Sprawiedliwość rozwodowa

Gdy już zaprzestaniemy walki o wspólne życie, to przynajmniej (w imię dotychczasowej miłości) postarajmy się o takie rozstanie, które będzie wyrazem wzajemnej troski.

Spadek liczby ślubów tłumaczymy tym, że młodzi nie chcą się wiązać na całe życie. Dotyczy to miejsca pracy i zamieszkania, a także partnera czy partnerki. Liczą się z ewentualną koniecznością rozstania. Bo coś może pójść nie tak. Albo po prostu nadejdzie czas na zmianę. Dlatego m.in. nie chcą ślubu, by nie wikłać się potem w rozwód. Nieraz noszą w sobie traumę związaną z „wojną” rozwodową własnych rodziców lub znajomych.

I zapewne obecne młode pokolenie ma większe trudności z planowaniem trwałych związków. Taki mamy klimat. Takie przykłady wokół.

Ale z drugiej strony najczęściej ludzie jednak chcą założyć szczęśliwą rodzinę i ufają, że nie będą porzuceni przez ukochaną osobę. Wtedy odrzucają ślub twierdząc, że jest im niepotrzebny do tworzenia rodziny. Ich trzyma razem miłość, a nie wspólnie podpisany dokument.

Ramy prawne

Wobec takiego nastawienia państwo próbuje stworzyć ramy prawne dla tzw. związków partnerskich. Chodzi o różne prawa, m.in. do informacji medycznej, do przysposobienia dzieci, ale również o obowiązki wynikające z tego, że de facto tworzy się rodzinę i wspólne gospodarstwo domowe.

I tutaj powstaje trochę przewrotne pytanie. Czy tacy ludzie mają prawo do rozwodu? To pytanie może wydać się dziwne, bo przecież chyba dlatego nie sformalizowali małżeństwa, by uniknąć ewentualnego rozwodu. A jednak (co zabrzmi jeszcze przewrotniej) jeśli się kochają, to powinni starać się o możliwość rozwodu. Dlaczego?

„Dzikie” rozstanie może być bardzo krzywdzące, zwłaszcza dla „słabszej” strony. Bez wyroku sądowego podział czy rozdział może być rażąco niesprawiedliwy. Może pozbawić partnerkę czy partnera nie tylko środków do życia materialnego, ale również emocjonalnego. Nie wspominając o krzywdzie potomstwa.

Dla miłości

Tego typu dylematy rozważano również w czasach Jezusa. Polemika dotycząca warunków rozstania ma swoje echo w Ewangeliach. Jezusa też pytano, co wystarczy by oddalić żonę? Bo wielu sądziło, iż zbyt łatwa procedura może powodować wielką krzywdę, zwłaszcza dla kobiet, które w ówczesnym społeczeństwie raczej były tą „słabszą” stroną. Nic dziwnego, że i obecnie trwa dyskusja na temat ułatwienia procedury rozwodowej. Chodzi o to, by jeśli jest obopólna zgoda małżonków, unikać procesu sądowego (generującego dodatkowe podziały) i sprawę załatwić polubownie. To jednak grozi „wymuszaniem” w zaciszu domowym warunków korzystniejszych dla silniejszej strony.

Tak czy inaczej, jeśli kochasz, to nie powinieneś wykluczać rozwodu. Wiem, że to brzmi wręcz obrazoburczo wobec wymagań małżeństwa sakramentalnego. Powinienem napisać, że jeśli kochasz, to wręcz powinieneś wykluczać możliwość rozwodu. I w większości przypadków takie jest założenie. Ludzie się kochają i nie chcą się rozwodzić. Ale patrząc wokół siebie widzą, że wielu się kochało, a jednak ich związek się rozpadł. Liczą się z taką ewentualnością.

Czy powinniśmy gorszyć się tym, że instytucje państwowe chcą zadbać o to, by takie rozstania dokonały się z zachowaniem elementarnej sprawiedliwości? I to niezależnie od tego, w jakim stopniu związek został sformalizowany. Ktoś powie, że to ograniczenie wolności. Ale czy w imię wolności mamy pozwalać na krzywdę?

Wyraz wzajemnej troski

Nie dziwmy się też przeciwnikom ułatwień w zrywaniu związków. Podobnie, jak to było za czasów Jezusa, boją się, że tak naprawdę będzie dochodziło do rozwodów zbyt wcześnie. To znaczy, gdy jeszcze nie doszło do rozkładu życia małżeńskiego, czyli de facto do śmierci małżeństwa. Gdy jeszcze mamy do czynienia tylko z kryzysem, przed którym nie należy uciekać w zbyt łatwą i prostą procedurę rozwodową. Bo wtedy może się okazać, że rzeczywiście, jak mówi Jezus w Ewangelii, oddalona kobieta jest narażona na cudzołóstwo, jako że jej poprzednie małżeństwo de facto wcale nie umarło.

Zadbanie o to, by rozwód był możliwy, to przygotowanie procedury, która może pomóc kochać, gdy o miłość będzie trudniej. Po prostu przewidujemy, że może dojść do takiej sytuacji, że zabraknie nam już tych uczuć, które nas do tej pory spajały. Gdy już zaprzestaniemy walki o wspólne życie, to przynajmniej (w imię dotychczasowej miłości) postarajmy się o takie rozstanie, które będzie wyrazem wzajemnej troski. Będzie wsłuchiwaniem się w „żądania”, czyli w to co każdy chce ze sobą zabrać. 

A w tym przydaje się jakiś moderator procesu, a być może nawet arbiter.

***

Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.