Po co takie zmiany?

Która z ofiar będzie chciała zeznawać wobec gremium, które zależy od tego, kto jest stroną, kto sam ją wykorzystał lub owo przestępstwo zamiatał pod dywan? 

Z listu ks. Grzegorza Strzelczyka o Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele katolickim w Polsce (tej nowej, pod przewodnictwem bp. Odera) dowiadujemy się o zmianach wobec starej komisji, której przewodniczył Prymas abp Polak. Co najmniej dziwne okoliczności zmiany przez KEP przewodniczącego wzbudziły wiele podejrzeń co do celu tego manewru. Uspakajano nas. Biskup gliwicki osobiście próbował przekonać, że tak będzie lepiej. Natomiast kard. Ryś powołał wtedy odrębną komisję w swojej (jeszcze wtedy) łódzkiej diecezji. To była poważna lampka ostrzegawcza. A obecnie czytamy się o zmianach, które potwierdzają najgorsze obawy.

Okazuje się, że:

Teraz trzeba natychmiast informować przełożonego/ przełożoną badanej osoby i on/ ona nawet, gdy może chodzić o jego/ jej zaniedbania, ma prawo z własnej inicjatywy występować przed Komisją i w ten sposób też wywierać presję na osoby pokrzywdzone. Nie zostawia się Komisji czasu na spokojne badanie. A taki czas ma np. prokuratura zanim postawi zarzuty. Utrudnia to m.in. mataczenie.

*

Przedtem istniał obowiązek współpracy i przekazywania informacji. Teraz stoi w tekście: „Komisja nie ma prawa wzywania… Nikt nie może zostać zobowiązany do stawiennictwa ani do udzielenia pisemnej odpowiedzi”.

*

Wobec starej Komisji istniał obowiązek rzetelnego przekazywania danych. Była ona dopuszczona do archiwów, „nie wyłączając archiwów tajnych”. Teraz dostęp uzależniony jest od jednostkowych porozumień z podmiotami kościelnymi. Zapisy nie określają jasno zobowiązań tych podmiotów. Kwerendy dokonują jedynie archiwiści diecezjalni/ zakonni. A zatem mogą powiedzieć, że nie mogą znaleźć tego, czego Komisja szuka. Brakuje wprost gwarancji dostępu do archiwów tajnych.

Było zobowiązanie do tajemnicy urzędowej po stronie członków Komisji, co umożliwia przełożonym udostępnienie dokumentów objętych taką tajemnicą. A teraz dziwnym trafem jest tylko ogólne oświadczenia o poufności, bez klauzuli ułatwiającej dostęp do materiałów tajnych. To otwiera pole do odmowy dostępu do materiałów objętych jakąkolwiek tajemnicą.

*

Nie można już badać przestępstw popełnionych poza granicami naszego kraju.

*

Ograniczono możliwość współpracy z organizacjami pozarządowymi. A przecież to one mają sporo doświadczeń w pomaganiu ofiarom. Do tego wiadomo, że ofiary wykorzystania w Kościele zwracają się o pomoc raczej do organizacji, o których nie zawsze można powiedzieć, że ich „zasady działania nie stoją w sprzeczności z ideami chrześcijańskimi”. A taką klauzulę wstawiono – i to bez podania, kto i jak miałby ją weryfikować. A zatem nie każdy świadek może świadczyć przed Komisją.

*

Przedtem polecenia komisji wydawał tylko jej przewodniczący. Teraz mamy nowego przewodniczącego biskupa gliwickiego, który zasłynął m.in. z dość radykalnego porządkowania finansowych relacji między kurią a proboszczami. Stąd jakoś nie dziwi, że obecne zasady pracy Komisji przewidują powołanie jeszcze Komisji Rewizyjnej, z kompetencjami kontrolnymi wobec finansów, co otwiera możliwość ingerencji w działania Komisji.

*

Czas pracy komisji jest dalej nieoznaczony. Ale jakoś tak niekonsekwentnie pojawił się ograniczony do trzech lat czas na przedstawienie raportu. A zatem gonienie czasu może „usprawiedliwiać” pewne pominięcia. Tym bardziej, że obok osób skrzywdzonych dodano „osoby skrzywdzone bezpodstawnymi oskarżeniami”. To tak rozszerza zakres prac, że z pewnością nie będzie czasu na wszystko a do tego naraża na „rozmycie priorytetu dobra pokrzywdzonych i celów badawczych”. Wręcz rodzi się obawa, że dostaniemy raport o cierpieniach podejrzanych i ich przełożonych, a nie o ofiarach wykorzystania seksualnego. Co oczywiście nie oznacza, że przypadki fałszywych oskarżeń nie zasługują na osobne opracowanie.

*

A na koniec wisienka na torcie. Dyrektor programowy Laboratorium „Więzi”, współtwórca Inicjatywy „Zranieni w Kościele”, redaktor Nosowski napisał: „Nie może przecież być dziełem przypadku, że znikają w nowym projekcie takie konkretne rozwiązania, jak możliwość wezwania biskupa do złożenia wyjaśnień przed komisją czy całkowity zakaz niszczenia dokumentacji komisji po zakończeniu jej prac. Samo się to tak nie zmieniło…”

Celowe zmiany

Samo się nie wykreśliło. To były celowe zmiany. Zatem, po co one? Wygląda na to, że chronią interes arcykapłanów, czyli ordynariuszy (biskupów i prowincjałów). Pozwalają im wpływać na działania Komisji. Utrudniać. Izolować ją od źródeł. A przede wszystkim zbudować powszechne przeświadczenie, że ona nie jest niezależna. Przecież nie jesteśmy głupi i dostrzeżemy ową zależność.

Po co to? Dlaczego wcale nie chodzi o ukrywanie zależności? Postawmy się na miejscu ofiar wykorzystania seksualnego. Która z nich będzie chciała zeznawać wobec gremium, które zależy od tego, kto jest stroną, kto sam ją wykorzystał lub owo przestępstwo zamiatał pod dywan? 

***

Sięgnij do innych tekstów autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.