Bajońsko genialny

Złoty cielec wygrał z niewidzialnym Bogiem, bo był horrendalnie drogi. Ulano go z całej biżuterii, którą zabrano z Egiptu. Co głosimy pośród ociekającego złota?

Celebryta to człowiek znany z tego, że jest znany. Z tej definicji zionie pustka. I dobrze. Bo jest to określenie czegoś, za czym nic nie stoi. A owo „nic” oznacza, że gwiazdorek jest podszyty ciągłą obawą. No bo co się stanie, jak ta pustka wyjdzie na jaw?

Hollywood zaczęło płacić swoim głównym aktorom bajońskie sumy nie z hojności, lecz aby stworzyć z nich celebrytów. Płace zawyżone, i to wielokrotnie, miały sprawić wrażenie, że ktoś jest genialny. Skoro zarabia tak dużo, to musi być naprawdę wielki, ponadprzeciętny. Tak rozumowali ludzie już w starożytności. Sofiści uważali, że muszą pobierać znaczne sumy za swoje filozoficzne pogaduszki właśnie dlatego, by uczniowie się do nich garnęli. Jeżeli prowadziliby swoje dialogi po przyjacielsku, za darmo, jak na przykład Sokrates, to nie mieliby wzięcia. I rzeczywiście: najwięksi gwiazdorzy wśród nich mieli niezwykle bogatych sponsorów, co zapewniało im sławę. Niektórych z nich zresztą doprowadzili do bankructwa tymi szalonymi wydatkami. No ale jaki ojciec pożałuje pieniędzy na wychowanie swojego syna przez najsławniejszego wśród filozoficznych celebrytów? Choćby go to miało zrujnować.

Na Olimpie

Do podkreślenia jest tu owa dysproporcja między racjonalnymi zarobkami, a tym co oferuje się gwiazdom, by miały status gwiazdy. To ta kosmiczna dysproporcja przyciąga ludzi do kin czy na platformy streamingowe. Także na mecze. Zwykły aktor czy piłkarz zarabia nieproporcjonalnie mniej niż aktor czy piłkarz celebryta. I nie dlatego, że gra gorzej. Nie chcę odmawiać umiejętności, a nawet wirtuozerii tym z pierwszych stron gazet. Ale możemy ją pooglądać i na arenach mniej nagłośnionych. Ale by przyciągnąć naprawdę wielkie tłumy, trzeba im pokazać, że zobaczą ludzi zarabiających tyle, by żyć jak bogowie. Skoro żyją na Olimpie, to muszą być geniuszami.

Często wielkie finanse nie chcą rozgłosu. Duży pieniądz nie szuka nagłośnienia. Ale nagłośnienie potrzebuje wielkich gaży. Jak chcesz być popularny, to muszą o tobie pisać, żeś niezwykły. Najlepiej, żeś bogacz nie z tej ziemi. I dlatego dziennikarze sportowi zajmują się nie tylko umiejętnościami sportowymi gwiazdorów piłkarskich, ale przede wszystkim ploteczkami na temat ich wydatków.

„Wzięci”

I wtedy taki celebryta jest „wzięty”. Tylko że to „wzięcie” ma podwójne znaczenie. Z jednej strony jest na ustach tłumów, a z drugiej strony jest zależny. Jest wzięty, bo został wzięty do niewoli. Jest zniewolony strachem. Im większa dysproporcja między tym, co powinien pobierać za swoją pracę, a tym, co za nią dostaje, tym większy strach, że jak straci owe zarobki, to będzie to upadek z bardzo wysokiego konia. Zaczął żyć na niezwykle kosztownym poziomie i nie będzie w stanie wypłacić się ze swoich zobowiązań, jeśli jego zarobki się urealnią. A do tego: kto zechce go zatrudnić, gdy okaże się, że nie zasługiwał na tę opinię, którą wykreowano o nim płacąc mu horrendalne sumy? 

Jest zależny, bo wie, że brał pieniądze za nic. No, może nie za nic, bo przecież coś robił i prawdopodobnie na wysokim poziomie, ale dostawał o tak wiele za dużo, że ma poczucie, iż lwią część tego, co dostawał, było za jakąś pustkę. To był złoty balonik. Chodziło tylko o to, by był znany z tego, że jest znany.

Nie tylko styl

Mam wrażenie, że to przydarza się też różnego rodzaju mówcom. Jak sofistom. Również mówcom religijnym. Głoszą i z tego żyją. Gdy żyje im się coraz lepiej, to stają się coraz bardziej popularni. I by być dalej popularnymi muszą pokazywać, jak dobrze im się żyje. I to staje się treścią ich „ewangelii”, radosnej nowiny o tym, jak oto Bóg im obficie błogosławi.

„Nie możecie służyć Bogu i mamonie”. A przecież Ewangelia, by dotrzeć, powinna być popularna. Zatem model przyjacielski czy biznesowy? „Darmo otrzymaliście, darmo dawajcie”. Tu nie chodzi tylko o styl. Chodzi też o treść.

By być popularnym, mogę głosić puste słowa. I wiem, że mówię coś, w co nie do końca wierzę. Ale wolę nie dzielić się swoimi wątpliwościami, by być „wziętym”, by mieć wyznawców zapatrzonych, oddanych, zdeterminowanych, gotowych na ofiary. Złoty cielec wygrał z niewidzialnym Bogiem, bo był horrendalnie drogi. Ulano go z całej biżuterii, którą zabrano z Egiptu. To była bajońska suma!

Co głosimy pośród ociekającego złota?

***

Sięgnij do innych tekstów autora.
Wesprzyj nas wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.