Wszyscy znamy powiedzenie: „diabeł tkwi w szczegółach”. A przecież czasem zwracamy większą uwagę na mało istotne drobiazgi, niż na to co faktycznie ważne. Na ich podstawie jesteśmy w stanie mówić, jakim ktoś jest człowiekiem (tak naprawdę: bez żadnych zahamowań dokonując oceny innych).
Dotknęło to także nowego Papieża. Wiele osób, zamiast wsłuchiwać się w jego słowa, skupia się na tym, że po raz pierwszy ukazał się wiernym w mucecie. I nie powiedział do nich, w przeciwieństwie do poprzednika, dobry wieczór. Doprawdy, fakt założenia (lub nie) mucetu nie świadczy o wierze człowieka. Raczej o jego ludzkich przyzwyczajeniach czy pobożności.
Pozostają sobą
Czasem zapominamy, że każdy z nas w sposób indywidualny wybiera swoją ścieżkę duchową. Rozwija taką, a nie inną, pobożność, podlega kształtowaniu przez daną kulturę czy rodzinną tradycję. Papieże nie biorą się z powietrza. To konkretni ludzie, którzy do czasu wyboru ich na Stolicę Piotrową mieli swoją prywatność, ulubione nabożeństwa czy sposób rozwijania relacji z Bogiem. Cieszę się, że zarówno papież Franciszek, jak i papież Leon XIV w wyborze stroju liturgicznego i ścieżki, którą chcą prowadzić Kościół pozostali sobą.
Tak powinien rozwijać się w jednym Kościele każdy z nas. Trwać w jedności co do dogmatów i przekazu Ewangelii, ale szukać swojej drogi do Boga. Komuś pomoże w tym Msza Trydencka, komuś msza, po której jest modlitwa charyzmatyczna. Jedna osoba rozwinie się poprzez modlitwę różańcową inna przez lectio divina.
Tylko w ten sposób
A gdzie w takim razie ten diabeł? Diabeł wychodzi wtedy, gdy próbujemy innym narzucić swoją pobożność. Gdy na siłę zmuszamy innych, by weszli w naszą duchowość. Bo tylko różaniec nas zbawi. Tylko msza po łacinie „ma moc”. Tylko posługa nadzwyczajnymi charyzmatami świadczy o tym, że ktoś jest otwarty na Ducha Świętego. Nawet papieżom nie pozwalamy „być sobą „, tylko próbujemy ich do siebie porównywać. Bo przecież najważniejsze jest, by ten czy ów odpowiadał naszym prywatnym wizjom Kościoła.
Diabeł tkwi właśnie w tych nieistotnych różnicach, ciągłych porównaniach, niby niewielkich złośliwościach, ciągłych ocenach. Tkwi, bo wie, że tak najłatwiej skłócić ludzi i odebrać im pokój ducha.
Życzę nam wszystkim, byśmy zwyczajnie umieli słuchać. I dziękować Bogu, że Kościół ma tak wiele twarzy, dróg i możliwości, aby każdy mógł odnaleźć Jezusa. I z Nim zamieszkać na wieczność.
***
Sięgnij do innych tekstów autorki.
Jeśli podoba Ci się nasz portal i chcesz, żeby dalej istniał i się rozwijał możesz nas wesprzeć wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

Łączę teologię z kulturoznawstwem. Działam na styku religii, kultury, cywilizacji. Ciekawi mnie to co nowe, co zmienne, co wykracza ponad standardy. Szukam i pozwalam się znaleźć.
