Pasterz heroiczny

Ludzkie sumienia formuje się też stawiając ludzi wobec trudnych wyborów. Czy prawdziwy wychowawca powinien oszczędzać wychowankom „piekła etycznego”?

Dobry pasterz to przywódca. My nie za bardzo chcemy przewodzić. Brzydzimy się tego trochę. Nie jest to wygodne. Pachnie nam polityką. Uważamy, że to nie dla nas. Dlatego trudno się dziwić naszej reakcji na słowa papieża Franciszka o tym, że polityka to najwyższa forma miłości. Takie sformułowanie wydaje nam się wręcz niestosowne.

A jednak, skoro tak reagujemy, to znaczy, że coś w tym jest. Uprawianie polityki jest dla wielu porządnych ludzi narażaniem się na poważne nieprzyjemności. Przyjaciele mogą na nas dziwnie patrzeć. Możemy ich stracić, bo zaczną nas brać za karierowiczów. Sięganie po władzę – czy to polityczną, może we wspólnocie, a nawet w rodzinie – to również wchodzenie w dynamikę rozstrzygania. A zatem i decydowania – na czyjąś korzyść lub niekorzyść. A to prawie zawsze się komuś nie podoba.

Rozetnijcie je!

Przypomina się scena z sądu króla Salomona w sprawie dwóch kobiet spierających się przed nim o dziecko:

Potem dwie nierządnice przyszły do króla i stanęły przed nim. Jedna z kobiet powiedziała: «Litości, panie mój! Ja i ta kobieta mieszkamy w jednym domu. Ja porodziłam, kiedy ona była w domu. A trzeciego dnia po moim porodzie ta kobieta również porodziła. Byłyśmy razem. Nikogo innego z nami w domu nie było, tylko my obydwie. Syn tej kobiety zmarł w nocy, bo położyła się na nim. Wtedy pośród nocy wstała i zabrała mojego syna od mego boku, kiedy twoja służebnica spała, i przyłożyła go do swoich piersi, położywszy przy mnie swego syna zmarłego. Kiedy rano wstałam, aby nakarmić mojego syna, patrzę, a oto on martwy! Gdy mu się przyjrzałam przy świetle, rozpoznałam, że to nie był mój syn, którego urodziłam». Na to odparła druga kobieta: «Wcale nie, bo mój syn żyje, a twój syn zmarł». Tamta zaś mówi: «Właśnie że nie, bo twój syn zmarł, a mój syn żyje». I tak wykrzykiwały wobec króla. Wówczas król powiedział: «Ta mówi: To mój syn żyje, a twój syn zmarł; tamta zaś mówi: Nie, bo twój syn zmarł, a mój syn żyje». Następnie król rzekł: «Przynieście mi miecz!» Niebawem przyniesiono miecz królowi. A wtedy król rozkazał: «Rozetnijcie to żywe dziecko na dwoje i dajcie połowę jednej i połowę drugiej!» Wówczas kobietę, której syn był żywy, zdjęła litość nad swoim synem i zawołała: «Litości, panie mój! Niech dadzą jej dziecko żywe, abyście tylko go nie zabijali!» Tamta zaś mówiła: «Niech nie będzie ani moje, ani twoje! Rozetnijcie!» Na to król zabrał głos i powiedział: «Dajcie tamtej to żywe dziecko i nie zabijajcie go! Ona jest jego matką». Kiedy o tym wyroku sądowym króla dowiedział się cały Izrael, czcił króla, bo przekonał się, że jest obdarzony mądrością Bożą do sprawowania sądów. (1 Krl 3,16-28)

Salomon nie krzyknął „A dajcie mi święty spokój!”. Nie zrzucił z siebie brzemienia władzy sądowniczej. Ale nie tylko to jest dla nas wzorem (czy bardziej: wezwaniem, by jednak nie uciekać od przewodzenia). W tej historii trzeba również zauważyć, iż król w ową rozstrzygającą sentencję zaangażował obie kobiety. To ich postawa pozwoliła rozstrzygnąć sprawę tak, że wyrok zadziwił wszystkich swoją mądrością. Prawdziwy przywódca, dobry pasterz, wsłuchuje się w głos owieczek. Dlatego, jak mówił papież Franciszek, idzie nie tylko na czele stada, ale też w środku. A nawet na końcu wśród najsłabszych.

Ta historia mówi też o podejmowaniu ryzyka przez przywódcę wtedy, gdy zdaje się na głos „ludu”. Heroicznie zaryzykował swój autorytet, bo mógł wyjść na mordercę. Obie kobiety mogły się zaciąć w swoim uporze, byleby nie ustąpić tej drugiej. Nie tylko ta, której dziecko umarło, ale i ta, której żyło, a przecież nie chciała, by dostało się jej rywalce. Mogłoby się skończyć na przecięciu niemowlaka.

Wobec trudnych wyborów

Ludzkie sumienia formuje się też stawiając ludzi wobec trudnych wyborów. Czy prawdziwy wychowawca powinien oszczędzać wychowankom „piekła etycznego”? Czyli sytuacji, w której każde wyjście jest groźne i może przynieść niespodziewane rezultaty.

My może wolelibyśmy pasterza, który będzie dawał proste instrukcje i poprzez rozkazy zdejmował z naszych barków odpowiedzialność. Ale prowadzi to do patologicznego podejścia do posłuszeństwa, np. zakonnego, wobec rodziców lub szefów. Wtedy porównanie do owieczek słusznie nas poniża.

Natomiast Dobry Pasterz ryzykuje, że będzie musiał zostawić bez opieki dziewięćdziesiąt dziewieć owiec, by pójść po tę jedną, która wobec wyboru się pogubiła.

***

Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.