Artykuły kategorii — Jeszcze się uda!

 

Papież ma być męczennikiem, ma dawać swoje życie za owce, a więc i swoją egzystencję medialną. Ma być wystawiony na ciosy rozjuszonych internautów. Jezusa skazali za to, co mówił.

Kościół potrzebuje twarzy. Świat potrzebuje kogoś, kto byłby twarzą Kościoła. Trudno się komunikować bez twarzy. To ona wiele mówi. O papieżu Leonie nasłuchaliśmy się wiele pozytywów. I to dobrze. Cieszę się z tego wyboru, jak większość katolików. Też sporo niekatolików jest zadowolonych. A nawet głosy krytyczne pojawiające się tu i ówdzie, świadczą - zważywszy na charakter środowisk, w których krążą - o tym, że jest to dobry wybór. Nie ma być spektakularnie? Pojawiają się głosy, że po Franciszku potrzebujemy kogoś, kto trochę uspokoi rozbujaną „Łódź Piotrową”. Chodzi oczywiście o kontynuację, ale trochę bardziej uporządkowaną. Nie tyle o spektakularne gesty prorockie… Czytaj dalej »

Czy zatem oczekiwanie, że kardynałowie szybko załatwią sprawę, jest pozytywne? Czy oznacza, że - mimo wszystko - spodziewamy się czegoś dobrego po tym wyborze?

Sporo się teraz spekuluje o konklawe. Naturalnie, przede wszystkim mamy do czynienia z karuzelą faworytów na objęcie Stolicy Piotrowej. Warto przy okazji zauważyć, jak różnorodne uczucia rodzi słowo „kontynuacja”. Jedni uważają, że chodzi o to, by było jak za poprzednika. By zbyt wiele się nie zmieniło. Inni odwrotnie - mają nadzieję na podjęcie tematów niedokończonych. Franciszek rzucił nowe hasła lub otwarcie i poważnie potraktował propozycje może i stare, ale do tej pory marginalizowane. Nie starczyło mu sił i czasu (a pewnie i konsensusu wśród wiernych) na pewne reformy. Za to następca może kontynuować tę drogę przemian.  Zmiana papieża kojarzy się… Czytaj dalej »

Rozeznanie prowadzone w ciszy, bez rozgłosu, zakłada wolność nie tylko wobec tych, którzy mnie „wysłali” - na konklawe czy do sejmu - lecz także wobec mnie samego i moich osobistych preferencji.

Zamknięcie się elektorów na konklawe oznacza próbę odizolowania się. To pustynia sprzyjająca milczeniu. Mogą rozmawiać między sobą, ale odcinają się od wpływów zewnętrznych. Dlaczego? W swoim imieniu Chcą - albo mają być - elektorami niezależnymi. Oznacza to wybór konkretnego modelu demokracji. Już w starożytności istniał taki dylemat, a w dawnej Rzeczpospolitej był wyraźnie artykułowany: czy poseł jest zobligowany do reprezentowania stanowiska lokalnych sejmików, czy raczej powinien głosować tak, jak mu podpowiada sumienie i jak jest przekonany po wysłuchaniu debaty sejmowej? Wolność poselska, zgoda na podejmowanie samodzielnej decyzji, miała gwarantować niezależność od wpływów magnackich. Była ograniczeniem władzy oligarchów. Przynajmniej w teorii.… Czytaj dalej »

To jest denerwujące. Zwłaszcza, gdy wiemy, co trzeba, by ruszyć z reformami. Nie chcemy czekać. Tym bardziej, że koniunktura może się skończyć. Już nieraz tak bywało.

Czy papież Franciszek był rewolucjonistą? Moc zmian w Kościele katolickim, jakie zaszły podczas jego pontyfikatu, sugeruje odpowiedź pozytywną. Jednak on sam raczej twierdził, że rewolucja to nie jest droga zwierzchników Kościoła. Według papieża rewolucjonista to ktoś, kto uważa, że wie, co jest dobre i dlatego to wprowadza. Na przykład ustanawia nowe prawo (dotąd niesłychane), ponieważ jest „oświeconym” władcą i jest przekonany, że przyniesie ono szczęście poddanym. Albo umiejętnie kierując gniewem ulicy doprowadza do upadku dotychczasowych struktur i powołuje nowe, takie które zaprowadzają porządek odmienny od dotychczasowego. A lud? No cóż, musi się dostosować. Z czasem przywyknie do innych zasad współżycia… Czytaj dalej »

Judasz miał tylko jeden poważny problem. I zresztą Piotr miał podobny. Na przeszkodzie stało to, że Jezus nie miał zamiaru stawać się władcą w sensie politycznym.

Złodziej

Pixabay

Judasz, jak wiadomo, był złodziejem. Dlatego sądzimy, że wydał Jezusa z chciwości. Ale czy to znaczy, że połakomił się na trzydzieści srebrników? Ta teoria jakoś nie pasuje do tekstu ewangelicznego. Bo przecież Judasz - mając pieczę nad wspólnym trzosem komuny, czyli wspólnoty idących za Jezusem - mógł systematycznie podkradać nieco dla siebie. I robił to. Można to nazwać stałym dochodem. Miałby z niego zrezygnować wydając Jezusa na śmierć? Jednorazowy łup, nie jakoś specjalnie okazały, przekreśliłby stałe korzystanie z sum być może drobniejszych, jednak zapewniających systematyczne wzbogacanie. Musielibyśmy go podejrzewać o plan zarżnięcia kury znoszącej złote jajka. To raczej mało prawdopodobne.… Czytaj dalej »

Żyjemy w czasach, które skłaniają do konstatacji, iż zmienił się wektor ewangelizacji. Staje się ona działaniem do wewnątrz Kościoła. To my potrzebujemy ciągłego nawracania się w konfrontacji z Ewangelią.

