By mnie nie zmienili

Nie jest obojętne w jakim środowisku się obracamy. Możemy mu się przeciwstawić, a możemy się w nim jakoś urządzić. Ale to ma swoje konsekwencje.

W Księdze Wyjścia czytamy jak to faraon, który już nie znał Józefa, doszedł do wniosku, że trzeba zredukować liczbę Żydów, by nie zagrażali bezpieczeństwu Egiptu podczas wojny. Można to potraktować jako decyzję rozsądnych i odpowiedzialnych władców. Wymyślono zatem dla ludu synów Izraela ciężkie roboty. „Ale im bardziej go uciskano, tym bardziej się rozmnażał i rozrastał, co jeszcze potęgowało wstręt do Izraelitów” (Wj 1,12). Zatem zaczęto jeszcze mocniej dociskać im śrubę, aż doszło do zabijania niemowlaków. Otoczenie faraona usprawiedliwiało swoją surowość racją stanu, ale stopniowo ci sumienni ludzie doszli to wydawania zbrodniczych rozkazów.

Nasuwa się skojarzenie z „efektem Lucyfera”. Czyli wnioskiem z eksperymentu prof. Zimbardo, podczas którego dobrzy ludzie pełniący funkcję strażników więziennych stopniowo stawali się okrutnikami dopuszczającymi się tortur. Choć wcześniej nie mieli zamiaru nikogo skrzywdzić.

Podczas prześladowania za Machabeuszy starzy znajomi szanowanego Eleazara namawiali go, by zjadł potrawę, która tylko przypominała wieprzowinę. Tak chcieli go uratować. Gdy im odmówił (a byli przedstawicielami prześladowców) „na skutek wypowiedzianych przez niego słów zamienili miłosierdzie na surowość, sądzili bowiem, że one były szaleństwem” (2Mch 6,29).

Nie jest obojętne

Zwykli ludzie, tacy jak my, mogą zamienić się w okrutnych oprawców, gdy stają się częścią opresyjnej struktury. Nie jest obojętne w jakim środowisku się obracamy. Możemy mu się przeciwstawić, a możemy się w nim jakoś urządzić. Ale to ma swoje konsekwencje. Stopniowo nas przekształca.

W Rwandzie w 1994 roku można było usłyszeć przez radio: Dzień dobry wam wszystkim! Jak się przedstawia sytuacja dziś rano? Coś tam jeszcze zostało? Czy dzień będzie udany? Czy pozostał jeszcze jakiś Tutsi do zarżnięcia? A potem ktoś zadzwonił do tego radia: Dzień dobry, jestem chłopcem i mam osiem lat. Czy jestem wystarczająco duży, żeby zabić Tutsi? – Ależ, głuptasku! Każdy może to zrobić! Nie wiedziałeś? (za: Monika Białkowska, Nawet jeśli umrę w drodze, Prószyński i S-ka, 2022, s. 186).

Ta atmosfera narastała stopniowo. Ludzie przeczuwali na co się zanosi. Sporo Tutsi uciekło za granicę. To zrozumiałe. Ale też Hutu uciekali. Może bali się odwetu za okropności, na które się zanosiło? Może. Ale mamy również świadectwa mówiące, że po prostu nie chcieli w tym uczestniczyć, nie chcieli zabijać. A pewnie wiedzieli, że jeśli zostaną i staną się częścią tego budowanego m.in. przez radio systemu eksterminacji, to nie wiadomo, jak się zachowają i kim się staną.

Dobry człowiek, jeśli na czas nie zareaguje i da się wciągnąć w zbrodniczą strukturę lub ulegnie towarzyszącej jej propagandzie, może popełnić zbrodnię, do której wcześniej nie miał żadnej skłonności. A przynajmniej nie podejrzewał się o nią.

Odpowiedzialni za bańkę

Mówi się, że żyjemy w swoich bańkach informacyjnych. I to one odpowiadają za kształtowanie naszych skłonności. Czy zatem nie powinniśmy z nich uciekać, jeśli widzimy do czego mogą nas doprowadzić? Odpowiedzialność moralna to również odpowiedzialność za charakter naszej bańki. Nawet dzieci potrafią się zbuntować przeciw swojej rodzinie, gdy jest patologicznie przemocowa. A przecież to jest ich pierwsza i chyba najmocniejsza „bańka”. Może dlatego Jezus nakazuje, by miłość do rodziny nie była większa niż do Niego i dodaje, że przyniósł raczej rozłam niż pokój. A my dla świętego spokoju wolimy nie ruszać generalizacji królujących w naszych bańkach. I nie wychodzimy, by spojrzeć w oczy temu, na którego się w nich szczuje.

A nieraz po prostu już ręce nam opadają. Po co dementować oczywiste brednie i potępiać niegodne insynuacje?! Już tyle razy to robiliśmy, a one ciągle się odradzają.

Jest taka przypowiastka o proroku, którego nikt już nie słuchał. Na pytanie po co ciągle przemawia, odpowiedział: – Na początku miałem nadzieję, że można ich zmienić. Ale teraz, jeśli nawołuję nadal, to tylko po to, by oni mnie nie zmienili. (za: Anthony de Mello SJ, Śpiew Ptaka, Verbinum, 1996, s. 75)

***

Sięgnij do innych tekstów autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.