Zaniedbywanie brania pod uwagę naszych emocji pozbawiłoby nas wyrobionego nosa do wyczuwania szwindlu propagandowego. „Ktoś nas tu próbuje wrobić”. Taka myśl rodzi się często w oparciu o pierwsze wrażenie.

Uczą nas, by nie ufać uczuciom. A szkoda. Bo bez ich obserwacji nie ma rozeznawania.

Gdy próbujemy ocenić różne zjawiska uciekamy się do grzebania w źródłach, opieramy się na autorytetach (choć coraz rzadziej), prosimy o radę. A emocje oskarżamy o to, że są ślepe i dlatego nie bierzemy ich pod uwagę. A nawet walczymy z nimi, bo wydaje się nam, że narzucają nam się z „pierwszą” reakcją. Uważamy, że kulturalny, rozważny człowiek nie powinien polegać na pierwszym wrażeniu.

Dlatego, gdy spotykamy się z chamstwem, to tłumaczymy chama na różne sposoby, że tak naprawdę ma swoje powody, by być właśnie takim. I znajdujemy sporo prawdopodobnych argumentów. Ale czy to znaczy, że chamstwa nie należy nazywać chamstwem? Jeżeli doznajemy agresji z czyjejś strony to udawanie, że to nie jest agresja, utrudnia nie tylko rzetelną ocenę tego, co się dzieje, ale również znalezienie przyczyn takiego stanu.

Coś tu nie gra

Gdy jakaś grupa wywiera na nas presję, to powinna nam się zapalać lampka ostrzegawcza. Coś tu nie gra. Brak im racjonalnych argumentów, skoro uciekają się do zastraszania. Nie namawiają, tylko zmuszają, a zatem nie mają nadziei, że zrozumiemy, iż chcą czegoś dla nas dobrego. Poczucie wstrętu do takiego zastraszania, jakie się w nas rodzi, jest istotną wskazówką w rozeznawaniu.

Kiedy ktoś mówi o szczytnych ideałach, a jednocześnie drze się i piszczy na fałszywych tonach, to odnosimy pierwsze wrażenie, że kłamie. Bo przekaz niby jest o wzniosłych sprawach, ale jego forma szoruje po dnie właściwym dla rynsztokowego oblewania pomyjami. Powiedzą nam, że to tylko odczucie. A jednak jest przekonywujące.

Okazje, które powinny być patriotyczne, stają się areną palenia flag. Widzisz, jak poniewierają flagę unijną, a jednocześnie nie pozwalają tykać rosyjskiej. A takie „tykanie” bardziej by ci emocjonalnie pasowało do naszego przeżywania wzmożenia patriotycznego. Oburza cię ich wybór tego, co palą, a czego nie. A potem myślisz sobie: zastanawiające! Twoje uczucia skłoniły cię do głębszej refleksji nad tym, kim oni są. Patriotami czy agentami? A może „pożytecznymi idiotami”?

Oczywiście ostrzegamy się przed sterującymi emocjami, szczególnie nastrojami tłumów. I wyłączenie refleksji byłoby szaleństwem. A często już jest. Jednak zaniedbywanie brania pod uwagę naszych emocji pozbawiłoby nas wyrobionego nosa do wyczuwania szwindlu propagandowego. „Ktoś nas tu próbuje wrobić”. Taka myśl rodzi się często w oparciu o pierwsze wrażenie. To jest bardziej odczucie niż pogłębiona refleksja.

Powinny wywoływać uczucia

Pisałem o negatywnych wrażeniach. Lecz bywa i tak, że coś wydaje się zbyt piękne, by było prawdziwe. Takie mamy nierzadko odczucia wobec reklam. Filmiki wygenerowane przez AI odczuwamy jako zbyt idealne. Dlatego – choć się nam podobają – sądzimy, że są fałszywe. Rodzi się podejrzenie, że to nie jest zapis prawdziwego życia. Pociągają, lecz wyczuwamy, że to fake. Podobnie jest z populizmami, też w sferze różnych pobożnych propozycji. Wcześniej czujemy, a dopiero potem badamy i pytamy. Bo podejrzewamy. 

Pomyślmy, co czujemy na widok pomników stawianych w przestrzeni publicznej. To nie jest tylko kwestia gustów, o których się nie rozmawia. Różne formy upamiętnienia nie tylko świadczą o autorach, o fundatorach i ich polityce historycznej lub religijnej, ale również kształtują społeczeństwo. Mamy z nimi problem, bo jednych obrażają, a innych wręcz odwrotnie. Z jednej strony trudno zrobić takie dzieło sztuki, które by dla wszystkich było raczej obojętne emocjonalnie. Z drugiej: po co robić coś tak nijakiego, by w ogóle nie było wyrzutem sumienia, wezwaniem do zmiany, do zastanowienia? By nie zgrzytało w oczach obojętnych na niesprawiedliwość lub bezsens? Pomniki, plakaty, architektura, groby, pamiątki, wystrój powinny wywoływać uczucia. I dobrze.

Pamiętajmy jednak, że odpowiadamy nie tylko za to, co z nimi zrobimy. Ale też za to, czy ich nie zignorujemy. Na przykład dlatego, że się do nich przyzwyczailiśmy jak – nie przymierzając – do chamstwa.

***

Sięgnij do innych tekstów autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.