Nie chodzi o irytację. A niech się irytują! Ale o prawdziwą szkodę. Bo swoim szemraniem mogą zaszkodzić spotkaniu religii z kulturą, spotkaniu niepraktykujących z niezwykłą atmosferą wiary.
W kościele świętego Józefa w Zabrzu kręcą film. Jest to duża produkcja hollywoodzka. Ponoć za sto milionów dolarów. Lub coś takiego. Z tego powodu zamknięto kościół na dwa tygodnie (choć krypta była, zdaje się, dostępna). Mszę świętą w niedzielę odprawiono – jak się należy – pod krzyżem koło kościoła. Znaleźli się jednak tacy, którym się to nie spodobało. Rozumiem nieufny dystans do kapitału amerykańskiego. Ale użyta argumentacja wskazuje, że wielu z nich nie zna tego kościoła. Nie wiedzą, z jaką perełką architektury sakralnej mamy do czynienia. A szkoda, bo ten plener filmowy jest właśnie okazją, by dowiedziano się o tym niesamowitym kościele. Powinniśmy się cieszyć, a nie narzekać.
To trzeba zobaczyć
Papież Leon napisał encyklikę o sztucznej inteligencji. Nie odkrył Ameryki. Wiele ciekawych rzeczy napisał. Ale to, co jest tam wprost o AI, można znaleźć także u innych autorów. Jednak autorzy ci są raczej niszowi. Natomiast papież to znana marka światowa, stąd jego słowa dużo więcej ludzi przeczyta i skomentuje, niż owych fachowców.
Podobnie – choć do kościoła św. Józefa w Zabrzu zaglądało sporo ludzi, tym bardziej że był otwarty w ciągu dnia – to jednak owo „sporo” w porównaniu z tym, co się teraz dzieje, to ułamek zainteresowania. A jeżeli jeszcze wyobrazimy sobie, ilu ludzi na całym świecie zobaczy ten kościół oglądając film, to mówimy już o zupełnie innym wymiarze. Pogardzanie takim nagłośnieniem pachnie resentymentem.
Rozumiem, że ludzie nie ufają wielkiemu kapitałowi hollywoodzkiemu. Rozumiem, że się obawiają, iż kościół zostanie wykorzystany do ujęć mało religijnych. Choć pierwsza odsłona „Nieśmiertelnego” (z 1986) wskazuje na zmagania także z fundamentalnie religijnymi pytaniami. Podobnie zresztą obsada realizowanego po czterdziestu latach sequela. Oskarża się też włodarzy kościoła o interesowność, a nawet o to, że za zbyt małe pieniądze wypożyczają kościół. No bo ponoć stawką jest tylko jeden witraż. Ale kto był w tym kościele, wie, że tam witraże są przeogromne. Nie wszystkie zdołano zrobić przed wojną. A po wojnie ówczesny proboszcz zbierał na nie pieniądze w Polsce i w Niemczech. Zażyczył też sobie, by na jego pogrzebie nie było kwiatów, lecz by ludzie zrzucili się na witraże. One wypełniają światłem architekturę tej świątyni i opowiadają o sakramentach. Ale to trzeba zobaczyć.
Zachęta do nieoczywistego
Jestem przekonany, że warto obejrzeć też film, bo najprawdopodobniej zostaną w nim wykorzystane te zakamarki kościoła, które nie są widoczne na pierwszy rzut oka. Sporo z wchodzących do kościoła nie wie, że warto zajrzeć za i pod prezbiterium, by podziwiać niesamowite perspektywy przypominające, tak mi się przynajmniej wydaje, wieżę biblioteki z „Imienia Róży” Umberto Eco (film również z 1986, tak jak „Nieśmiertelny”). A może fragmenty Koloseum? Film, jeśli pokaże te niesamowite linie i łuki, zachęci do dogłębniejszego zwiedzania. I co ważne zachęci również tych, którzy normalnie nie chodzą do kościoła, a na hasło „odwiedź kościół w Zabrzu” zazwyczaj wzruszają ramionami. A o zachętę do nieoczywistego chyba nam właśnie chodzi.
Warto też pamiętać, że aby włodarze kościoła zgodzili się na wykorzystanie jego wnętrz do nagrania, mają obowiązek zapoznać się z przekazem filmu. A jeżeli chodzi o zamieszanie, to przecież profesjonalne transmisje z nawet bardzo pobożnych koncertów wymagają oddania świątyni w ręce ekipy technicznej. Mimo to proboszcz lub kustosz sanktuarium jest zainteresowany taką promocją. I to jak!
Trochę kultury nie zaszkodzi
W tych wszystkich obawach jakoś pobrzmiewa niechęć do kulturoznawstwa. A w zasadzie do łączenia z nim kwestii wiary. Podczas dyskusji o nauczaniu religii w szkole dochodzi do głosu lęk, że jeśli ucząc korzystania z kultury będziemy nawiązywać do tradycji chrześcijańskiej, to wypchniemy ze szkoły katechezę. Bo już tam będzie pod inną postacią.
To moim zdaniem niepotrzebne napięcie przynosi negatywne emocje wobec hollywoodzkiej promocji niesamowitej perełki architektury modernistycznej, a równocześnie sakralnej, jaką jest świątynia w Zabrzu. Ta unikatowa na skalę całego kraju realizacja pokazuje, jak to, co stare, można inspirującą łączyć się z tym, co nowe. Autorzy filmu chcą, by ten modernistyczny kościół z 1931 roku zagrał starożytną budowlę rzymską! Paradoks? Niekoniecznie. Wystarczy zagłębić się w jego wnętrze.
Nikomu nie zaszkodzi trochę kultury. A może nie trochę, lecz naprawdę sporo kultury, która może zaskakiwać, lecz i inspirować. A przede wszystkim skłaniać, nawet tych, co dawno już do kościoła nie zaglądali, do duchowych wzlotów – indywidualnych oraz liturgicznych.
Foto: Andrzej Otrębski, CC BY-SA 4.0, via Wikimedia Commons
***
Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

ur. w 1964, jezuita, były redaktor naczelny kwartalnika „Życie Duchowe”, publicysta.
