Artykuły kategorii — Jeszcze się uda!

 

Szybka (ewangeliczna) odpowiedź to: szukać rozproszonych. W domyśle: by zapełnić świątynie. Ale ocena naszych możliwości skłania nas raczej do intensywniejszego działania na miejscu. Z jakim skutkiem?

Paliwo coraz droższe. Kiedyś motywacja do ekonomicznej jazdy była bardziej ekologiczna. Teraz ekologiczne naciskanie (lub nie) pedału gazu jest wymogiem ekonomicznym. Różnice w sposobie jazdy boleśnie czujemy w portfelu. Swego czasu najważniejszym wskaźnikiem na desce rozdzielczej był dla mnie prędkościomierz. Teraz dużo częściej patrzę na to, ile litrów na 100 km w danej chwili pali samochód. Do tego dostosowuję prędkość i nacisk na pedał gazu. Przedtem kalkulowałem, ile czasu zajmie mi droga. Obecnie, ile zużyję paliwa. Człowiek z wiekiem uczy się, że na tej samej ilości benzyny dużo dalej zajedzie jadąc spokojnie i płynnie, niż szarżując i zdobywając kolejne sekundy… Czytaj dalej »

Pośredniczenie zawiera w sobie odgradzanie. Skoro pośredniczę, to utrwalam pozycję wiernych jako korzystających z pośrednictwa, czyli niemających bezpośredniego dostępu.

Kandydaci do kapłaństwa w obrządku greckokatolickim opowiadają, że nie jest im łatwo znaleźć kandydatkę na żonę (a żenić się mogą tylko przed święceniami). Dziewczyny nie chcą pełnić tej roli społecznej i być ciągle na świeczniku. Wszyscy przyglądają się żonie księdza, jak się prowadzi, w co się ubiera, gdzie chodzi i do kogo zagląda. Ciąży na niej presja społeczna i odpowiedzialność za to, jakiego proboszcza mają parafianie, czy jest szczęśliwy i zrównoważony emocjonalnie.  Do tego jeszcze dochodzi rola „sekretarza” swojego męża. Żona jest jakby pośrednikiem między wiernymi a kapłanem, czyli należy do stanu duchownego, choć nie ma święceń. To ona omawia… Czytaj dalej »

Kto urodził się niewolnikiem zazwyczaj po uwolnieniu ma problem. Co robić, gdzie iść? Tym bardziej "urodzonemu panem” trudno uwierzyć, że to nie jest jego misja wobec społeczeństwa.

Gdy czytamy, że "nie ma już Żyda ani poganina, nie ma już niewolnika ani człowieka wolnego, nie ma już mężczyzny ani kobiety, wszyscy bowiem jesteście kimś jednym w Chrystusie Jezusie” (Gal 3,28), to możemy odczuwać dyskomfort na myśl o porzuceniu swojej tożsamości kulturowo-religijnej, a przede wszystkim płciowej. Pewnie mniej społecznej. Tu - wydawałoby się - łatwiej o zmiany. Niezdolni do wolności A jednak przez wieki uważano, że Bóg tak stworzył świat, że jedni drugich trzymamy w niewoli. I podważanie tego porządku miano za zamach na naturę. Śledząc dyskusję na temat tego, czy chłop pańszczyźniany był niewolnikiem, można przeczytać o ówczesnej polemice,… Czytaj dalej »

Podkreślanie, że chodzi o wartości chrześcijańskie może mieć różnorakie cele. Bywa, że chodzi o oddzielenie. Przymiotniki jednak bywają też podejrzane.

Obraz kwasu zakwaszającego ciasto przypomina, że kwaskowatość ma służyć nie tyle podkreślaniu odrębności kwasu, ale temu, by całe ciasto (mąka, woda, kwas i inne dodatki) stało się chlebem. Podobnie sól. Nieużywana, trzymana „z daleka” od potraw, wietrzeje i nadaje się na wyrzucenie i podeptanie. W tym świetle możemy chyba spojrzeć na tzw. „wartości chrześcijańskie”. Podkreślanie, że są one chrześcijańskie, może mieć różnorakie cele. Bywa, że chodzi o oddzielenie od innych wartości. Chcemy jako chrześcijanie odróżniać się od świata i dlatego podkreślamy, że nasze wartości są nieakceptowane przez innych, a nawet jesteśmy za nie prześladowani. W tym wypadku przymiotnik „chrześcijańskie” ma odseparowywać… Czytaj dalej »

To ciągle jest problemem. By mówić prosto, ale nie prymitywnie, trzeba mieć zaplecze intelektualne. Trzeba wiedzieć, co chce się powiedzieć, by móc ubrać to w zrozumiały język.

Opowiadanie o tym, jak to uczniowie głosili w językach, których sami nie znali, skłania do zastanowienia się nad zyskami płynącymi z używania obcych języków. Otóż pozwalają one dogadać się z obcymi, ale też ze tymi "swoimi", których kultura jest tak odmienna, że czasami nie wiadomo, o czym mówią. Pouczające jest odpadanie od chrześcijaństwa całych prowincji pod wpływem rozprzestrzeniającego się islamu. Okazuje się, że Kościół przetrwał tam, gdzie teksty chrześcijańskie tłumaczono na lokalne języki, a liturgię sprawowano w mowie zrozumiałej dla zwykłych ludzi. Jak choćby w Egipcie, w formie koptyjskiej. Natomiast tam, gdzie używano tylko języka imperium, czyli łaciny lub greki,… Czytaj dalej »

W efekcie pierwsza komunia to nie rozpoczęcie pełnego uczestnictwa w Najświętszym Sakramencie, ale uzyskanie zaświadczenia, które potem przyda się do uzyskania zaświadczenia o bierzmowaniu, co jest niezbędne do dalszych zaświadczeń.

