Znaki procesyjne

Pytanie, czy wiemy, co poruszy obserwujących zza firanki? A jeszcze ważniejsze: czy wiemy, do czego ich chcemy poruszyć? Do jakiego ducha zachęcić?

Kiedy dzieci po raz pierwszy przystępują do Komunii Świętej, to z pewnym drżeniem zwracamy uwagę na to, by nie wyjmowały z ust komunikantu i nie oglądały go z zaciekawieniem. Albo, broń Boże, nie bawiły się nim. Jakoś zrozumiała jest ta obawa przed profanacją. Choć czy dziecko może profanować?

Ale skoro tak podchodzimy do zachowań wobec Ciała Chrystusa przy Jego spożywaniu w czasie Eucharystii, to jak wytłumaczymy obnoszenie Go i wystawianie na pokaz już po Mszy św., na przykład w Boże Ciało? Jak usprawiedliwimy to oglądanie już po podstawowej czynności sakramentalnej, jaką jest spożywanie?

Staramy się uniknąć posądzenia o profanację zamykając Hostię w pozłacanej monstrancji, okadzając ją, sypiąc płatki i niosąc nad nią baldachim. Ale jak się zastanowić, to jednak Pan Jezus powiedział „Bierzcie i jedźcie” a nie „Obnoście i demonstrujcie”.

Co zrobić, by taka procesja nie była odbierana przez mieszkańców naszych osiedli, coraz mniej praktykujących, jak jakaś zabawa dziecięca, folklor albo manifestacja polityczna?

Czy chodzi o to, by Jezusowi „pokazać nasze zagrody”? Ale przecież wierzymy, że On je zna. Może zatem chodzi o odświeżenie naszych codziennych ścieżek? Lecz czy do tego potrzeba aż procesji z Ciałem Chrystusa? 

Co manifestujemy wobec mieszkańców dzielnicy? Bywa, że towarzyszy nam wtedy napięcie. A nuż ktoś swoim niestosownym zachowaniem okaże lekceważenie lub sprzeciw? A jeżeli już tak się stanie, to jaki duch, jaka emocja przebijająca się przez procesję go sprowokuje?

Jakie symbole?

U św. Jana moment łamania chleba zastąpiony jest sceną obmywania nóg. To sytuacja pełna pokory. I tę pokorę mają naśladować uczniowie: umywać sobie wzajemnie nogi, podobnie jak jeść i pić na Jego pamiątkę. Czy nasze procesje wyrażają tego ducha? A może powinna pojawić się na nich woda, wraz z miską i ręcznikiem? Przynajmniej symbolicznie?

Jeśli chodzi o inne symbole, to warto zauważyć, że na Wschodzie po Eucharystii pojawiają się chlebki. Znak dzielenia się chlebem, zanoszenia go do innych, szukania łączności. Podczas procesji Bożego Ciała głosi się Ewangelię o cudownym rozmnożeniu chleba. Czy nie byłoby dobrze, gdyby pojawił się znak koszy pełnych ułomków? Znak obfitości: nie bójcie się, nie zabraknie dla nikogo!

Pokazujemy wówczas to, co pozostało po Uczcie. Ci, którzy patrzą na ową procesję zza firanek, mogą się poczuć zaproszeni, bo jeszcze zostało. To ważne, gdy chodzi o nasze przedstawianie Eucharystii. Ma być wykluczające czy włączające? Tylko dla „regularnych”, którzy i tak chodzą do kościoła?

Procesja ma zapraszać czy odstraszać?

Do czego chcemy poruszyć?

Widziałem różne procesje z monstrancją. Dla mężczyzn po ulicach wokół rynku miejskiego, zaglądające do ogródków piwnych. Inne były reakcje Anglików i inne Hiszpanów. Bywało, że to właśnie podchmieleni padali na kolana. Mamy osobiste błogosławieństwo w dzień chorych. Zdarza się, że ktoś zaproponuje adorację na placu miasta. Nie bez obawy o naruszenie ciszy i skupienia. Nieraz wyczuwa się nawet chęć sprowokowania konfrontacji, bo niektórym wydaje się, że byłby to wtedy znak, któremu „sprzeciwiać się będą”. A zatem okazja do potępienia niestosownie reagujących.

Gorzej, gdy okaże się, iż dominuje obojętność.

Znaki w przestrzeni publicznej są od tego, by poruszały. Gdy ciągle są takie same, raczej nudzą. Procesja to nie liturgia. Możemy sobie pozwolić na więcej kreatywności. Zwłaszcza, gdy chodzi o ołtarze. Pytanie, czy wiemy, co poruszy obserwujących zza firanki? A jeszcze ważniejsze: czy wiemy, do czego ich chcemy poruszyć? Do jakiego ducha zachęcić? Z umywaniem nóg czy bez?

No i co z rybami?

***

Sięgnij do innych tekstów autora.

Jeśli podoba Ci się nasz portal i chcesz, żeby dalej istniał i się rozwijał możesz nas wesprzeć na PATRONITE.