„Światem zaczęły rządzić potwory” – tak miał powiedzieć, według Agnieszki Holland, jeden z bohaterów jej filmu „Obywatel Jones”. Chodziło o czas przed II Wojną Światową. Wtedy poszczególne kraje zaczęły wybierać sobie koalicje tak, by po wojnie znaleźć się w obozie zwycięzców. Pół biedy, gdy kierowały się potencjałem gospodarczym. Niestety, trzeba było też wybierać między Hitlerem a Stalinem. A to oznaczało sojusz z potworem posługującym się obozami masowej zagłady, reedukacją za pomocą tortur, pogardą dla wolności i praw obywatelskich i w ogóle demokracji.
Wybory nie były wcale tak oczywiste, jak się nam teraz wydaje. Wystarczy przytoczyć historię polskiego obozu koncentracyjnego. Tak, tak, polskiego. To nie lapsus Obamy. Wprawdzie słusznie oburzaliśmy się na ówczesną administrację USA, że dopuściła do takiego sformułowania – Oświęcim, Majdanek czy Treblinka co prawda leżały na terenie okupowanej Polski, ale jednak były prowadzone przez okupanta i nie zależały od nas. I chodziło tu o obozy masowej zagłady. Jednak z naszej pamięci historycznej wymazaliśmy Berezę Kartuską. A ona powstała w 1934 r., a zatem w czasie, gdy Polska była w pełni suwerenna. Nie wtedy, gdy zależała od III Rzeszy czy Rosji Sowieckiej.
Zainspirowani
Był to okres zbliżenia między Polską a Niemcami, zaraz po dojściu Hitlera do władzy. Naszych dygnitarzy odwiedzili hitlerowscy notable. Zachwalali Dachau jako środek reedukacji, zastraszenia opozycji, odizolowania elementów niepożądanych. Nasi sanacyjni bonzowie pobiegli z tym pomysłem do Piłsudskiego, a ten nakazał prezydentowi i tak powstał nasz polski odpowiednik obozu koncentracyjnego w Dachau. Zamach na ministra spraw wewnętrznych był już tylko wygodnym pretekstem do ustalenia daty jego otwarcia. To nie był obóz zagłady (zresztą tak jak i Dachau w swoim wczesnym okresie). Nie chodziło o zabijanie osadzonych. Ale stosowano tortury, psychiczne i fizyczne. Ekstremalne poniżanie i bicie było na porządku dziennym. Spodziewano się, że takie traktowanie zmieni uwięzionych oraz zastraszy ich potencjalnych naśladowców.
To nie było więzienie. Tam nie kierował sąd wydający wyrok. Tam trafiało się na mocy decyzji administracyjnej, bez możliwości apelacji. Na trzy miesiące. Z możliwością przedłużenia, jeśli uznano, że tortury nie spełniły jeszcze swojego zadania. Do 17 września 1939 r., gdy strażnicy opuścili swoje stanowiska i uciekli, trafiali tam najróżniejsi przeciwnicy Sanacji. Od prawa do lewa. A nawet zasadniczo popierający rząd publicyści, którzy jednak odważyli się na krytyczne wobec władzy teksty. W Berezie Kartuskiej zmarło stosunkowo mało osób. Natomiast bardzo dużo wkrótce po jej opuszczeniu. Katowanie (psychiczne i fizyczne) w jej murach przyczyniło się do przedwczesnych zgonów.
Był jeszcze inny efekt owego „nawracania” przez tortury, na który warto zwrócić uwagę. Mianowicie „wychowano” tam późniejszych oprawców. Przez Berezę przeszli szefowie ubeckich katowni, a także (o czym staramy się nie pamiętać) jedni z głównych organizatorów Rzezi wołyńskiej.
By nie hodować potworów
Historia bywa skomplikowana. Lecz jeśli chcemy się z niej czegoś nauczyć nie wystarczy potępić obecne główne potwory polityki światowej. Trzeba czuwać, bo my też możemy stać się potworami. A nawet wyhodować potwory, jak to opisał wspomniany bohater, czyli Orwell w swoim „Folwarku zwierzęcym”.
Czy przy wyborach politycznych, na przykład między Chinami a USA, patrzymy na ich podejście do tortur? To znaczy, czy używają ich „tylko” do wydobywania istotnych informacji, czy też stosują do „reedukacji” całych narodów poprzez ich zastraszanie? Bo chyba jednak wzdrygamy się na myśl, że co prawda może i będziemy w obozie zwycięzcy, ale w obozie koncentracyjnym.
A gdy słyszymy przemoc za ścianą, kiedy decydujemy się na interwencję, na protest lub wezwanie policji? Do jakiego rodzaju tortur musi dojść? A relacje przy kościołach, we wspólnotach, w placówkach wychowawczych? Wychowanie przez zastraszenie powinno być eliminowane. Czy jednak jest? Ileż jeszcze lekceważenia wobec „reedukacji” przez poniżanie i bicie!
A potem zdumiewamy się, że „zaczynają rządzić potwory”.
***
Sięgnij do innych tekstów autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

ur. w 1964, jezuita, były redaktor naczelny kwartalnika „Życie Duchowe”, publicysta.
