Adwent to czas oczekiwania na przyjście Zbawiciela. Niestety, czasem to czas przeczekania lub doczekania do samych Świąt. Tradycyjne ich obchodzenie ma się u nas całkiem dobrze. I niekoniecznie trzeba do tego wiary. Choinka, prezenty, dekoracje, planowanie wyjazdów czy urlopu. Ot, magia świąt. Przydałby się jeszcze śnieg.
Czas zbiórek
Dla mnie co roku adwentowe dni to nie tylko czas na ogarnięcie się duchowe, ale i czas zbiórek. Takich zwyczajnych, organizowanych przez PCK, Caritas czy inne instytucje. Zbieramy na ludzi i na zwierzaki. Na chorych, bezdomnych, starszych, na misje, Polaków na Ukrainie i wiele innych. Bo przecież potrzeby są różne. Ale każdy chociaż na Święta chciałby coś zjeść, nie martwić się o następne dni, doświadczyć lepszego czasu.
Tylko, że z roku na rok jakoś z tymi zbiórkami robi się trudno. Jakbyśmy przestali zauważać, że obok nas są ludzie głodni, nadzy, chorzy. Może to z pośpiechu, może z tego, że bieda gdzieś się ukrywa, a nam w Polsce żyje się lepiej? Może że strachu przed niepewnym jutrem, bo czas niespokojny? Nie wiem. Nie mnie oceniać. Czasem, pod kolejną prośbą o wsparcie możemy przeczytać, że państwo powinno się tym zająć, MOPS czy inna instytucja. Pewnie tak…
Od nas zależy
Ale to od nas zależy codzienność innych. Od pielęgnowania w sobie wrażliwości, odpowiedzialności, uważności, miłosierdzia. Adwentowe dni mają to w nas obudzić. Za chwilę przecież pojawi się na naszych stołach stajenka betlejemska. Postawimy sympatycznego woła i osiołka. Rumianych pasterzy. Maryję i Józefa czule opiekujących się Dzieciątkiem Jezus.
A może inaczej… Za chwilę elementem dekoracyjnym stanie się rodzina z okupowanego kraju. Uboga, pozbawiona dachu nad głową i spokoju. Rodzina, która za chwilę doświadczy prześladowań i będzie zmuszona do ucieczki. Matka, ojciec i syn… Może były w tej historii anioły i niebiańska światłość. Ale i zimno, strach i ból. Bo przecież „nie było miejsca” ani w domach, ani w kraju.
Popatrzmy na szopkę betlejemską. Przypomnijmy sobie, po co to wszystko się wydarzyło. Niech Święta Rodzina zwróci nasze oczy na innych. Na tych, których my możemy utulić, uspokoić, pocieszyć, dać kąt i nadzieję, że już uciekać nie trzeba. Niech tradycyjne adwentowe dobre uczynki faktycznie nabiorą mocy przemiany codzienności. Zwyczajnie – włączmy się w jakieś dzieło pomocy. A światło zastąpi mrok. Dzień faktycznie się przybliży. A my powstaniemy ze snu.
Czego wszystkim życzę.
***
Sięgnij do innych tekstów autorki.
Jeśli podoba Ci się nasz portal i chcesz, żeby dalej istniał i się rozwijał możesz nas wesprzeć wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

Łączę teologię z kulturoznawstwem. Działam na styku religii, kultury, cywilizacji. Ciekawi mnie to co nowe, co zmienne, co wykracza ponad standardy. Szukam i pozwalam się znaleźć.
