Monopol sztuczności

Sztuczny “redaktor”, sprofilowany pode mnie, nie rozwija mnie. Nie jest dla mnie mistrzem, bo jest tylko na moim poziomie. A jeżeli nie jest w pełni sztuczny, lecz stoją za nim potentaci BigTechów, to jest wystawiony na wszystkie pokusy, jakie przynosi monopol.

Firmy z branży AI, aby trenować swoje modele do czatów z tak zwaną sztuczną inteligencją, masowo wykupują książki. Również te cenne, rzadkie egzemplarze. Skanują je i karmią nimi swoje maszyny. To można zrozumieć, a nawet cieszyć się, że AI karmi nas wiedzą z tak “szlachetnych” źródeł. Natomiast, o zgrozo, przeraża wieść o tym, że potem te książki są mielone. Przepadają w czeluściach niszczarek. Dlaczego?

Izolacja

Jedna z największych takich firm przyznaje, że jej celem jest zniszczenie wszystkich książek na świecie. Nie wiem, czy to tylko przechwałki, mające wzbudzić ruch medialny wokół firmy, czy rzeczywiście realna perspektywa zniknięcia z powierzchni Ziemi zbiorów bibliotecznych. Ale takie głosy niepokoją. Tym bardziej, że widzimy wokół nas proces masowego pozbywania się bibliotek – domowych, a nawet zakonnych. Bo… przecież wszystko mamy w Internecie!

Tylko, że to prowadzi nie tylko do zawłaszczenia przez firmy AI dziedzictwa ludzkiej kultury, ale też do zmonopolizowania sposobu jej przekazywania. Istotne informacje przekazywane z pokolenia na pokolenie, a służące do nauki przetrwania i sensownego funkcjonowania w świecie, stopniowo stają się do wyłącznej dyspozycji korporacji. I nie chodzi tylko o to, że znikają takie alternatywy dla zasobów AI jak książki. I że nie będziemy mogli czytać książek, zatem będziemy korzystać tylko z tego, co nam udostępnią zarządcy AI.

Chodzi też o to, że postępująca izolacja w wygodnych pokojach, gdzie zamyka nas Internet, sprawia, że coraz mniej korzystamy z normalnej rozmowy z człowiekiem. Coraz mniej pracujemy ramię w ramię. Nawet nie bawimy się razem. A co za tym idzie, nie przekazujemy sobie z ust do ucha tej całej wiedzy, którą przez pokolenia karmiła się ludzkość, by wiedzieć, jak żyć. Były to opowieści, fabuły wymyślane przez ludzi i dlatego pozwalające na spotkanie człowieka.

Memento

Monopolizacja transferu owej wiedzy, spowodowana eliminacją alternatywnych dla AI sposobów jej przekazywania, pachnie Orwellem. Interaktywność wobec zasobów netu jest iluzją. Sieć jest tak niewyobrażalnie wielka, że wręcz wydaje się nieskończona. Pojedynczy człowiek jest wobec niej bezradny. Jesteśmy zdani na “redaktorów”, na kogoś, kto nas poprowadzi przez tę górę wymieszanego “wszystkiego”. Ale sztuczny “redaktor”, sprofilowany pode mnie, nie rozwija mnie. Nie jest dla mnie mistrzem, bo jest tylko na moim poziomie. A jeżeli nie jest w pełni sztuczny, lecz stoją za nim potentaci BigTechów, to jest wystawiony na wszystkie pokusy, jakie przynosi monopol. Dlatego pamięć o Orwellu krzyczy memento. 

Taka perspektywa końca znanej nam cywilizacji woła o przeciwstawienie się monopolowi w sferze transferu wiedzy. Oprócz działań politycznych i prawnych trzeba nam trudzić się nad wychodzeniem do ludzi, nad wspólną pracą i rozmową, nad bezpośrednią wymianą myśli, nad dawaniem sobie czasu i okazji do wzajemnego słuchania. Ale również, co jest może jeszcze trudniejsze, dbajmy o budowanie sobie “pod ręką” systemu docierania do zasobów kultury. I nie chodzi o wyeliminowanie Internetu, tylko o to, byśmy my nim kierowali, a nie on nami. Czy robiąc rachunek sumienia, pytam się o to, kto kogo kontroluje? Jednym ze wskaźników jest poziom zadowolenia ze zużytkowania czasu. Czy dowiedziałem się czegoś, co mnie rozwinęło?

Kupa śmieci

Ciekawe, że łatwiej nam odłożyć książkę, gdy nie sprawia nam satysfakcji, niż przestać skrollować przy poczuciu podobnej jałowości. Bo… może za chwilę pojawi się jednak coś ciekawego. Właśnie. Nie szukamy informacji na konkretny temat (w czym może nam też pomóc AI), lecz grzebiemy się w “kupie śmieci”. A nuż coś tam się znajdzie. Taka jest różnica między darmową a płatną informacją. Pewnie dlatego Stanisław Lem płacił swoim sekretarzom za wyszukiwanie wiedzy. A czy my jesteśmy gotowi na płacenie? Autorom, redaktorom…

Mam nadzieję, że tylko wtedy, gdy dają nam całą paletę poglądów na dany temat, a nie wciskają w koło wyznawców jedynej słusznej opcji. Bo takie bańki mamy za darmo. 

***

Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.