Wiarygodność

Na której wiarygodności powinno bardziej zależeć Episkopatowi, gdy prezentuje właśnie tę komisję? Do jakich ludzi przede wszystkim się zwraca?

Prymas Polak był wiarygodny dla wielu środowisk, a zwłaszcza dla najbardziej zainteresowanych działalnością powstającej komisji, czyli dla wykorzystanych w Kościele. Teraz, gdy zastąpił go inny biskup, rodzi się wrażenie, że Episkopatowi nie zależy na wiarygodności. Treść komunikatu z posiedzenia KEP w Katowicach jest też na tyle nic nie mówiąca, że nie widać w niej jakiejś próby zminimalizowania szkód wizerunkowych.

Czy to możliwe, by KEP-owi nie zależało na wiarygodności? Wydaje się, że to absurdalna teza. A jednak musimy sobie zdać sprawę z tego, że żyjemy w czasach takiego spolaryzowania społeczeństwa, również wewnątrz Kościoła, że poczucie wiarygodności coraz mniej zależy od dotrzymywania słowa. Bardziej od tego, po której stronie barykady się stoi. Jeśli po naszej, to dajemy bardzo duży kredyt zaufania. A jeżeli po stronie „tamtych”, to każdy argument jest z góry wysoce podejrzany.

Czy na to liczy Episkopat? Że cokolwiek zrobi, to i tak ma „twardy elektorat”, który się nie zmieni. Ani nie zyska, ani nie straci na tym, jak jest postrzegany, bo owo postrzeganie jest zabetonowane.

Jak jest naprawdę?

Może i tak jest. Ale doświadczenie ostatnich lat uczy nas, że sporo ludzi, w tym ci którzy oddziaływują na opinię publiczną, potrafiło „nawrócić się” pod wpływem tego, co dzieje się wobec ofiar wykorzystania seksualnego. Nie wyrzekając się swoich pryncypiów moralnych, zaczęli na serio krytykować wszelkie udawanie w tej sprawie, zamiatanie pod dywan i odkładanie rozwiązań „na wieczne nigdy”. Dlatego nie liczyłbym na to, że utrata wiarygodności na tym polu będzie znikoma. Zgorszenie instytucjonalną postawą wobec wykorzystanych seksualnie (zwłaszcza dzieci) ma większą moc niż inne zgorszenia.

I – co warto zaznaczyć – nie chodzi tu przede wszystkim o to, że znaleźli się przestępcy w Kościele. Bo od tego nie jest wolna żadna instytucja zajmująca się pracą z młodymi. Ale ludzie są wyczuleni na to, co z tym robi dana instytucja. Jakie środki podejmuje, by zapobiegać krzywdzeniu dzieci? Jak się uczy na błędach? Czy wprowadza adekwatne regulacje? Czy ściga tuszujących? A zwłaszcza, czy realnie podejmuje ten proces, czy tylko udaje? Od tego zależy jej wiarygodność.

Nowa twarz

Twarzą tych zmian w Kościele w Polsce jest Prymas Wojciech Polak. Po wielu sytuacjach, gdzie zwodzono ofiary, uciszano je lub próbowano zdyskredytować, niełatwo było wyrobić sobie w społeczeństwie taką pozycję, jaką on ma dzisiaj. Jest takim przedstawicielem Kościoła hierarchicznego, któremu ludzie ufają. Pokazał, że potrafi rozmawiać, wysłuchać a także, że nabrał odpowiednich kompetencji do współpracy z instytucjami, które pracują dla ochrony dzieci.

Pozbycie się takiego (unikalnego) człowieka, zabranie mu przewodniczenia „dopinaniu” obiecanej komisji budzi wiele wątpliwości. Po pierwsze, konstruowanie tej komisji dobiegało końca. Najprawdopodobniej rozpoczęłaby swoją działalność na jesieni tego roku. Poważną weryfikacją intencji KEP będzie to, czy i kiedy powstanie ona pod nowym kierownictwem. Odkładanie jej „na wieczne nigdy” zrujnuje resztki wiarygodności hierarchów. Po drugie, na następcę takiego autorytetu, jakim jest Prymas, potrzeba kogoś, kto już może się poszczycić opinią wiarygodnego w tej dziedzinie. Mam nadzieję, że pod tym kontem wybierano bp. Odera. 

Jest on znany z prowadzenia procesu kanonizacyjnego Jana Pawła II. Zatem zajmował się również oskarżeniami wobec papieża o to, że wiedział o pedofilach w sutannach, ale niewiele z tym zrobił. Pytano go wtedy (jako postulatora), na jakich przesłankach oparł swoje wnioski z dochodzenia. Teraz powstaje pytanie: po której stronie barykady zyskał wtedy wiarygodność? I w konsekwencji drugie: na której wiarygodności powinno bardziej zależeć Episkopatowi, gdy prezentuje właśnie tę komisję? Do jakich ludzi przede wszystkim się zwraca?

***

Sięgnij do innych tekstów autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.