Przemocowość

Ludzie oburzają się na działania przemocowe. I słusznie. W ten sposób się przed nimi bronią. I nie chodzi tylko o przemoc fizyczną. Nieraz chodzi o uzurpację.

Ateizm zaczął się zadomawiać w nowożytności zasadniczo po okresie intensywnych wojen religijnych, których zwieńczeniem była długa i krwawa wojna trzydziestoletnia. Gorszyła jednak nie tylko przemoc. Nie tylko morze krwi przelanej w imię konfliktów religijnych oddalało od Boga. Była to także epoka religii przemocowej, choć niekoniecznie krwawej. Mianowicie, aby powstrzymać zabijanie wymyślono zasadę zmuszającą ludzi do przyjęcia wyznania swojego władcy. Reguła „Cuius regio, eius religio” (Czyja władza, tego religia) nie szanowała wolności religijnej. W konsekwencji gwałciła ludzkie sumienie. To władca narzucał swoje wyznanie poddanym. To jest przemocowe, choć w założeniu miało strzec przed przemocą. I na dłuższą metę doprowadziło do zobojętnienia religijnego.

„Cnotliwa” przemoc

Ostatnio w środowisku katolickim coraz częściej zauważa się przemocowość okładek „Gościa Niedzielnego”. Ale nie chodzi tylko o to, że używa się na nich elementów militarnych. Przecież nie zawsze wizerunek miecza, czołgu czy rakiety, a coraz częściej drona, musi oznaczać przemoc psychiczną wobec patrzącego. Choć nadużywanie ich w kontekście religijnym może prowadzić do odrzucenia religii jako potencjalnego źródła zniszczenia. Natomiast przekaz – nawet bardzo „cnotliwy” w warstwie słownej i obrazowej – może być silnie przemocowy, gdy weźmie się pod uwagę kontekst, czyli to, do czego pije, co aluzyjnie sugeruje czytelnikowi. 

Wezwanie do nawrócenia Ukrainy, okraszone świeczkami i ikonami, przypomina intencję zamówionej Mszy św. o nawrócenie synowej (lub teściowej) i to tak, by ona była w kościele, gdy ksiądz tę intencję przeczyta wobec parafian. Czy taka „synowa” nie jest wtedy poddana presji? I czy nie zniechęci to jej do udziału w Eucharystii?

W kontekście politycznego sporu (w tym wypadku o przyczyny rzezi wołyńskiej), żeby zachować się po chrześcijańsku trzeba by nawiązać do sławnego „przebaczamy i prosimy o przebaczenie”. I tak zrobili kardynałowie polscy i ukraińscy na konsystorzu w Rzymie. Zresztą owa sławna biskupia korespondencja polsko-niemiecka z roku 1965 również powstała w Rzymie podczas wspólnych obrad Soborowych.

A zatem, żeby ta okładka nie była przemocowa, wezwanie do nawrócenia powinno być skierowane również we własne piersi. Polskie. Inaczej ignoruje ewangeliczną drogę rozpoczynającą się od belki we własnym oku, zanim zabierzemy się za drzazgę w cudzym. Być może jest to zbyt dosadny obraz? Ale dobrze oddaje zagrożenia jakie niesie w sobie wzywanie do tylko jednostronnego nawrócenia, które tak naprawdę ma na celu napiętnowanie. Bo wyobraźmy sobie, jak się czuje człowiek, któremu chce oczyścić oko ktoś, kto ma belkę we własnym. Czy to nie jest sytuacja przemocowa? Czy od niej odruchowo nie uciekamy?

Prawo, którego się nie posiada

Wzywanie do nawrócenia może skutecznie przepędzać ludzi z kościołów, gdy nie ma tam miejsca na wysłuchanie wszystkich racji, historii, zranień i obaw jakie doprowadziły człowiek do jego niewesołej sytuacji. Działanie na ślepo (z belką w oku) tylko irytuje, bo nie bierze pod uwagę przyczyn tragedii. Działanie bez zrozumienia przyczyn jest jak leczenie bez postawienia diagnozy. To woluntaryzm, który też jest przemocowy. Bo chcemy kogoś lub siebie zmienić na siłę, ignorując przyczyny błędu.

Ludzie oburzają się na działania przemocowe. I słusznie. W ten sposób się przed nimi bronią. I naprawdę nie chodzi tylko o przemoc fizyczną. Nieraz chodzi o uzurpację. Ktoś daje sobie prawo, którego nie posiada. Twierdzi, że ma prawo do mojego majątku, do władzy nade mną, do odebrania mi wolności itp. Przywłaszcza sobie kompetencje, których nikt mu nie nadał. Uznajemy to za zamach. Bo to jest przemocowe.

Nawet w sporcie ostatnio Trump doprowadził do anulowania konsekwencji czerwonej kartki otrzymanej przez amerykańskiego piłkarza. Wywołało to powszechne oburzenie. Bo, jakim prawem? Inni tego nie mogą. Na tym polega równość wszystkich uczestników gry. I to też była przemocowość, choć tym razem do nikogo nie strzelał. 

W Kościele (i nie tylko) przestępstwo wykorzystania bierze się z przemocy, choć nie zawsze fizycznej. Wystarczy pozycja, funkcja, aura dająca poczucie dominowania. A ono służy do zamykania ust tym, którzy chcieliby się poskarżyć na niesprawiedliwość. Albo na krzywdzące sugestie, że to oni są wszystkiemu winni.

***

Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.