Jacek Siepsiak SJ — artykuły autora

 

ur. w 1964, jezuita, były redaktor naczelny kwartalnika „Życie Duchowe”, publicysta.

 

W obu przypadkach szukamy wolności. Chcemy uwolnić się od ograniczeń. Pragniemy, by nasze ciało było użytecznym narzędziem, a nie przeszkodą.

Jednym z ulubionych motywów kaznodziejów lub publicystów katolickich w początkowym okresie Wielkiego Postu jest zwracanie uwagi na to, że post to nie dieta. Jest to sposób na krytykowanie współczesności. Z jednej strony mamy do czynienia ze starym, dobrym odmawianiem sobie pewnych potraw, zwłaszcza mięsa. Z drugiej - przeciwstawiamy temu postowi podejrzaną nowinkę, jaką jest odmawianie sobie pewnych potraw, zwłaszcza mięsa. Konkurowanie na formy owych wyrzeczeń jest nie tylko śmieszne, ale też ryzykowne. Obecnie zalecane posty kościelne zazwyczaj mniej intrygują niż diety, którymi ludzie się „katują”. Choć nie zawsze tak bywało. Wystarczy wspomnieć opisy żywotów świętych poddających się głodówkom, żywiących się… Czytaj dalej »

Od wieków musimy wybierać między bezpieczeństwem a wolnością. To trudny wybór i dlatego ludzie giną. Czy nie powinniśmy zatem mówić o „męczennikach za wolność”?

„Przekroczył prędkość o 17 km na godz. Dostał 5 miesięcy więzienia”. Taki tytuł pojawił się na stronie „Auto Świat”. Bulwersujący? Pewnie miał być bulwersujący. I rzeczywiście, komentarze pod nim obfitują w hejt na policję, rząd, Brukselę i kraj w ogólności. Na to, że mamy nonsensowny i opresyjny system, wręcz reżimowy. Pytanie, czy ten tytuł jest prawdziwy? To ważne pytanie, skoro ludzie kształtują swoje opinie i przekonania tylko na podstawie tytułów lub leadów, czyli zajawek.  Okazuje się, iż (jak sprawdził „Clickbait”) ów kierowca nie trafił do więzienia. Mimo że nie posiadał uprawnień do prowadzenia pojazdów i miał sądowy zakaz prowadzenia samochodu.… Czytaj dalej »

Stwierdzenie „Nie wolno ci sięgać po naszego świętego” jest nie tylko gorszące (bo odpychające), ale też ośmiesza swoich autorów.

Niedawno na okładce jednego z tygodników katolickich zauważyłem tytuł „Franciszek z Asyżu. Ani wegetarianin, ani ekolog”. Rok św. Franciszka, ogłoszony przez papieża Leona, zdaje się stawać okazją do rozprawy z pewnymi środowiskami odwołującymi się do spuścizny po Biedaczynie z Asyżu. Przynajmniej dla niektórych redakcji. Nie chcę polemizować z artykułem. Ale sama okładka jest dość wymowna. Jest wymowna kategorycznością stwierdzenia. Bo gdyby raczej skłaniała do zastanowienia się nad pytaniem i brzmiała „Czy Franciszek z Asyżu był wegetarianinem lub ekologiem?”, to wzbudzałaby zupełnie inne emocje. Po prostu nie ocierałaby się o przekłamanie. Osiem wieków różnicy W takiej kategorycznej formie jest nie tylko… Czytaj dalej »

Wśród zwykłych chrześcijan pragnienie jedności niekoniecznie jest bardzo żywe. Przyzwyczailiśmy się do jej braku. Nie bardzo nawet wiemy, czego nam brakuje.

Tydzień modlitwy o jedność chrześcijan nieuchronnie skłania do zamysłu nad przyczynami rozłamów i sposobami na pojednanie. Wydaje się, że zgorszenie skandalami wśród przedstawicieli Kościołów nie jest najważniejszym czynnikiem. Takie słabości obserwowano przecież nie tylko wtedy, gdy dochodziło do schizm. A jednak przyzwyczajenie do niemoralności na szczytach władzy kościelnej wcale nie musi osłabiać jego destrukcyjnego wpływu na jedność uczniów Chrystusa. Wręcz odwrotnie, powoduje, że owe słabości nie są postrzegane tylko jako błędy jednostek, ale jako zgniły owoc złego systemu. Skoro ciągle trwają, to znaczy, że są systemowe. Stąd nie dziwi zrywanie z pewnym sposobem zorganizowania życia wspólnoty, a więc w konsekwencji… Czytaj dalej »

Zaśmiecamy świat tanim kiczem. To dotyczy też krzyży. Przykre, ale taką mamy cywilizację. Taki mamy styl konsumencki. I wszelkie próby przeciwdziałania wydają się skazane na niepowodzenie.

Ciekawe, czy doczekamy się wiecu politycznych populistów w obronie krzyża na tle wysypiska śmieci pełnego stosów właśnie krzyży? Wydawałoby się, że to przesada, że to niemożliwe. A jednak w naszym otoczeniu są miejsca, które nadawałyby się na takie manifestacje. Wystarczy zbliżyć się do cmentarzy. Ileż tam wyrzuconych zniczy z bardziej lub mniej plastykowymi krzyżami je „zdobiącymi”. To jednak nas nie gorszy. Czyżby stępiała nasza wrażliwość? Możemy tłumaczyć się koniecznością handlową. Branża pogrzebowa musi z czegoś żyć. A wiadomo, że najwięcej zarabia się na „chińszczyźnie” wyrzucanej na śmieci. Zaśmiecamy świat tanim kiczem. Jest tak tani, że wszyscy go kupują „z oszczędności”.… Czytaj dalej »

Bez wiarygodności nie ma ewangelizacji. Nudny przekaz ignorujący polemiki rodzi podejrzenia o tworzenie wydmuszki. A może nie tylko tworzenie?

