Jednym z ulubionych motywów kaznodziejów lub publicystów katolickich w początkowym okresie Wielkiego Postu jest zwracanie uwagi na to, że post to nie dieta. Jest to sposób na krytykowanie współczesności. Z jednej strony mamy do czynienia ze starym, dobrym odmawianiem sobie pewnych potraw, zwłaszcza mięsa. Z drugiej – przeciwstawiamy temu postowi podejrzaną nowinkę, jaką jest odmawianie sobie pewnych potraw, zwłaszcza mięsa.
Konkurowanie na formy owych wyrzeczeń jest nie tylko śmieszne, ale też ryzykowne. Obecnie zalecane posty kościelne zazwyczaj mniej intrygują niż diety, którymi ludzie się „katują”. Choć nie zawsze tak bywało. Wystarczy wspomnieć opisy żywotów świętych poddających się głodówkom, żywiących się tylko chlebem i wodą lub samą Komunią świętą. Jednak w zawodach na zaskarbienie sobie fascynacji tłumów w tej materii duchowieństwo raczej przegrywa z dietetykami. Przynajmniej obecnie.
Różnice w motywacji
Zatem zwraca się uwagę na różnice w motywacji. I słusznie. Bo przecież o tym właśnie Pan Jezus mówił, gdy potępiał poszczenie na pokaz. Jednak nie możemy zapominać, że choć post i dieta to użyteczne instrumenty, ale – jako narzędzia – są one drugorzędne. I na tym poziomie różnice między postem a dietą nie są znowu tak wielkie.
W obu przypadkach, choć się „katujemy”, to możemy się przyzwyczaić do różnych wyrzeczeń i nawet je polubić. Bywa, że ludzie się nimi chełpią i uważają się za lepszych od „rozpasanych”. Mogą też karmić własne cierpiętnictwo i czuć się „szlachetniej” jako ofiary społecznej presji. Ale, co istotniejsze, w obu przypadkach szukamy wolności. Chcemy uwolnić się od ograniczeń. Pragniemy, by nasze ciało było nam posłuszne. By było użytecznym narzędziem, a nie przeszkodą.
Pozostaje pytanie, po co nam owo „wyćwiczenie” ciała? O jaką dyscyplinę „sportu” chodzi? Tu rzeczywiście możemy wskazać istotne różnice. Na przykład między dobrostanem, a zdolnością do trudnego zaangażowania się na rzecz potrzebujących naszej pomocy. Sęk w tym jednak, że dylematy mamy podobne. Poszukiwanie właściwej motywacji nie jest zarezerwowane tylko dla postu. On nawet bardziej jest narażony na „ślepotę”, skoro ma otoczkę sakralną i tożsamościową, a zatem w oczach wielu nie podlega krytycznemu myśleniu. Przecież skoro post jest święty i „my” od wieków mamy go w takiej a nie innej formie, to nie ma się nad czym zastanawiać. Natomiast zabranie się za dietę, choć może być motywowane modą, to jednak zazwyczaj ma motywację bardziej jawną. Nie oszukujemy się. Chodzi nam o zdrowie, o atrakcyjny wygląd, o niezabijanie różnych stworzeń itp. A dopiero w następnym kroku zastanawiamy się, po co nam owo zdrowie czy wygląd.
Nie przeszkadzać
Taka świadomość jest bardzo ignacjańska. Św. Ignacy z Loyoli m.in. w swoich regułach o jedzeniu zwraca uwagę na naszą wolność (zwaną też obojętnością wobec tego co stworzone). Jest ona potrzebna do robienia tego, czego chcemy. Umartwienie nie powinno nam przeszkadzać czy uniemożliwiać zaangażowania. Zachowywanie postów i podobnych praktyk nie jest celem samym w sobie i tym bardziej nie ma być usprawiedliwieniem dla „nic nierobienia”. Trochę to przypomina podejście do diety sportowca.
Post i dieta towarzyszą nam od wieków. Wystarczy wspomnieć o diecie gladiatorów wpływającą na ich „rzeźbę”, jakże istotną na arenie. Mają wymiar indywidualny, ale i wspólnotowy. I choć w dobie globalizacji o to coraz trudniej, to służą m.in. identyfikacji kulturowej. Stąd łatwo o łudzenie się. Dlatego Jezus wzywa, by pościć w ukryciu.
Potrzebujemy walki z grożącą nam obłudą faryzejską. Zatem zamiast przeciwstawiać sobie post i dietę, lepiej chyba pozwolić, by zdobycze dietetyki uczyły nasz post. I nie chodzi tylko o ważną i konkretną wiedzę na temat zależności przyczynowo-skutkowych między tym, ile i co jemy a zmianami w naszych organizmach, lecz także po prostu o wrażliwość na wymiar psychosomatyczny.
Bo jeśli chodzi nam przede wszystkim o spotkanie z Bogiem, to nie zapominajmy, iż On sam mówi, że spotykamy Go w Jego siostrach i braciach najmniejszych. A ociężałość ciała prowadzi do ociężałości ducha, która przytępia wrażliwość i ochotę na to, by odwiedzić, nakarmić, napoić, odziać, pojednać tych, od których nas nieraz odrzuca.
***
Sięgnij do innych tekstów autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

ur. w 1964, jezuita, były redaktor naczelny kwartalnika „Życie Duchowe”, publicysta.
