowadził fatalnie. Niekonsekwencja i stronniczość (sądził własnego syna) były tak rażące,… Czytaj dalej »

Może mam skrzywioną perspektywę, ale odnoszę wrażenie, że więcej tej wzajemnej miłości bywa w (kulawych, bez wątpienia) wspólnotach świeckich. O człowieczeństwo też jakby łatwiej…

Jak oni się miłują – mówiono podobno o pierwszych chrześcijanach. I było to obok męczeństwa – ich najmocniejsze świadectwo. Jak oni się miłują… Psychologia twierdzi, że miłość to tak naprawdę trzy składowe: namiętność (czyli emocje), intymność (więc i zaufanie) oraz zaangażowanie (czyli konkretne działania podejmowane dla drugiego, np. wzajemna troska). Mogą mieć różne natężenie, ale jeśli któregoś z nich nie ma, nie ma miłości. Co z tych trzech wymiarów mogło być widoczne dla otoczenia, tak że robiło wrażenie? Intymność to wymiar z natury rzeczy niekoniecznie wystawiany na widok publiczny. Emocje, czyli na przykład wzajemna życzliwość, niezależnie czy pała się sympatią… Czytaj dalej »