Gdy spotykamy się z ludzkim płaczem lub krzykiem, nierzadko czujemy się bezradni. Może to wynikać z tego, że nie rozumiemy, o co chodzi cierpiącemu. Nie jesteśmy w stanie dociec, na czym polega jego problem, bo on nie mówi, tylko wydaje z siebie jakieś dramatyczne dźwięki. Bywa, że ten dramatyzm objawia się szeptem tak wycofanym, iż nic nie mówi, poza tym, że ktoś jest w szczególnie trudnym położeniu. Jak szukać rozwiązania, gdy nie wiemy, o co chodzi? To nie jest komfortowa sytuacja. Odruchowo od niej uciekamy. Irytuje nas. Gdy niewidomy przy drodze krzyczał do Jezusa, ludzie go uciszali. Pewnie byli zirytowani… Czytaj dalej »
Ten „nieartykułowany” krzyk to znak, że trzeba przed wszystkim wysłuchać. Po co? Bo liczy się przed wszystkim to, by człowiek usłyszał samego siebie.
