Gwiazda zaranna

Wykorzenianie przynosi brak zrozumienia. Czym lub Kim będzie dla nas Gwiazda zaranna, kiedy Gwiazdę Dawida zamienimy na zwykłą błyskotkę?

Zazwyczaj przed Świętami Bożego Narodzenia pojawiają się tu i ówdzie doniesienia o tym, jak to zakazano na jakimś publicznym placu zbudowania szopki ze Świętą Rodziną. Komentatorzy kłócą się, czy jest to oznaka wolności, czy raczej jej braku. Bo dla jednych niedopuszczalne jest podsuwanie komuś pod nos w przestrzeni publicznej znaków religii przez niego niewyznawanej, a dla innych ograniczanie takiej możliwości jest znakiem prześladowania lub co najmniej dyskryminacji.

Nie chcę teraz wchodzić w ten spór. Ale przy jego okazji warto zauważyć, że zaczynają pojawiać się w publicznym obiegu argumenty bardzo niepokojące właśnie z punktu widzenia głęboko chrześcijańskiego. A właściwie powracają opinie, które już w drugim wieku po Chrystusie doczekały się potępienia jako herezje. Chodzi o marcjonizm, pochodzący od Marcjona z Synopy żyjącego między 85 a 160 AD. Do tego stopnia odrzucał on żydowskie korzenie chrześcijaństwa, że twierdził, iż mamy dwóch osobnych Bogów. Jednego właściwego dla Starego Testamentu, a drugiego dla Nowego.

Czyści

Marcjonizm zniknął po kilku wiekach. Dlaczego zatem do niego nawiązuję? Ponieważ się odradza. Marcjońskie myślenie przeżyło swój renesans w hitlerowskiej III Rzeszy z wiadomych względów. Stworzono nawet specjalny Instytut Badań i Likwidacji Wpływów Żydowskich na Niemieckie Życie Kościelne. Miał on systematycznie i naukowo usuwać z Ewangelii elementy żydowskie. A teraz – coraz częściej – tu i ówdzie politycy w imię swoich chrześcijańskich przekonań odżegnują się od żydowskiej tradycji. Tak jakby nasze korzenie nie były judeochrześcijańskie. 

Marcjon tak głęboko chciał pozbyć się owych korzeni, iż okroił Biblię. Nie tylko ze Starego Testamentu. W końcu nawet z Nowego została mu tylko Ewangelia według św. Łukasza (i to też z poważnymi amputacjami) oraz dziesięć listów Pawłowych. Niewiele. Ale tak to już jest, gdy ktoś chce być „czysty” – rasowo, ideologicznie, kulturowo czy politycznie. Dlatego ten rodzaj herezji jest zakwalifikowany do manichejskich, czyli dzielących ludzi na czystych (naszych) i nieczystych (tamtych). Taki dualizm.

Miłosierdzie kontra sprawiedliwość

To myślenie jest atrakcyjne nie tylko ze względów politycznych. Nie tylko dlatego, że służy taktyce „dziel i rządź”. Marcjon uważał, że Bóg (Demiurg) ze Starego Testamentu jest surowy i sprawiedliwy, a nawet mściwy. Natomiast Bóg (Ojciec Jezusa) z Nowego Testamentu jest dobry, miłosierny, kochający i dlatego postanowił zbawić ludzi, wyzwolić od tego pierwszego Boga. Marcjon ich przeciwstawił. Wykluczył, by chodziło o jednego i tego samego Boga.

Ludzie mają problemy z pogodzeniem miłosierdzia ze sprawiedliwością. Obserwujemy to patrząc na ataki na ostatnich papieży, a zwłaszcza Franciszka. Autorzy tych ataków i ich sympatycy uważali, że papieże przesadzają z tym miłosierdziem. Myśleli tak broniąc ich zdaniem zagrożonej sprawiedliwości. Ale przekonanie, że nie da się pogodzić sprawiedliwości z miłosierdziem, jest heretyckie. Choć wydaje się całkiem logiczne. I dlatego jest atrakcyjne.

Bez paradoksów

Herezje starają się rozwikłać trudne zagadnienia. Często z dobrej woli. Heretycy to dobrzy ludzie. Inteligentni. Zaangażowani. Nawet charyzmatyczni. ALE nie cierpią tajemnicy. Paradoksu. Albo lepiej: nie chcą przyznać, że coś może ich przerastać. Że po prostu są w drodze, a nie u celu. Że nie mają monopolu na prawdę, że ciągle muszą szukać.

A zatem, jak mają dociekać? Odrąbując korzenie, które im przeszkadzają? Traktując je jako niewygodny balast? Czy badając je, szukając interpretacji, która prowadzi głębiej?

To jest też pytanie o natchnienie. Marcjon powyrzucał księgi z kanonu tych natchnionych. Bo mu nie pasowały. A może właśnie to, co nam nie pasuje, jest uprzywilejowanym źródłem natchnienia? Bo do powtarzania oczywistych formuł natchnienie nie jest potrzebne.

Wykorzenianie przynosi brak zrozumienia. Jak kontemplować tajemnicę Bożego Narodzenia, gdy się odrzuci jej starotestamentową symbolikę? Czym lub Kim będzie dla nas Gwiazda zaranna, kiedy Gwiazdę Dawida zamienimy na zwykłą błyskotkę? W imię czego okaleczają naszą tradycję amatorzy „czystych” alternatyw?

***

Sięgnij do innych tekstów autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.