Letnie miesiące to w Polsce tradycyjnie czas pielgrzymek pieszych. Najwięcej oczywiście grup zdąża na Jasną Górę, ale także wierni pielgrzymują do innych, mniej lub bardziej znanych, sanktuariów. Pielgrzymujących – co prawda – mniej niż w latach poprzednich, ale jednak są. Niektóre grupy idą kilka dni, inne kilkanaście lub więcej. Wędrują z różnych zakątków Polski, każdy ze swoją intencją lub zwyczajnie z ciekawości. Organizatorzy pielgrzymek starają się tak dobrać treści, by każdy coś mógł znaleźć dla siebie. Są też grupy tematyczne, skupione np. wokół danego zakonu lub charyzmatu. Są też flagi, sztandary, krzyże. Chusty, koszulki i znaczki. Tak, aby pokazać wspólnotę pielgrzymów i ich jedność.
Cieszę się, że pielgrzymki dalej istnieją w naszej przestrzeni, że są ludzie, którzy wybierają taką a nie inną drogę by wyrazić swą wiarę czy wzmocnić relację do Boga. Ale jedna rzecz pomału zaczyna mnie męczyć i jakoś razić. To obraz pielgrzymek w mediach społecznościowych. I to katolickich. Grupy śpiewające przeróbki piosenek disco polo lub podobnych, tańczące „belgijkę” lub poloneza. Nagrywające popularne filmiki na TikToka. Pokazujące ze wszystkich sił, jak bardzo jest radośnie, młodzieżowo, zabawnie i kolorowo. I wydaje mi się, że na dłuższą metę te pomysły to już niewypał. Młodzi ludzie „belgijki” mają w szkołach, TikToka czy inne platformy praktycznie non stop. A tendencje z tzw. zachodu już pokazują wyraźnie tęsknotę za duchowością, ciszą, kontemplacją.
Brakuje mi pokazania tej pielgrzymiej ciszy (o ile jeszcze istnieje), wspólnego różańca, pieśni, która mimo wszystko będzie kojarzyła się z wiarą a nie z Zenkiem M. Brakuje mi zachodu słońca i Apelu śpiewanego przez ludzi. Spokoju, który płynie z modlitwy, bycia w kontakcie ze sobą i ze Stwórcą. Tego, że ta wędrówka nie jest po to, by kolejne nagranie z niej stało się viralem, tylko po to, by człowiek odpoczął od tego świata i choć na chwilę pozwolił myślom, by pobiegły gdzieś dalej.
W lekkim powiewie
Wydaje mi się, że dobrze by było, gdyby pielgrzymki odzyskały swój charakter. Też i ten pokutny, błagalny. By ktoś w końcu zabronił tego nagrywania, skakania, by wpisać się w tegoroczny trend. Wtedy być może pójdą na nią i ci, którzy są faktycznie zmęczeni i znużeni wiecznym hałasem i miałkością, którą karmi nas świat. Szybko, głośno, zabawnie, z przytupem, by być zauważonym, opisanym, polajkowanym. By ktoś z zewnątrz nakarmił nas chwilową uwagą. Aż do kolejnego sezonu, nowej piosenki i tańca.
A Bóg pozostaje niezmienny. On wymyka się tym, którzy szukają tego, czego w Nim nie ma. I od tylu tysięcy lat przychodzi nie w wichrze i trzęsieniu ziemi, ale w lekkim powiewie. Do człowieka, który zrozumiał, że w hałasie Boga odnaleźć nie można…
***
Sięgnij do innych tekstów autorki.
Jeśli podoba Ci się nasz portal i chcesz, żeby dalej istniał i się rozwijał możesz nas wesprzeć wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

Łączę teologię z kulturoznawstwem. Działam na styku religii, kultury, cywilizacji. Ciekawi mnie to co nowe, co zmienne, co wykracza ponad standardy. Szukam i pozwalam się znaleźć.
