Zrób sobie selfie

Umarł Papież Franciszek. A w pewnym katolickim kraju nawet jego pogrzeb staje się okazją, aby zabrać komuś procenty poparcia w wyborach.


Umarł Papież Franciszek. A w pewnym katolickim kraju nawet jego pogrzeb staje się okazją, aby zabrać komuś procenty poparcia w wyborach (a komuś innemu może dodać).

Igrzyska nad trumną

Jeślibyśmy mierzyli skalę ewangelizacji naszego narodu tylko tym, co się dzieje z okazji kampanii wyborczej wypadlibyśmy bardzo marnie. Nie umiemy rozmawiać o różnicach, także politycznych, bez obrażania nielubianych polityków i ich wyborców. Chętnie udostępniamy złośliwe informacje, memy czy komentarze by tylko udowodnić, że ktoś jest złym człowiekiem, katolikiem, farbowanym lisem, faszystą czy idiotą. Nad trumną Papieża, który prosił by pochować go w zniszczonych butach, toczymy spory o kolory garniturów i miejsca. Nad trumną Papieża, który czuł, że człowiek potrzebuje więzi, bliskości i relacji niszczymy tych, który postawią wyborczy krzyżyk w miejscu innym niż my. W końcu: nad trumną Papieża, który był otwarty na wszystkich –  zwłaszcza ubogich, wzgardzonych, odrzuconych – wykluczamy ze społeczności swoich sąsiadów, współparafian, członków rodziny. Bo ich sumienie nie jest takie, jak nasze.

Prosimy o ciszę nad trumną zmarłego człowieka, ale sami nad tą trumną urządzamy igrzyska i walki. Jakby Ewangelia nie dotyczyła okresu wyborów. Jakby politycy nie byli dziećmi tego samego Boga. I jakby sztaby wyborcze stawały się świątyniami, w których czczony może być tylko jeden cielec.

Boga zostawiliśmy za drzwiami. Jakbyśmy mówili Mu: nie zawracaj głowy miłością nieprzyjaciół, łagodnością, niemówieniem fałszywego świadectwa. To może potem, ale teraz…Teraz możemy szydzić, kłamać, piętnować błędy, obrażać i wykluczać. Teraz to nasze igrzyska, nasza walka (o tak naprawdę mało znaczącą) ludzką władzę.

Zobaczmy własną twarz

Właśnie umarł ten, co nie miał dywizji ani sztabu wyborczego. Człowiek, który się czasem mylił, a czasem nie był rozumiany. I który być może był najbardziej samotnym człowiekiem w Domu Świętej Marty. A jego pogrzeb zgromadził światowych przywódców i zwykłych ludzi. Bogatych i biednych. Przy jego trumnie usiedli razem ci, co w politycznych sporach stoją po innych stronach barykady. A płacz tysięcy ludzi na całym świecie jest bardziej ewangeliczny, niż wszystkie nasze spory o to, kto jest bardziej katolicki. 

Może zróbmy sobie sami selfie. Zobaczmy wykrzywioną twarz przy pisaniu kolejnego komentarza w mediach społecznościowych. Uśmiech satysfakcji, bo w bitwie na epitety pokonaliśmy przeciwnika. Zło czające się w naszych sercach, bo oto wykluczyliśmy ze swojej wspólnoty kolejnego „niegodnego”. Może, zamiast politykom, przyjrzyjmy się sobie. Swojemu sumieniu. Myślom. Mowie. Uczynkom. I zaniedbaniu. I zanim rzucimy kolejnym kamieniem znajdźmy chwilę by powiedzieć: moja wina…

Może kilka kamieni zostanie wtedy nieruszonych. A Chrystus nie napisze palcem na ziemi naszych win…

***

Sięgnij do innych tekstów autorki.

Jeśli podoba Ci się nasz portal i chcesz, żeby dalej istniał i się rozwijał możesz nas wesprzeć wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.