Ciemna strona celibatu

Czy nie czulibyśmy się bezpieczniej powierzając nasze dzieci duszpasterzom żyjącym w dojrzałych emocjonalnie małżeństwach?

Wiele lat temu zdumiało mnie, iż zasłużona katechetka świecka, wobec wątpliwości co do obowiązkowego celibatu dla księży diecezjalnych, wybuchnęła, że oni podnoszą takie pytania, bo chce się im rozpusty. Byliśmy z kolegą księdzem zdziwieni, gdyż wydawało się nam, iż to właśnie małżeństwo lepiej chroni przed rozpustą niż starokawalerstwo. Czy owo myślenie naszej katechetki odeszło już do lamusa? Bo teraz trudno już nie szukać systemowych przyczyn skandali seksualnych w Kościele.

Subkultura

I choć wszyscy wiedzą, że problemy z rozpustą mają i małżonkowie, a wykorzystywanie seksualne nie dotyczy tylko kleru, to jednak nie możemy zamykać oczu na specyfikę środowiska księży rzymskokatolickich. Nie ma co udawać, że to nie jest szczególna subkultura, w której preferuje się trzymanie kobiet na dystans. Za zasługę poczytuje się przyjaźnie wśród księży, a z pewną podejrzliwością podchodzi do bliskości z kobietami. Nic dziwnego zatem, że kariery w tym środowisku przypisuje się przyjaźniom z odpowiednimi „arcykapłanami”. 

Piszę nie tyle o regułach, co o atmosferze złożonej z aluzji. Ale ta atmosfera wpływa też m.in. na profil wykorzystania nieletnich. W „innych” środowiskach (według fragmentarycznych badań) stosunek zachowań pedofilskich heteroseksualnych do homoseksualnych waha się między 60 a 40 proc. Wśród kleru rzymskokatolickiego jest to dobrze ponad 90 proc. na rzecz, jak się łatwo domyśleć, zachowań homoseksualnych. Przy czym, dla jasności, trzeba dodać, że odsetek pedofili jest taki sam, jak w innych środowiskach. 

Różne badania różnią się od siebie. Ale specyfika tego środowiska jest uderzająca.

Klerykalizm

Czy winny jest celibat? Obowiązkowy celibat, wyniesiony do roli wzoru i najważniejszej cnoty, to chyba jednak bardzo istotny czynnik kształtujący życie kapłanów. Choć papież Franciszek i inni wskazywali jako główną przyczynę nadużyć klerykalizm, to nie sposób pominąć wpływu celibatu na kształt klerykalizmu. Wywyższanie kleru to czynienie z księży niemal aniołów, żyjących w wyższej sferze i oderwanych od potrzeb seksualnych. To też nacisk na karierę, jako sposób spełnienia. Bo przecież księża zazwyczaj nie pozostawiają po sobie dzieci, z których mogliby być dumni i które by dziedziczyły ich dorobek, też w wymiarze duchowym. Stąd potrzeba zastępczych orderów, tytułów (prałackich) i pomników (okazałych gmachów). Księża mają na to zazwyczaj więcej pieniędzy, gdyż utrzymują tylko samych siebie – nie mają rodziny na głowie. To są czynniki kształtujące poczucie bycia kimś „lepszym”. Kimś, komu więcej wolno niż „zwykłym śmiertelnikom”. A to sprzyja nadużyciom.

Gdy zatem – upraszczając – mówimy, że żona jest najlepszą ochroną przed rozpustą, to nie chodzi tylko o to, że ona raczej szybko się zorientuje, iż jej mąż ksiądz zbyt intensywnie angażuje się w relację ze swoją uczennicą. Dobra, inteligentna żona, potrafiłaby spuścić powietrze z nadymanego balonika samozadowolenia wziętego duszpasterza. Iluż ulega podłechtaniu przez podziw zachwyconych słuchaczy! Jakże łatwo wtedy zachłysnąć się swoją pozycją i… ją wykorzystać.

Czy nie czulibyśmy się bezpieczniej powierzając nasze dzieci duszpasterzom żyjącym w dojrzałych emocjonalnie małżeństwach? Odpowiedź wydaje się oczywista.

Przejrzystość

A jednak rodzą się pewne wątpliwości. Dał im zresztą wyraz już św. Paweł, gdy pisał, że single będą się bardziej starać, by żyć dla Pana, a nie dla żony: „Człowiek bezżenny troszczy się o sprawy Pana, o to, jak by się przypodobać Panu. Ten zaś, kto wstąpił w związek małżeński, zabiega o sprawy świata, o to, jak by się przypodobać żonie” (1 Kor 7,32b-33). Możemy się obawiać, czerpiąc również z doświadczenia innych wyznań, że duszpasterz mógłby faworyzować swoją rodzinę. A zwłaszcza swoje dzieci. To realne zagrożenie dla wspólnoty. 

Tyle, że żeby mu się przeciwstawić, potrzeba przejrzystości. Musimy wiedzieć, na czym stoimy. A o przejrzystość łatwiej, gdy widzimy, że chodzi o relacje rodzinne, niż wtedy, gdy ktoś ma swoich faworytów, jednak niezwiązanych z nim jawnymi, urzędowo upublicznionymi, więzami rodzinnymi. Celibat wtedy zaciemnia. Bo każdy ma potrzebę szczególnej bliskości. I zazwyczaj realizuje ją w rodzinie. Nauczyciel swoim dzieciom poświęca więcej czasu, ale w domu. W szkole stara się nikogo nie faworyzować. Natomiast ksiądz katecheta bardziej podatny jest na owo „więcej czasu” właśnie w szkole, bo nie może go dać w rodzinie.

Celibat w zakonie ma nieco inny charakter. Również celibat zakonnic. Ale ewentualny obowiązkowy celibat prezbiterek, mimo swojej specyfiki, chyba także sprzyjałby klerykalizmowi. Dlatego to, co z teologicznego punktu widzenia jest łatwiejsze, czyli zniesienie obowiązkowego celibatu dla prezbiterów, powinno być warunkiem wstępnym dla tego, co dużo trudniejsze: święceń kapłańskich dla kobiet. 

***

Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.