Przemoc duchowa bywa lekceważona tak przez sprawców, jak przez ofiary. Niestety również przez jej świadków. Tak się do niej przyzwyczajamy, że się nie sprzeciwiamy. I stajemy się poniekąd współwinni atmosferze sprzyjającej nadużyciom i wykorzystaniu w sferze duchowej czy psychicznej.
To trochę jest jak z dronami latającymi nad Polską. Skoro są nieuzbrojone, to powoli zaczynamy przekonywać się do tego, że szkoda tych wielkich pieniędzy potrzebnych do ich strącania. Może lepiej nie reagować i nie „wystrzeliwać się” z arsenału, który powinien być użyty na poważniejsze cele? Wojna oczywiście musi liczyć się z ekonomią, ale putinowscy zabójcy prędzej czy później wykorzystaliby naszą opuszczoną gardę do skutecznego mordowania i niszczenia.
Uwrażliwianie na molestowanie i wykorzystywanie sprawia, że coraz lepiej potrafimy rozpoznać profil potencjalnego sprawcy. Wprawdzie wielu wciąż uważa, że zawsze „tacy” byli wśród nas i jakoś to było, jednak ból ofiar coraz mocniej przebija się do świadomości społecznej. I dlatego owo myślenie „jakoś to było” staje się po prostu niemoralne. Zagrożenie jest realne i nie możemy zamykać na nie oczu.
Profil sprawcy
W związku z tym powstają jednak wątpliwości. Bo przecież to, że ktoś ma profil sprawcy, nie oznacza automatycznie, że jest winny. Nie powinniśmy napiętnowywać takich osób.
No, właśnie. Są trochę jak te drony, które latają nad naszymi głowami. Zakładamy, że są niegroźne. A jednak są groźne, bo nie wiadomo, czy i kiedy nadlecą z ładunkiem wybuchowym. Zatem chyba jednak powinniśmy je strącać (oczywiście lepiej za pomocą broni strzeleckiej a nie horrendalnie drogich rakiet).
Ktoś powie, że to jednak „dmuchanie na zimne”. Być może. Ale przecież „dmuchanie na zimne” to pozytywne stwierdzenie. Tak jest lepiej, niż poparzyć się przez nieuwagę Albo przez przyzwyczajenie, że zawsze „jakoś to było”.
A na co powinniśmy dmuchać? Co uznać za profil sprawcy? To temat na dużą książkę. Ale może warto zwrócić uwagę na to, co w sferze duchowej jest takim niebem, na którym pojawia się coraz więcej być może nieuzbrojonych dronów. Czy nie żyjemy w środowisku, w którym powoli gęstnieje atmosfera, która (jak gotowanie żaby) nabiera pozorów normalności? Co grozi tym, że w pewnym momencie, wykorzystując nasz brak uwagi, zbrodnia nas zaskoczy?
Lepiej się nie kłócić
Przykładem jest nasza reakcja na tyrana. Obecność Putina na naszej granicy jest już normalką. To, że tyran nie liczy się z prawem, że nie szanuje ludzkiego życia, że wydaje mu się, iż wszystko mu wolno – już nas nie dziwi. Przestajemy go nawet obwiniać, bo uważamy, że to nic nie da. On i tak się nie zmieni. Zatem szukamy winnych gdzie indziej, nawet wśród jego ofiar. Na przykład dlatego, że bronią się nieefektywnie lub poddają się.
I wśród nas mamy ludzi, którzy ośmieszają reguły ochrony nieletnich, lekceważą zasady towarzyszenia duchowego, wyszydzają prawo szkolne, kościelne, unijne i w zasadzie wszelkie ograniczenia – w imię wolności. A tak naprawdę samowoli. To jak propaganda Putina rezerwującego sobie prawo do ludobójstwa. Tak tworzą poczucie, że w zasadzie nie ma sensu zwracać im uwagi czy żądać przestrzegania jakiś reguł. A właśnie takie „milczenie” jest odczytywane jako przyzwolenie. To jakbyśmy powiedzieli: „Cóż złego w tym, że nieuzbrojone bezzałogowce polatają sobie trochę nad nami? Nawet nielegalnie. Lepiej się o nie nie kłócić.”
Nie twierdzę, że prawo jest doskonałe. Wymaga ulepszania. Trzeba mądrze podchodzić do przepisów. Życiowo. Ale odrzucanie prawa z definicji, bo „unijne”, tworzenie atmosfery ignorowania go, ośmieszania, a nawet potępiania to poważny grzech. To uchylanie furtki dla przestępców. Dla początkowo zimnych drani, a potem już nie takich zimnych. I niestety stajemy się współwinni temu grzechowi, jeśli kładziemy uszy po sobie i nie reagujemy, kiedy ktoś w naszej obecności buduje atmosferę lekceważenia dla ochrony potencjalnych ofiar przemocy… również duchowej.
***
Sięgnij do innych tekstów autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

ur. w 1964, jezuita, były redaktor naczelny kwartalnika „Życie Duchowe”, publicysta.