Zintegrowana polityka informacyjna KEP doprowadziła do tego, że nowym szefem KAI został o. Tasiemski OP. I to on nie dopuścił do opublikowania wywiadu z Prymasem Polski abp. Polakiem. Co gorsza, argumentował swój zakaz tym, jakoby ksiądz Prymas nie miał nic ciekawego do powiedzenia w sprawach dotyczących jego urzędu. Do tego kilka miesięcy wcześniej usiłował ograniczyć zakres wypowiedzi Prymasa ograniczając go tylko do tematu Zjazdu Gnieźnieńskiego. Monolit przed upadkiem Widzimy, że jednolitość przekazu medialnego ze strony KEP polega na wycinaniu głosów nie tylko niektórych biskupów, ale nawet Prymasa Polski. Czy to służy budowaniu wiarygodności? Przecież pozory monolitu to raczej cecha sekty… Czytaj dalej »

Wykorzenianie przynosi brak zrozumienia. Czym lub Kim będzie dla nas Gwiazda zaranna, kiedy Gwiazdę Dawida zamienimy na zwykłą błyskotkę?

Zazwyczaj przed Świętami Bożego Narodzenia pojawiają się tu i ówdzie doniesienia o tym, jak to zakazano na jakimś publicznym placu zbudowania szopki ze Świętą Rodziną. Komentatorzy kłócą się, czy jest to oznaka wolności, czy raczej jej braku. Bo dla jednych niedopuszczalne jest podsuwanie komuś pod nos w przestrzeni publicznej znaków religii przez niego niewyznawanej, a dla innych ograniczanie takiej możliwości jest znakiem prześladowania lub co najmniej dyskryminacji. Nie chcę teraz wchodzić w ten spór. Ale przy jego okazji warto zauważyć, że zaczynają pojawiać się w publicznym obiegu argumenty bardzo niepokojące właśnie z punktu widzenia głęboko chrześcijańskiego. A właściwie powracają opinie,… Czytaj dalej »

Tak naprawdę każdemu z nas grozi syndrom „syna szefa”. Zwłaszcza tym, którzy piastują wyższe stanowiska. A właściwie stanowiska objęte dzięki jakiejś protekcji.

Każdy z nas spotyka się z chamstwem. Spodziewamy się go w różnych miejscach. Dziwi ono jednak w ustach tych, którzy zabiegają o popularność. A może to nasze zdziwienie jest już bardzo niedzisiejsze? Bo gdy słucha się słów przywódców politycznych czy religijnych, to choć ma się wrażenie, że strzelają sobie w stopę chamskimi odzywkami, to jednak człowiek zaczyna się zastanawiać, czy jednak nie dobierają obraźliwych sformułowań o bliźnich z wyrachowania. Bo uważają, że im to służy, nie szkodzi. Misja dzielenia Chamstwo w ustach kogoś z nizin społecznych nie dyskwalifikuje. Natomiast członka elity raczej powinno. Bywa jednak, że ludzie na stanowiskach starają… Czytaj dalej »

Która z ofiar będzie chciała zeznawać wobec gremium, które zależy od tego, kto jest stroną, kto sam ją wykorzystał lub owo przestępstwo zamiatał pod dywan? 

Z listu ks. Grzegorza Strzelczyka o Komisji niezależnych ekspertów do zbadania zjawiska wykorzystywania seksualnego osób małoletnich w Kościele katolickim w Polsce (tej nowej, pod przewodnictwem bp. Odera) dowiadujemy się o zmianach wobec starej komisji, której przewodniczył Prymas abp Polak. Co najmniej dziwne okoliczności zmiany przez KEP przewodniczącego wzbudziły wiele podejrzeń co do celu tego manewru. Uspakajano nas. Biskup gliwicki osobiście próbował przekonać, że tak będzie lepiej. Natomiast kard. Ryś powołał wtedy odrębną komisję w swojej (jeszcze wtedy) łódzkiej diecezji. To była poważna lampka ostrzegawcza. A obecnie czytamy się o zmianach, które potwierdzają najgorsze obawy. Okazuje się, że: Teraz trzeba natychmiast… Czytaj dalej »

Poznać głupiego po śmiechu jego”. Czy robimy sobie rachunek sumienia z naszego śmiechu? Nawet wtedy, gdy jest aż tak sztuczny, że wydawałoby się, iż nic nie mówi.

„Bo to, widzi panienka, po czym poznać głupiego? Po śmiechu jego”. Taką maksymę umieściła Eliza Orzeszkowa w swojej powieści „Nad Niemnem”. Mówi się, że najwyższy czas zawalczyć o język. Że trzeba pilnować, by używano różnych wyrażeń, z zwłaszcza epitetów, adekwatnie do sytuacji. Że musimy przeciwstawić się oszukiwaniu nas przez słowa, które nic nie znaczą, a właściwie niczego nie wyjaśniają i nie tłumaczą. Albo poniżają, zalewają negatywnymi emocjami, tak byśmy nawet nie próbowali kogoś zrozumieć. Lub - broń Boże - bronić. Jednak przysłowie „Poznać głupiego po śmiechu jego” mówi nie o wyartykułowanych treściach, ale o gestach czy dźwiękach. To, jaką ktoś… Czytaj dalej »