Byle co, byle szybko

Zwykle nam się śpieszy. Dlatego sięgamy po sztuczną inteligencję - ona daje szybkie odpowiedzi. Niestety szybka odpowiedź może nas zamykać na odpowiedź dogłębną.

Papież Leon w swojej encyklice, gdy skłania nas do zastanowienia się nad wyzwaniami, jakie nam stawia AI, zwraca uwagę m.in. na czas. A konkretniej na to, że zwykle nam się śpieszy i dlatego sięgamy po sztuczną inteligencję. Ona daje szybkie odpowiedzi. Niestety szybka odpowiedź może nas zamykać na odpowiedź dogłębną.

W XIX w., kiedy ruszały koleje, obawiano się, że zbyt szybkie zmiany krajobrazu przed oczami podróżnych mogą niekorzystnie wpłynąć na ich mózgi. Możemy się teraz śmiać z tych obaw. A jednak, gdy zastanawiamy się nad obecnym sposobem podróżowania, to widzimy, że – co prawda – ludzie latają po całym świecie, ale tak naprawdę „punktowo” lub „skokowo”. Podczas podróży nie stykają się z tym, co po drodze, co lub kogo można spotkać w trasie. Skaczą sobie tu i ówdzie na jeden dzień, kilka godzin i szybko „odskakują” z powrotem. Nie mają czasu na podróżowanie w starym stylu, kiedy to bycie w drodze było sposobem na życie. Poznają świat i ludzi punktowo i tracą perspektywę stopniowej zmiany środowiska, kultury, mentalności. Doświadczenia są tak „migawkowe”, że aż sztuczne. Pocztówka to nie spacer. Przeglądanie albumu to nie pielgrzymka. Choć film może zachęcić do ruszenia się z kanapy.

Podobnie może być z AI. Tam, gdzie szukanie rozwiązania zakłada proces ścierania się różnych koncepcji, wsłuchiwania się w głosy przeciwne naszym i próby zrozumienia, dlaczego takie właśnie są, bywa, że niestety skracamy sobie drogę (bo szkoda czasu) sięgając po to, co szybkie i nieskomplikowane. AI niesie w sobie taką pokusę.

Utracona droga

Wiemy, że sztuczna inteligencja może się mylić. Że jej odpowiedzi, szczególnie tam, gdzie rzadko się ją pyta, mogą być jednostronne i powierzchowne. A jednak nas zadowalają, bo są szybkie. A skoro odczuwamy satysfakcję z tej szybkości, to nie drążymy dalej. Bo szkoda czasu.

Problemem nie jest tylko to, że poprzestajemy na wątpliwych wynikach. Również tracimy okazję do uczenia się. Tomasz Rożek (niestety już nie może pisać w „Gościu Niedzielnym”), prowadząc projekty edukacyjne dla dzieci, zachęca je na przykład do znalezienia meteorytu. Zbierają kurz z ulicy, rynny, samochodów itp. i analizują jego skład za pomocą wielu narzędzi naukowych, m.in. mikroskopu. W końcu często znajdują mikroskopijne meteoryty. Ale po drodze uczą się o tym, z czego i jak skonstruowany jest świat wokół nich. Rożek mówi, że po takich badaniach to są już inni ludzie. Nauczyli się metody naukowej i myślenia naukowego. Jednak gdy stara się o sponsorów dla tych zajęć, to dorośli pytają, po co tym dzieciom owe meteoryty, skoro mogą pójść do muzeum i je zobaczyć. A tu nie chodzi o meteoryty, ale o drogę, która prowadząc do nich, uczy życia i racjonalnego myślenia.

AI może być jak wspomniane muzeum. Coś pokaże, ale odbierze drogę. Jednak nie musi tak być. Eksponat może zmobilizować do drogi. Chyba, że ulegniemy presji czasu.

Magia prędkości

Homo viator to także człowiek, który się uczy weryfikować to, o czym usłyszał. Idzie, żeby zobaczyć. Gdy jesteśmy bombardowani „fejkami” nawyk uciekania się do weryfikacji naukowej i wyrobienie sobie krytycznego myślenia są nie do przecenienia. O problemie nie wystarczy usłyszeć. Trzeba przynajmniej spotkać się ze świadectwem tych, których dotyczy. A najlepiej z nimi pogadać, zadać im trudne pytania. Wyłapać wszelkie sztuczności.

To wymaga czasu. Bezkrytycznie zaufać AI, to jak podejmować decyzje o zakupach na podstawie reklamy. Wiadomo, że wszelkie komunikaty, że już, że nie ma czasu, że decyduje kolejność zgłoszeń, że zapasy są na wyczerpaniu, że promocja właśnie się kończy, że wnuczek zaraz trafi do więzienia, że właśnie czyszczą ci konto… są co najmniej podejrzane, a w zasadzie to ślady oszustwa i wyłudzenia. Skoro oszuści stosują taką metodę, to znaczy, że jesteśmy podatni na uleganie presji czasu. A zatem magia prędkości, z jaką sztuczna inteligencja „grzebie” w danych może nas zahipnotyzować… i odebrać rozum.

Najgorzej, gdy przerzucamy na AI decyzje etyczne, pod wygodnym pretekstem, że ona podejmuje je szybciej. A nie ma czasu, gdyż właśnie dochodzi do kolizji i trzeba błyskawicznie zdecydować kogo uratować, a kogo poświęcić. I ową decyzję zawierzamy algorytmom. Tyle, że nie wiemy, czyim interesom one służą. To może być firma ubezpieczeniowa lub producent pojazdu… albo kleptokrata wywołujący wojnę.

***

Tu znajdziesz wszystkie teksty autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.