Mówiło się, że bierzmowanie to uroczyste pożegnanie się młodzieży z Kościołem w obecności biskupa. Teraz coraz częściej mówi się o uroczystości pierwszej komunii, że to zakończenie praktyk religijnych. Myślę sobie, że to nie tyle jest święto opuszczenia Kościoła, co (dla wielu) jakby przejście na tryb stand by. Czyli: nie bierzemy czynnego udziału, ale zachowujemy prawo, by w razie czego jednak być zaliczonym do członków Kościoła. Kurs ukończyłem Tak niestety wychowujemy ludzi, że za Najświętszy Sakrament mają pierwszą komunię (ewentualnie Ciało Chrystusa przechowywane w tabernakulum), a nie każdą Eucharystię. W rezultacie podchodzą do tego sakramentu jak do wyrobienia prawa jazdy. Najważniejsze… Czytaj dalej »

Zdrowy dystans każe nam odróżniać subiektywne przeżycie i towarzyszącą mu otoczkę właściwą dla danej kultury i wychowania od Bożego przesłania.

Apokaliptyczna wizja Jeruzalem, które już nie potrzebuje świątyni ani światła słońca czy księżyca napełnia radością, bo mówi o bezpośrednim kontakcie z Bogiem. Z drugiej strony brzmi trochę kłopotliwie w czasach, gdy objawienia prywatne stają się modne. Jezus mówi, że wraz z Ojcem uczynią sobie mieszkanie u tego, kto miłuje. To piękne. Lecz wymaga też odpowiedzialności, gdy nasze indywidualne zdanie zderza się z szerszymi opiniami. Możemy cieszyć się z czyichś uniesień mistycznych. Możemy nawet wczytywać się w ich opisy. Ale zdrowy dystans każe nam odróżniać subiektywne przeżycie i towarzyszącą mu otoczkę właściwą dla danej kultury i wychowania od Bożego przesłania. Skoro… Czytaj dalej »

Oto w imię obrony przed ludźmi, którymi rzekomo rządzi strach i są gotowi na zabijanie, pozwalamy sobie na strach przed nimi i w konsekwencji na stosowanie nawet brutalnej przemocy oraz narażanie na utratę życia.

Piłat wydał wyrok na Jezusa, bo się bał. Bał się cesarza, bał się, że doniosą na niego, iż nie jest przyjacielem władcy. Kajfasz bał się, że przyjdą Rzymianie (choć już byli) i zniszczą lud Izraela. Dlatego wydał niewinnego na śmierć. Podobnie po Zmartwychwstaniu arcykapłani i starsi bali się uczniów Chrystusa. Kazali im milczeć i sprzyjali ich uwięzieniu oraz zabijaniu. Pobożne i wpływowe niewiasty oraz znaczniejsi obywatele uruchomili prześladowanie Pawła i Barnaby. Czego się bali? Czy tego samego co ci, którzy oklaskiwali katowanie męczenników na stadionach? Często nazywali ich ateistami, bo chrześcijanie i filozofowie nie wierzyli w ich bogów i co… Czytaj dalej »

Wyszliśmy na barbarzyńców. I pewnie trzeba przeprosić, choć zostaliśmy wkręceni w tę prowokację. Ale warto się też zastanowić, na co sobie pozwalamy podczas procesji i czy wtedy nie gorszymy i nie odstręczamy od religii.

Maj to czas pochodów, świeckich i religijnych. W Ewangeliach są opisy tłumów wokół Jezusa, ale zazwyczaj nie są one „organizowane” przez działaczy. Wyjątkiem jest może (choć nie ewidentnym) ścielenie przez uczniów płaszczy przed Jezusem na osiołku. Przyłącza się tłum. Ale wydaje się on spontaniczny - nie da się go uciszyć. Stąd Jezus mówi o kamieniach krzyczących. Odwrotnie jest z tłumem domagającym się ukrzyżowania - ten został podburzony. Zazwyczaj jednak masy wokół Jezusa są na tyle niezorganizowane, że potrzeba cudu rozmnożenia chleba i ryb. Inaczej, niż na festynach partyjnych, gdzie kiełbasa wyborcza to jeden z dokładnie zaplanowanych elementów. Procesja czy pochód?… Czytaj dalej »

Coraz trudniej pogodzić mi się z żądaniami wobec papieża, by stanął w jednym szeregu z politykami. 

Język Jezusa a wojna

Raffaele Esposito, CC BY 2.0, via Wikimedia Commons

Coraz trudniej pogodzić mi się z żądaniami wobec papieża, by stanął w jednym szeregu z politykami.  Wielcy tego świata jeżdżą z poparciem na Ukrainę. Obiecują pomoc wojskową i humanitarną i proszą, by Ukraińcy walczyli za nas, by się trzymali. Są i tacy politycy, którzy w imię spokoju spodziewają się, że jednak strona ukraińska przystanie na jakieś porozumienie, które zadowoli Rosję i nawet kosztem swojego terytorium oddali od nas perspektywę III wojny światowej.  Politycy mają prawo do podejmowanie takich czy innych działań politycznych. Ale papież nie jest politykiem. Watykan ma swoich polityków. Franciszek twierdzi, że im ufa, lecz sam nie zajmuje… Czytaj dalej »