Kwalifikacje moralne

Wszyscy upadamy. Kwalifikacja moralna to umiejętność właściwego reagowania na zło, które pojawia się w moim życiu.

Gdy dobieramy sobie kogoś na towarzysza drogi zastanawiamy się, czy ma odpowiednie kwalifikacje. Dotyczy to zawierania małżeństwa, powoływania na urząd, powierzania komuś dzieci, szukania pracownika lub pracodawcy. Sprawdzamy wykształcenie, doświadczenie, pytamy o dokonania. Próbujemy również ocenić kwalifikacje moralne. Zwłaszcza interesuje nas uczciwość, zdolność do rozwoju, chęć polepszania naszej wspólnej drogi.

I bywa, że kandydatka lub kandydat próbuje się zaprezentować jako osobnik bez wad. Doskonały. Niemający żadnych problemów. Rozsądek każe nam nie wierzyć w takie zapewnienia. Są nie tylko podejrzane, lecz również brzmią groźnie. Bo ktoś, kto nie dostrzega swoich wad, jawi się jako faryzeusz. Niebezpieczny, ponieważ bezkrytyczny. Lub jest po prostu kłamcą. Wspólna droga wydaje się niemożliwa.

Spotykamy się i z inną taktyką autoprezentacji. Owszem kandydat przyznaje się do zachowań, które uważamy za naganne, ale je bagatelizuje. Mówi, że owszem dopuścił się tego i owego, lecz dlatego, że on jest taki „swój chłop”. Jak każdy. A zresztą to są normalne „grzeszki” czy wręcz zdrowe odruchy, których nie powinno się potępiać. Usprawiedliwia się atmosferą społeczną czy społecznym przyzwoleniem. Nie ma się czego czepiać. Ostatecznie: mówi, iż on jest dobry, a tylko prawo jest niewłaściwe, bo penalizuje coś naturalnego.

W pierwszym przypadku nie ma mowy o nawróceniu, bo nie ma z czego się poprawiać. W drugim również nie ma miejsca na pokutę, ponieważ to, co się stało tylko wygląda na złe. Według kandydata takie nie jest.

Umiejętność nawracania się

I jest jeszcze trzecia postawa. Ona wymaga rzeczywistych kwalifikacji moralnych. Starający się o daną rolę w naszym życiu przyznaje się do błędów, prosi o wybaczenie, uznaje, że zrobił źle. A jednocześnie widzimy, że stara się nie tylko o zmianę widzenia siebie, ale też o zmianę swoich czynów, o zerwanie z tym, co było. I to niespodziewanie daje mu szczególne kompetencje moralne.

Bo wydawałoby się, że owo wyznanie może mu zaszkodzić. W sensie, że pokazała się plama dyskwalifikująca, bo uderzająca w możliwość zaufania mu. A jednak ów proces wychodzenia ze zła daje rękojmię umiejętności nawracania się. Potrzebujemy do wspólnej drogi kogoś, kto właśnie tak reaguje na własne upadki. Wszyscy upadamy. Kwalifikacja moralna to umiejętność właściwego reagowania na zło, które pojawia się w moim życiu.

Gdy kogoś powołuję na jakiś „urząd” w moim życiu, to oprócz umiejętności technicznych powinienem chyba wziąć pod uwagę również „umiejętności” moralne. A jeśli chcę kierować się tzw. wartościami chrześcijańskimi, to chyba nie mogę ignorować, że podstawowe przesłanie Ewangelii jest skierowane do faryzeuszów, by się nawrócili. Paweł Apostoł właśnie dlatego mógł stać się apostołem. Bo zaczął od prześladowania Kościoła, ale nie wypierał się tego, iż pałał żądzą zastosowania wszelkich środków przemocowych wobec chrześcijan, ani też nie lekceważył tego, iż owa przemoc to zło. Po prostu: przejrzał i nawrócił się. Dlatego uważał się za ostatniego z apostołów, ale apostoła.

W świecie biznesu mówi się o elastyczności. Od wychowawców oczekuje się empatii i umiejętności dostosowania się do potrzeb wychowanków. A czego świat oczekuje od chrześcijan?

Miłości. Wiem, to brzmi banalnie. Ale nie wtedy, gdy doświadczamy polityki nienawiści. A to zależy od kompetencji moralnych tych, którzy piastują różne eksponowane stanowiska w naszym życiu społecznym. A zwłaszcza od tego, co robią ze swoją przeszłością.

***

Sięgnij do innych tekstów autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.