Jakby nie u siebie

Napięcie między wypychaniem a integrowaniem nigdy nas nie opuści. Herezja manicheizmu ciągle trąci kwasem faryzeuszów.

W kontekście pielgrzymki na Jasną Górę ludzi, którzy czują, że są na obrzeżach Kościoła, a nawet (jak to pokazały reakcje publicystów mających się za arcykatolickich) są z niego wypychani, stajemy wobec pytania o nasze miejsce we wspólnocie. W Kościele jesteśmy u siebie czy nie u siebie? A może ciągle jeszcze nie u siebie? Lub jeszcze u siebie, ale powoli coraz mniej?

Takie dylematy to nic nowego i niestety również nic starego. To znaczy: nie odeszły do lamusa. W Polsce są boleśnie aktualne. Byłem kiedyś proboszczem we Wrocławiu przy Al. Pracy. Podczas stanu wojennego gromadziły się tam tłumy ludzi popierających Solidarność. Ówczesny proboszcz, o. Adam Wiktor SJ uczynił ten kościół otwartym na różne opcje – nawet dla niewierzących lub wierzących jakoś inaczej. Działało tam prężnie Duszpasterstwo Ludzi Pracy. Niestety, po latach obserwowałem, jak nowi aktywiści wypychali z tego duszpasterstwa starych i zasłużonych działaczy, bo słuchali innej rozgłośni i czytali inne gazety. Nie było już dla nich tam miejsca. A nowa Solidarność pod starym szyldem mogła robić swoją politykę partyjną w kościele. Aż proboszcz publicznie zarzucił im wiecowanie (zamiast modlitwy) w owym sanktuarium Matki Bożej Robotników.

Gdy śledzimy życiorysy charyzmatycznych założycielek lub założycieli różnych organizacji pomocowych, wspólnot czy zakonów, to nierzadko obserwujemy, jak u szczytu „powodzenia” zostają odsunięci od decydowania lub wręcz usunięci w cień przez dużo mniej charyzmatycznych pretendentów do przejęcia władzy. Mają prawo wówczas nie czuć się już u siebie, choć ta wspólnota, to ich „dziecko”.

Stan niezadowolenia

Jak wiemy, Jezus swoją najostrzejszą krytykę w Ewangelii kieruje do faryzeuszów. Skoro tak to zapisali, ci którzy przeznaczali te teksty do studiowania w Kościele, to znaczy, że faryzeusze siedzą w każdym z nas. W naszych wspólnotach. A co robili faryzeusze? Odpychali od wspólnego stołu z Jezusem. Dawali wyraz swojemu zgorszeniu tym, że On zasiada do uczty razem z grzesznikami. Nie podobało im się to, że On dopuszcza do siebie określone kategorie ludzi. Nie chcieli takiej wspólnoty. A zatem to jest permanentny stan w Kościele, stan niezadowolenia ze wspólnoty. 

Z jednej strony cięgle są w niej faryzeusze, którzy w imię manicheizmu starają się ją „oczyścić” z elementu niepożądanego (i dlatego m.in. atakowali papieża Franciszka za „Amoris laetitia”). Ale z drugiej strony, i to jest ciekawsze, jesteśmy niejako skazani na pilnowanie się, by nie pogodzić się z owym faryzeizmem w nas czy wokół nas. Jezus ostrzega uczniów przed kwasem faryzeuszów. Obraz Kościoła zakwaszonego boli. Ale ten ból wzywa do nawrócenia, do zmiany. Skoro czuję się na obrzeżach, to tym ostrzej dostrzegam patologię. Moje dylematy „u siebie czy nie u siebie” to jednak zdrowe napięcie, które skłania do odkopywania pierwotnego charyzmatu, do szukania głębokiej motywacji dla tworzenia Kościoła. A ponadto chroni przed zadowoleniem z kółka wzajemnej adoracji.

Ewangelia ciągle aktualna

Kościół to wspólnota ciągle się reformująca (Ecclesia semper reformanda). Dlatego kiedy się zastanawiam, czy czuję się w niej u siebie czy też nie, to warto pomyśleć z czego to wynika. Z tego tylko, że uważam, że powinna się zreformować? Czy raczej z tego, że przeważają w niej ci, którzy nie chcą żadnej reformy? Jeśli zdają się brać górę i totalnie zakwaszają atmosferę, to rzeczywiście trudno tu wytrzymać. Boli samozadowolenie, niezauważanie błędów, wypieranie winy, uciekanie od zadośćuczynienia. Taki Kościół rzeczywiście nie jest ewangeliczny.

A jednocześnie jest mój, bo tak naprawdę jest ewangeliczny. Jest zbiorem ludzi, do których Ewangelia jest skierowana. Ona jest ciągle aktualna. Napięcie między wypychaniem a integrowaniem nigdy nas nie opuści. Herezja manicheizmu ciągle trąci kwasem faryzeuszów.

Czy można swoje ciasto oddzielić od nieswojego kwasu? „Jakby nie u siebie” chyba jednak oznacza, że jak najbardziej „u siebie”.

***

Sięgnij do innych tekstów autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.