„Przekroczył prędkość o 17 km na godz. Dostał 5 miesięcy więzienia”. Taki tytuł pojawił się na stronie „Auto Świat”. Bulwersujący? Pewnie miał być bulwersujący. I rzeczywiście, komentarze pod nim obfitują w hejt na policję, rząd, Brukselę i kraj w ogólności. Na to, że mamy nonsensowny i opresyjny system, wręcz reżimowy. Pytanie, czy ten tytuł jest prawdziwy? To ważne pytanie, skoro ludzie kształtują swoje opinie i przekonania tylko na podstawie tytułów lub leadów, czyli zajawek.
Okazuje się, iż (jak sprawdził „Clickbait”) ów kierowca nie trafił do więzienia. Mimo że nie posiadał uprawnień do prowadzenia pojazdów i miał sądowy zakaz prowadzenia samochodu. Kara więzienia została zawieszona na okres próbny (na 2 lata).
To tylko jeden przykład na otaczający nas ocean przekłamań. Tytuł niby nie kłamie. Przekroczył i dostał. A jednak jest to naruszenie przykazania „Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu twemu”. Co gorsze, jesteśmy gotowi przymykać oczy na takie nadużycia. W imię czego? W imię walki. Tytuł to poważny oręż propagandowy. Tym groźniejszy, że trudno go wytrącić z ręki. Dlaczego? Ponieważ formalnie nie kłamie. Jak go zatem zaskarżyć?
Ważny kontekst
Niestety, owe mechanizmy to nic nowego. Również w naszym chrześcijańskim uniwersum od dawna tolerujemy podobne podejście do prawdy. Przykładem jest nadużywanie nazwy „męczennik za wiarę”. Gdy wspominamy w liturgii owych męczenników celebrans ma do dyspozycji krótki tekst wprowadzający (taki lead) na temat patrona dnia. Mówi on o męczeństwie, ale praktycznie pomija kontekst tamtych dramatycznych wydarzeń. Także w wielu publikacjach pomijano perspektywę tych, którzy zabijali. Robiono tak najczęściej dlatego, że uważano ich za wrogów chrześcijaństwa, a więc za złych. I tak, ze względów polemicznych, należało ich przedstawić. Zatem pomijano złożoną motywację prześladowców i sugerowano, że chodziło tylko o nienawiść do religii czy Chrystusa. To oczywiście tylko pogłębiało wrogość i pozwalało podtrzymywać nienawiść, poczucie krzywdy oraz własnej niewinności.
Wspomniany kierowca rzeczywiście jechał o 17 km/h za szybko, ale dostał 5 miesięcy odsiadki nie za przekroczenie prędkości, lecz za kierowanie autem pomimo zakazu sądowego. A do tego wyrok w zawiasach. Czy jest ofiarą zbyt surowego reżimu? Ludzi zabijano czy wręcz masowo mordowano podczas czystek etnicznych. To jest – i było – okropne i złe. Ale czy zawsze było motywowane nienawiścią do Chrystusa? Często nie dawano wtedy ludziom szansy na wybór. Nawet ich nie namawiano na wyparcie się wiary. Niszczono ich jak leci, bo byli po niewłaściwej stronie barykady politycznej. Czy zatem są męczennikami za wiarę? A nawet, gdy dawano im możliwość zmiany decyzji i np. zapalenia kadzidła na cześć jakiegoś bóstwa, to ginęli w oczach oprawców za zdradę stanu, za złamanie prawa królewskiego, za narażenie współobywateli na nieprzychylność bogów, za odmowę wykonania rozkazów itp. Kontekst wskazywał na inne motywy wyroku, niż religia.
Męczennicy wolności
Nie chcę tutaj lekceważyć tych śmierci lub złamanych życiorysów. Ludzie zabici zgodnie z wyrokami sądowymi mogą być ofiarami mordów sądowych. I nazwałbym ich męczennikami. Ale chyba powinniśmy szerzej spojrzeć na termin „za wiarę”. Wiemy, że byli również kaci, którzy mordowali ludzi z imieniem Boga na ustach. Wiemy, że było to krzywdą, za którą trzeba prosić o wybaczenie. Mamy do czynienia z ofiarami niesprawiedliwości, którą uzasadniano na najróżniejsze sposoby. Często w imię bezpieczeństwa. Bezpieka (jakiejkolwiek barwy) zawsze miała swoje argumenty na torturowanie lub zabijanie. Od wieków musimy wybierać między bezpieczeństwem a wolnością. To trudny wybór i dlatego ludzie giną. Czy nie powinniśmy zatem mówić o „męczennikach za wolność”?
Jeśli przyjrzeć się motywacji tych, którzy oddawali życie, a może nawet jeszcze lepiej, motywacji tych, którzy je odbierali, to szerszy kontekst pozwala nam zauważyć, że nie tyle chodziło o taką czy inną formułę wyznania wiary, lecz bardziej o wolność. O wolność, do której wzywa osobista wiara. Jedni chcieli jej bronić, a inni ją ograniczali, bo bali się konsekwencji samowoli. Na przykład bezkarności dla wprowadzania w błąd. Stąd też mamy „męczenników za prawdę”, ale również tych, którzy cierpią, bo znaleźli się między młotem a kowadłem, ponieważ wsłuchują się w „prawdy” wszystkich stron konfliktu. Czyli „męczenników pojednania”.
„Ku wolności wyswobodził nas Chrystus” (Gal 5,1a) – nawet wtedy, gdy Jego imię mają na ustach prześladowcy. Ale skoro „prawda was wyzwoli” (J 8,32), to uważajmy na konteksty. Bo tytuły, które są fałszywym świadectwem przeciw bliźniemu mogą być jednocześnie fałszywym „męczeństwem”. Gdyż łacińskie „martyr” oznacza również świadka.
***
Sięgnij do innych tekstów autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

ur. w 1964, jezuita, były redaktor naczelny kwartalnika „Życie Duchowe”, publicysta.