Pani Monika Białkowska po rozwiązaniu z nią umowy o pracę napisała:  W ten sposób zakończyła się moja osiemnastoletnia przygoda z „Przewodnikiem Katolickim” - przygoda, w której oddawałam całe swoje serce, swój czas, swoje umiejętności i marzenia. Naprawdę wierzyłam, że razem możemy docierać do tych w Kościele, których nikt już nie szuka, że możemy rozmawiać z myślącymi i poszukującymi, że możemy być przystanią dla tych, którzy zadają pytania. Nie udało się.  Nie usłyszałam „dziękuję”. Usłyszałam za to, że „wciąż jesteśmy razem w Kościele”.  Czytamy tutaj o docieraniu do tych w Kościele, których już nikt nie szuka. Sporo w ostatnich dekadach mówi… Czytaj dalej »

Oczywiście jedność jest wartością. Ale czy absolutną? I czy na każdym etapie? A wręcz: czy nieraz nie jest szkodliwa?

Dwa komunikaty po czterechsetnym posiedzeniu plenarnym KEP wzbudziły sporo emocji. To chyba pierwszy raz mamy do czynienia z dwugłosem. Otrzymane zapewnienia zdają się być z sobą sprzeczne, przynajmniej w swym najważniejszym zakresie. Sekretariat Episkopatu zapewnia, że komisja do badania problemu wykorzystania seksualnego w Kościele w Polsce będzie miała charakter tylko historyczny, czyli zajmie się wydarzeniami sprzed dwudziestu lat lub wcześniejszymi. Natomiast informacja płynąca od Prymasa wskazuje na odrzucenie rekomendacji Rady Prawnej, co oznaczałoby charakter śledczy działań zamierzonej komisji i to także w sprawach obecnie się toczących. Miałaby ona prawo przesłuchiwać również biskupów, powoływać do swojego grona świeckich itd.  Rozdźwięk Nie… Czytaj dalej »

Musimy zapytać o kryteria doboru czynników kształtujących nasze słownictwo. Także na poletku religijnym. Co kieruje zmianą?

Sztuczna inteligencja utrwala błędy. Tak mi się wydaje. Kiedy słucha się lub czyta tłumaczenia filmów oglądanych w sieci, to dość łatwo wyłowić wersje przygotowane przez AI. „Przygotowane” to pewnie wyrażenie na wyrost. Bo trudno się tam dopatrzeć jakiegoś wysiłku przygotowawczego. Ale nawet tłumaczenie zrobione najpobieżniej przez tłumacza amatora nie miałoby tyle błędów językowych, co te tanie (bo wygenerowane maszynowo) wersje, jakie nam się podsuwa pod nos.  Są nawet zabawne. Do zwykłych, powtarzanych od dłuższego czasu nieprawidłowości stopniowo się przyzwyczajamy. Już nas ani ziębią, ani grzeją, więc i nie śmieszą. To zapewne znak, że stają się powoli regułą i wkrótce zostaną… Czytaj dalej »

Powstaje pytanie. Skoro pragniemy sprawiedliwego pokoju, to czy pragniemy również pojednania? Pokój zazwyczaj jest do niego wstępem.

Większość z nas zapewne pamięta spowiedź Jacka Soplicy z „Pana Tadeusza”. Jest tam prośba o wybaczenie, a z drugiej strony opór Gerwazego żądnego zemsty. Potem jednak, też wobec majestatu śmierci, która przychodzi po Jacka, Klucznik decyduje się wyjawić coś, co do tej pory skrywał w sercu. Przeczytajmy ów fragment: «Oby tylko równie Bóg przebaczyć raczył! — Przerwał Klucznik — jeżeli masz przyjąć wijatyk, Księże Jacku: toć ja nie luter, nie syzmatyk! Kto umierającego smuci, wiem, że grzeszy. Powiem tobie coś, pewnie to ciebie pocieszy. Kiedy nieboszczyk Pan mój upadał zraniony, A ja klęcząc nad jego piersią pochylony I miecz maczając w ranę, zemstę zaprzysiągnął, Pan głowę wstrząsnął, rękę… Czytaj dalej »

Nie do wytrzymania jest owa „prędkość wylotowa”, z jaką perfidnie zalewa się nas słowami bez znaczenia. A właściwie o znaczeniu tak krótkotrwałym, że tylko wzbudzają zamieszanie, mącą wodę. By nie wiadomo było, z czego nas się okrada.

Dzieci hałasują za oknem. Tak rozmawiają ze sobą. Można powiedzieć, że inaczej nie potrafią. Ten hałas bywa miły. Jest przejawem życia. Mówi o witalności, o mocy rozwijania się, dorastania. A jednocześnie bywa męczący. Znajdują się tacy, którzy chcą go uciszyć. Nie potrafią dłużej wytrzymać lub uważają, że tak się nie godzi w tym miejscu i o tym czasie. Dochodzi do zachowań dyscyplinujących, a właściwie przemocowych. Niekoniecznie bicie. Szarpnięcie. Krzyk. Ostre sformułowania. Straszenie. Wyrzucanie. Ale tak naprawdę jedno nakręca drugie. Odreagowanie. Wyżywanie się. Walka o azyl. Powstaje system przemocowy. W szkole uczniowie kombinują. Udają, że się uczą. Nauczyciele naciskają. Kontrolują. Sprawdzają.… Czytaj dalej »