Zakończył się kolejny Tydzień Misyjny. Obchodzony był pod hasłem: „Pielgrzymi nadziei”. Tak naprawdę to tylko jeden z wielu specjalnych tygodni czy dni w Kościele. Ma swoje hasło, być może któraś parafia zaprosi do siebie również misjonarza lub misjonarkę, odbędą się katechezy misyjne. I oczywiście zbierze się ofiarę na rzecz misji. I tak do kolejnego roku…
Zastanawiam się, czy my faktycznie potrzebujemy specjalnego tygodnia poświęconego misjom, czy może bardziej poszerzenia horyzontów i przypomnienia, że Kościół z natury swej jest misyjny. Głoszenie Ewangelii słowem i czynem powinno być naszą codziennością, nie tylko zadaniem poszczególnych osób. Oczywiście: powołanie misyjne jest jednym z powołań we wspólnocie, jeśli ktoś czyni je głównym swoim życiowym zadaniem. Ale misje to coś co się dzieje. Tu i teraz. Nie tylko gdzieś na tak zwanych obrzeżach Kościoła, w krajach uważanych za tak zwane „misyjne”, ale także w Polsce. Powstają parafie personalne – gromadzące ludzi z różnych miejsc. Widać wspólnoty modlące się na ulicach miast i te angażujące się w pomoc ubogim. Są też inne grupy szukające tych, którzy Kościołowi się zgubili.
Nie oszukujmy się. Europa, która kiedyś ewangelizowała świat sama tej ewangelizacji potrzebuje. Polska pomału także.
Misje to życie
Misje to coś, co Kościół ożywia. To nauka życia pośród różnych kultur, tradycji i języków. A także innych uwarunkowań społecznych, kościelnych praktyk i wizji. Misje stają się szansą na odnowę. Być może też na rewizję niektórych kościelnych praktyk i sposobu duszpasterstwa. Bo misje to szkoła życia i dostrzegania, że każdy jest ważny. Niezależnie od powołania, statusu społecznego, wykształcenia.
Misjonarz, który nie nauczy się zwykłego bycia z ludźmi w ich codzienności, zmiany sposobu patrzenia i dawnych przyzwyczajeń długo nie wytrzyma. Misja to życie współdzielone. Tylko wtedy jest możliwość faktycznego dzielenia się Słowem Bożym, które żywe jest tylko w tych, których wiara jest żywa.
Misje to życie Kościoła w praktyce. To codzienne zmaganie się z rzeczywistością, szukanie nowych rozwiązań, odwaga stawiania pytań o sens tej czy innej praktyki. Każdy z nas jest misjonarzem. W każdym z nas trzeba obudzić tego, który głosi Jezusa tam, gdzie akurat jest. W sposób dobrany do swojego powołania i stylu życia.
O tych, którzy głoszą Ewangelię poza swoją ojczyzną warto pamiętać w modlitwie. Ale też warto modlić się za nas. By w nas obudziło się pragnienie bycia świadkiem Jezusa.
***
Sięgnij do innych tekstów autorki.
Jeśli podoba Ci się nasz portal i chcesz, żeby dalej istniał i się rozwijał możesz nas wesprzeć wpłacając na ZRZUTKĘ lub na PATRONITE.

Łączę teologię z kulturoznawstwem. Działam na styku religii, kultury, cywilizacji. Ciekawi mnie to co nowe, co zmienne, co wykracza ponad standardy. Szukam i pozwalam się znaleźć.
